Reklama

Jan Himilsbach zawsze znalazł sposób, by oszukać żonę i... napić się wódki!

Jan Himilsbach, czyli niezapomniany Józef Kieliszek z „Jana Serce”, pracował w młodości jako kamieniarz na warszawskich Powązkach. Zanim w 1970 roku zadebiutował w kultowym „Rejsie” Marka Piwowskiego, imał się różnych zajęć, by zarobić... na kwiaty dla ukochanej dziewczyny. Choć Basia, w której kochał się na zabój, nie chciała się z nim umówić, nie dawał za wygraną i w końcu dopiął swego! Ważniejsza od niej była dla niego tylko wódka.

Jan Himilsbach był bez wątpienia jedną z najbarwniejszych postaci warszawskiego świata artystycznego PRL-u i jednym z najbardziej tajemniczych aktorów lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Uwielbiał udzielać wywiadów (policzył je kiedyś i wyszło mu, że ma ich na koncie ponad siedemset!), ale w każdym opowiadał o sobie co innego, wzbogacając swą biografię o coraz to nowe, coraz to bardziej nieprawdopodobne wątki.

Fakty i zmyślenia

Utrzymywał na przykład, że urodził się 31 listopada i nikt nie zdołał go przekonać, że takiego dnia nie ma w kalendarzu. Wymyślał też niestworzone historie o swoich rodzicach - raz twierdził, że zginęli w czasie wojny, innym razem, że podrzucili go zakonnicom z podwarszawskich Lasek.

Reklama

Faktem jest, że przez pewien czas mieszkał w Laskach, że jako szesnastolatek trafił do więzienia, gdzie nauczył się podstaw kamieniarstwa, że został zwolniony z zakładu karnego za dobre sprawowanie i skierowany do pracy w kamieniołomach w Strzegomiu, że pracował na Śląsku jako górnik, był piekarzem, ślusarzem i palaczem kotłowym na statkach, aż w końcu wylądował na Powązkach jako kamieniarz (to on wykuł napis na grobie Marka Hłaski). Przez cały czas... pisał, a jego opowiadania cieszyły się ogromną popularnością. Gdy w 1967 roku do księgarń trafił jego pierwszy zbiór opowiadań "Monidło", był już doskonale znany na stołecznych salonach oraz w warszawskich lokalach o wątpliwej reputacji nazywanych często melinami i mordowniami.

Zobacz też: Tragiczne życie Jerzego Dobrowolskiego

Przez dziurę po wizjerze

Jan Himilsbach nigdy nie krył, że ma słabość do wódki. Nawet kiedy nie miał grosza przy duszy, zawsze znajdował sposób, żeby się napić i... upić. Choć żona Barbara bardzo pilnowała, aby nie przesadzał z alkoholem, a zdarzało się, że zamykała go w domu na klucz, za każdym razem udawało mu się ją przechytrzyć. Barbara Himilsbach nie miała pojęcia, że gdy wychodziła z mieszkania, koledzy podawali jej mężowi wódkę przez dziurę po uprzednio wymontowanym z drzwi wizjerze.

Zobacz też: Krystyna Chimanienko zginęła na "zakręcie śmierci"

Małżeństwo (prawie) doskonałe

- Był miłością mojego życia, więc wszystko mu wybaczałam - wyznała wiele lat po śmierci męża na łamach książki "Rejs na krzywy ryj. Jan Himilsbach i jego czasy".

Jan zakochał się w Basi na długo przed tym, jak w 1970 roku zagrał swą pierwszą rolę filmową - Sidorowskiego w "Rejsie". Spotkał ją, gdy pewnego dnia przyszła z koleżankami z Instytutu Geologicznego, w którym pracowała, do kawiarni "U Hopfera", gdzie uwielbiała bawić się artystyczna warszawka tamtych lat. Ona - 25-letnia panienka z dobrego domu, on - cztery lata od niej starszy chłopak z nizin społecznych... Nikt nie dawał im szans, a jednak udało się im przejść razem przez życie.

- Gdyby nie wódka, bylibyśmy naprawdę wzorowym małżeństwem - stwierdziła Barbara Himilsbach po śmierci męża (Jan Himilsbach odszedł 11 listopada 1988 roku).

- Bardzo za Jasiem tęsknię - powiedziała.

Barbara Himilsbach, choć bywało, że przez pijaństwo męża przeżywała piekło na ziemi, nigdy nie powiedziała o nim złego słowa. Do końca swoich dni kochała tylko jego. Zmarła w 2013 roku. Spoczęła obok ukochanego mężczyzny w grobie na stołecznym Cmentarzu Komunalnym Północnym.

Zobacz więcej:

"Niewolnica Isaura": Co się stało z Lucelią Santos?

Michael Gandolfini: Młody aktor zagrał zmarłego ojca!

Janusz Rewiński porzucił aktorstwo!

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Jan Himilsbah

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje