Reklama

Stranger Things

Ocena
serialu
9
Super
Ocen: 188
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Stranger Things": Metalowa solówka wszech czasów [recenzja]

Wzruszające momenty, sceny rozdzierające serca oraz budowanie fundamentów pod finałową konfrontację i piąty sezon - tak w skrócie można streścić ostatnie odcinki (ósmy i dziewiąty) drugiej części czwartej serii "Stranger Things". Jednak zacierające granicę pomiędzy filmem oraz serialem (pod względem czasu trwania jak i jakości) odcinki oferują widzom znacznie więcej.

"Stranger Things": Fantastyczna opowieść

Czwarty sezon opowieści o dzieciakach z Hawkins już dawno nie jest tylko nostalgiczną podróżą w lata 80., ale fantastycznie zrealizowaną i opowiedzianą historią, która stała się światowym fenomenem. Podzieloną na dwie części, najnowszą odsłonę najpopularniejszego serialu Netflix, ocenia się jako jedną z najlepszych serii produkcji, i nie ma w tym żadnej przesady.

Bracia Duffer zaprezentowali emocjonujący finał pełen wzruszeń i zaskoczeń umiejętnie łącząc horror, dramat, komedię, a nawet romans. Choć komedii jest nieco mniej niż w poprzednich odcinkach, ale też i stawka jest większa. Z walki dobra ze złem nie każdy wyjdzie cało. Całość dopełnia świetny montaż oraz perfekcyjnie wykorzystywana piosenka Kate Bush "Running Up That Hill", która dzięki serialowi ponownie podbija listy przebojów.

Reklama

"Stranger Things": Metalowa solówka wszech czasów

Nie sposób wymienić wszystkich fenomenalnych scen z czwartego sezonu. Końcówka czwartego odcinka pierwszej części jest najprawdopodobniej najlepsza, a dorównać jej może jedynie konfrontacja bohaterów z Vecną w dziewiątym "epizodzie" (koniecznie w cudzysłowie, ponieważ na obejrzenie tego odcinka trzeba poświęcić ponad dwie godziny).

Sercem serialu nadal pozostają bohaterowie - nieważne jak zostaną pogrupowani, zawsze jest to strzał w dziesiątkę. Fani zobaczą sceny, które przyniosą im sporo radości - Joyce (Winona Ryder) i Hooper (David Harbour) rozmawiają o randce, na jaką nadal nie mogą się wybrać; Mike (Finn Wolfhard) wygłasza emocjonalną przemowę; Eddie (Joseph Quinn) gra najlepszą metalową solówkę wszech czasów; Jedenastka (Mille Bobby Brown) staje do konfrontacji z Vecną (Jamie Campbell Bower).

Nancy (Natalia Dryer), Robin (Maya Hawke) i Steve (Joe Keery) kradną show i starają się ocalić świat. Zresztą nie sami, gdyż bohaterowie łączą siły z trzech różnych miejsc, aby uratować Hawkins. Wisienką na torcie są Lucas (Caleb McLaughlin) i Max - Sadie Sink, która wciela się w tą bohaterkę, jest bezsprzecznie gwiazdą tego sezonu.

"Stranger Things": Scenarzyści wpadli w schemat?

Jednak nie wszystko jest tak bardzo różowe. Od pewnego czasu twórcy serialu wpadają w pewien schemat - wprowadzają intrygujące postacie i dobrze je budują, aby po pewnym czasie dość szybko się ich... pozbyć.

Co prawda zapewnia to świetne i doprowadzające do łez sceny, jednak nie spotyka się z pozytywną opinią wśród widzów. Od wczoraj na Twitterze trwa gorąca dyskusja dotycząca śmierci jednej z postaci. Co tu dużo mówić - fani są wściekli.

Nie zmienia to jednak faktu, że cały czwarty sezon "Stranger Things" jest pod każdym względem świetną produkcją, a poświęconego na obejrzenie go czasu na pewno nie pożałujecie. Na premierę piątego sezonu przyjdzie nam jeszcze dość długo czekać, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Po seansie czwartej serii będzie to dla fanów najtrudniejsze wyzwanie.

Ocena: 8,5/10

Zobacz też:

"Stranger Things 4": Epicki powrót do Hawkins [recenzja]

"Stranger Things": Czwarty sezon najpopularniejszym anglojęzycznym serialem Netfliksa

"Stranger Things 4": Nowy kadr z drugiej części sezonu. Emocjonalny moment

Jesteś fanem amerykańskich seriali? Zalajkuj nasz fan page "Zjednoczone Stany Seriali", czytaj najświeższe newsy zza oceanu oglądaj trailery, galerie, komentuj i czytaj opisy odcinków już dwa tygodnie przed emisją w Polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama