Reklama

Jerzy Cnota: U gwiazdora "Janosika", na suto zakrapianych imprezach, kwitło życie towarzyskie Warszawy

Zmarły w listopadzie 2016 roku temu Jerzy Cnota, czyli niezapomniany zbójnik Gąsior z "Janosika", znany był z zamiłowania do mocnych trunków i dziewcząt o wątpliwej reputacji oraz z... ogromnego stołu, który stał w jego mieszkanku na Saskiej Kępie. Mówiono, że pod tym stołem - zwanym przez aktora "Hiltonem" - koncentrowało się niegdyś życie towarzyskie artystycznego półświatka Warszawy.

Jerzy Cnota, który swoją ostatnią rolę - Kopcińskiego w "Świecie według Kiepskich" - grał przez kilka lat aż do śmierci, żartował, że aktorem został przypadkiem dzięki... Ewie Demarczyk.

Jerzy Cnota: Od nauczyciela do aktora

Był studentem filologii rosyjskiej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, gdy pewnego wieczoru zaczął popisywać się przed znajomymi biesiadującymi z nim w jednym z modnych lokali. A że owym lokalem była Piwnica pod Baranami, ktoś wpadł na pomysł, żeby wszedł na scenę i coś zaśpiewał.

Jerzy - mocno już wtedy podchmielony - nie pozwolił się długo prosić. Okazało się, że ma talent. Wpadł w oko Ewie Demarczyk, która zaprosiła go do duetu. Ich wspólny występ zobaczył goszczący akurat w Piwnicy Kazimierz Kutz.

Reklama

Kilka miesięcy później, kompletując obsadę do filmu "Sól ziemi czarnej", reżyser przypomniał sobie o pijanym Ślązaku obściskującym Czarnego Anioła polskiej piosenki. Jerzy Cnota pracował wtedy jako nauczyciel w szkole w Wieliczce.

- Trzeba było go znaleźć. Tylko że nikt nie pamiętał, jak on się nazywał. Ci**? Rura? Pochwa? W końcu padło właściwe słowo. Cnota! I tak to Jurek został aktorem - wspominał Kutz w jednej ze swych książek.

Nocleg pod Hiltonem

Kilka lat później Jerzy Cnota był już bardzo znany i grał na potęgę. Dwa lata po debiucie w "Soli ziemi czarnej" miał już na koncie kilka ról serialowych i filmowych, a bilety na jego występy estradowe sprzedawały się jak świeże bułeczki. Ponieważ często musiał bywać w Warszawie, postanowił wynająć sobie jakiś pokój. Zamieszkał na poddaszu dużej willi w samym centrum Saskiej Kępy. Najważniejszym meblem w mieszkaniu był monstrualnej wielkości stół. Bywalec stołecznych salonów, nieżyjący już Janusz Atlas, tak pisał o stole Cnoty w "Atlasie towarzyskim":

"Urok Hiltona, bo takie imię Cnota nadał meblowi, polegał na tym, że zawsze był zastawiony. Gospodarz tygodniami nie sprzątał stojących na stole naczyń, butelek i często trzeba było długo grzebać w szkle, żeby czymś płynnym ugasić pragnienie."

Bałagan panował nie tylko na, ale też pod Hiltonem. Koczowały tam bowiem niemal bez przerwy dziewczęta sprowadzane przez Cnotę z dworców i ciemnych uliczek...

"Nierzadko pod stołem polegiwały pokotem znane z ekranów kinowych aktorki, reżyserzy, elektrycy z wytwórni filmowej. Spanie pod Hiltonem należało do dobrego tonu i każdy, kto choćby raz tego nie spróbował, nie liczył się w towarzystwie" - wspominał Janusz Atlas.

Poddasze Jerzego Cnoty znikło z towarzyskiej mapy Warszawy dopiero, gdy aktor wyprowadził się do innego miasta. Co się stało ze słynnym Hiltonem, nie wie nikt.

Za niespełna miesiąc minie pięć lat od chwili, gdy dotarła do nas z Katowic smutna wiadomość, że Jerzy Cnota zmarł po długotrwałej i ciężkiej chorobie. Miał 74 lata.

 

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje