Reklama

Beata Tyszkiewicz nie chciała się uczyć. Nie zdała matury z polskiego

Beata Tyszkiewicz, wielka dama polskiego kina, która fanom kultowych seriali zapisała się w pamięci m.in. jako Christin Kield ze „Stawki większej niż życie” i Maryla Miszczykowa z „Polskich dróg”, nigdy nie kryła, że mama miała z nią mnóstwo problemów. - Byłam niezłym ziółkiem – szczerze stwierdziła aktorka i przyznała, że wyrzucono ją nawet z gimnazjum, bo na świadectwie miała aż jedenaście dwój!

Beata Tyszkiewicz od najmłodszych lat uwielbiała być w centrum uwagi. Niestety, w szkole nie pozwalano jej błyszczeć, a wręcz niszczono jej ambicje, czemu zawsze głośno się sprzeciwiała. Aktorka wspomina, że jej mama, idąc na wywiadówkę, spodziewała się usłyszeć, że nie potrafi zapanować nad córką, że Beata się źle uczy, brak jej dyscypliny i z pewnością niczego w życiu nie osiągnie.

W końcu Beatę wyrzucono z gimnazjum.

Rygor u sióstr nazaretanek

- Kiedy okazało się, że mam na świadectwie jedenaście dwój, mama stwierdziła, że jedynie siostry niepokalanki sobie ze mną poradzą, a rygor panujący w katolickiej szkole dobrze mi zrobi - opowiadała aktorka w wywiadzie.

Reklama

Kiedy Beata Tyszkiewicz trafiła do gimnazjum Sióstr Niepokalanek w Szymanowie, miała 17 lat i pierwszą rolę filmową na koncie. Fakt, że zagrała Klarę w "Zemście", kazano jej jednak zachować w tajemnicy przed trzymanymi pod kluczem w internacie dziewczętami.

Zobacz też: Jerzy Cnota: Na jego imprezach alkohol lał się strumieniami

Młodziutka Beata była przekonana, że do bycia aktorką nie jest jej potrzebne żadne wykształcenie, więc nie przykładała się do nauki, ale w szkole Sióstr Niepokalanek wytrwała, ku wielkiej radości mamy, aż do matury. Kiedy jednak przyszedł czas, by przystąpić do egzaminu dojrzałości, wolała - zamiast się uczyć - chodzić po parku i zachwycać się budzącą się do życia przyrodą.

Maturę z języka polskiego Beata Tyszkiewicz... oblała. Uznała, że temat wypracowania jest źle sformułowany. Kartkę zawierającą składające się z jednego zdania uzasadnienie tej tezy, oddała przewodniczącej komisji i wyszła z sali.

Poprawka w towarzystwie... milicjantów

Beata Tyszkiewicz nie chciała tracić roku, więc po powrocie do Warszawy przystąpiła do egzaminu poprawkowego, który został zorganizowany dla... milicjantów. Zdała celująco. Dopiero pół wieku później przyznała, że młodzi milicjanci dostali pytania z dołączonymi do nich odpowiedziami, bo szefom Milicji Obywatelskiej zależało, by udowodnić, że do służby zgłaszają się tylko najlepsi z najlepszych!

W jednym Beata Tyszkiewicz miała, będąc młodziutką dziewczyną, rację. Że do zostania wybitną aktorką i gwiazdą filmową wystarczy talent, a jeśli się go nie ma, to nawet świadectwo z najwyższymi ocenami nic nie pomoże...

Zobacz więcej:

Zofia Czerwińska: Odbiła męża innej kobiecie, potem sama została porzucona

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje