Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,3
Bardzo dobry
Ocen: 6991
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Barbara Krafftówna: "Żelazny kotek"! Życie boleśnie ją doświadczyło

Mija właśnie dokładnie 75 lat od dnia, gdy Barbara Krafftówna, czyli Honorata z kultowych „Czterech pancernych i psa”, zdała egzamin eksternistyczny i została aktorką. Na rolę Felicji w filmie „Jak być kochaną”, która uczyniła ją gwiazdą, musiała jednak czekać półtorej dekady...

Zmarła 23 stycznia tego roku Barbara Krafftówna, od najmłodszych lat marzyła, by zostać aktorką. Pod koniec życia - mieszkając w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie - bardzo chętnie wracała pamięcią do przeszłości i powtarzała, że miała szczęście, iż spełniły się jej największe marzenia, bo mogła robić to, co kocha.

Po jej śmierci Krystyna Janda napisała na Facebooku, że była "żelaznym kotkiem".

"Przeżyła tytaniczne życie przerywane wieloma osobistymi tragediami, żałobami, nieszczęściami, rozstaniami z najukochańszymi, ale życie niesione miłością do tego życia, do pracy, teatru, do ludzi" - napisała szefowa stołecznego Och-Teatru, na scenie którego Barbara Krafftówna zagrała jedną ze swych ostatnich ról, czyli Panią Wilberforce w sztuce "Trzeba zabić starszą panią".

Reklama

Barbara Krafftówna: Wierzyła, że może wszystko!

Niezapomniana Honorata z "Czterech pancernych i psa" często żartowała w wywiadach, że coraz mniej jest wokół niej ludzi pamiętających, że kiedyś... była młoda.

Miała zaledwie 18 lat, gdy w 1946 roku po raz pierwszy stanęła na scenie.

- To, że będę aktorką, cała rodzina wróżyła mi od zawsze, bo już jako mała dziewczynka przebierałam się w stroje mamy i tańczyłam na parapecie - wspominała w książce "Krafftówna w krainie czarów" Remigiusza Grzeli.

Na zajęcia do studia aktorskiego prowadzonego przez Iwo Galla w okupowanym przez Niemców Krakowie zaprowadziła ją starsza siostra. Od razu wpadła w oko żonie dyrektora szkoły, która dała jej do zadeklamowania prosty wierszyk.

- I tak to się zaczęło. Nie było odwrotu... - twierdziła Barbara Krafftówna, opowiadając o początkach swej trwającej ponad 70 lat przygodzie z aktorstwem.

Po wojnie Barbara Krafftówna poświęciła się przede wszystkim pracy w teatrze. Przed kamerą zadebiutowała w 1953 roku w "Sprawie do załatwienia", ale jej rólka w tym filmie była tak malutka, że nikt jej nie zauważył. Dopiero cztery lata później dostała kolejną szansę - wystąpiła w "Deszczowym lipcu" i "Popiele i diamencie", ale gwiazdą stała się dopiero w 1962 roku dzięki kreacji w filmie "Jak być kochaną".

- Nabrałam wiatru w żagle, czułam, że mogę wszystko - mówiła po premierze.

Barbara Krafftówna: Pierwszy mąż zmarł w drodze na spotkanie z nią...

Wiodło się jej też w życiu prywatnym. Była przecież szczęśliwie zakochana!

Michała Gazdę, swojego pierwszego męża, poznała podczas pochodu pierwszomajowego. Wystarczyło jej jedno spojrzenie, by zakochała się w nim po uszy. Odwzajemnił uczucie... Po tygodniu znajomości zaręczyli się, po miesiącu byli już małżeństwem, a rok później powitali na świecie Piotra. Syn stał się dla aktorki i jej męża najważniejszy.

- Michał był świetnym aktorem, ale nie zależało mu na karierze. Nie miał niespełnionych ambicji ani marzeń. Skupił się na domu. Opiekował się nami - mną i Piotrkiem - wspominała po latach.

6 listopada 1969 roku, w trakcie zdjęć do "Czterech pancernych i psa", aktorka umówiła się z ukochanym w SPATiF-ie. Mieli razem jechać na romantyczną kolację z okazji przypadających następnego dnia urodzin Michała Gazdy. Niestety, aktor nie dotarł na miejsce. Siedział za kierownicą swojego samochodu, gdy na Moście Gdańskim poczuł ostry ból w klatce piersiowej i stracił panowanie nad autem. Nie przeżył zawału serca. Barbara Krafftówna latami obwiniała się o śmierć męża, twierdząc, że gdyby nie kazała mu pędzić na spotkanie z nią, być może nie doszłoby do tragedii. Nie wiedziała, że to dopiero początek jej nieszczęść...

Barbara Krafftówna: Drugiego męża zabrał jej zawał serca

Mężczyznę, który został jej drugim mężem, wypatrzyła, stojąc na estradzie w czasie swego recitalu w San Francisco. Siedział w pierwszym rzędzie i przez cały czas patrzył jej prosto w oczy.

- Pomyślałam, że jest pięknym polonusem! - mówiła aktorka, opowiadając o swoim związku z Arnoldem Seidnerem.

- Po spektaklu przyszedł do mnie do garderoby. Nie znał ani słowa po polsku, a mój angielski pozostawiał sporo do życzenia, ale dogadaliśmy się na migi - wspominała w książce "Krafftówna w krainie czarów".

Kilka miesięcy później Arnold poprosił Barbarę o rękę, a ona bez wahania powiedziała "tak". Byli pewni, że zestarzeją się razem, ale los napisał jednak dla nich inny scenariusz. Arnold Seidner zmarł nagle - podobnie jak wcześniej Michał Gazda - na zawał serca. Byli małżeństwem zaledwie po pół roku.

- Najpierw Michał, potem Arnold... Obaj byli mi przeznaczeni, ale nie było mi dane nacieszyć się ich miłością za długo. Zmarli zbyt szybko, zbyt niespodziewanie - powiedziała Barbara Krafftówna w wywiadzie.

Barbara Krafftówna: W amerykańskim kinie nie było dla niej ról

Po śmierci Seidnera aktorce odmówiono renty, bo za krótko była jego żoną.

- Musiałoby minąć dziewięć miesięcy od ślubu, żebym miała jakieś prawa. Zostałam w Ameryce z niczym... Bez pieniędzy, bez mieszkania i bez znajomości angielskiego - żaliła się, dodając, że musiała zaczynać wszystko od zera.

Nie chciała wracać do kraju, bo jej syn Piotr najpierw chodził do szkoły, potem studiował, w końcu założył rodzinę.

- A później jakoś się z tym powrotem nie składało. Miałam nadzieję, że jednak coś w Ameryce zagram - wyznała ćwierć wieku później.

Przychylni jej zamerykanizowani Polacy, którzy pamiętali ją z serialu "Czterej pancerni i pies", filmów "Jak być kochaną" i "Rękopis znaleziony w Saragossie" oraz z występów w "Kabarecie Starszych Panów", pomogli jej w - jak mówiła - ogarnięciu życia na obczyźnie. Czekając na oferty pracy w filmie czy teatrze, opiekowała się wdową po słynnym fizyku. Była jej damą do towarzystwa, a za spędzanie w rezydencji milionerki w Pacific Palisades pięciu dni w tygodniu dostawała hojne wynagrodzenie. W weekendy mogła występować w polonijnym teatrze... Gdy jej pracodawczyni odeszła, stać ją było na opłacenie pobytu w wybudowanym przez imigrantów z Ukrainy domu spokojnej starości. Z okna swojego pokoju codziennie przez czternaście lat patrzyła na unoszący się nad Los Angeles słynny napis HOLLYWOOD. Dopiero w 1998 roku zdecydowała się wrócić do Polski.

Piotr był już dorosłym mężczyzną, miał żonę, dziecko, a w dodatku od dawna nie mieszkał w Stanach. Przeprowadził się z rodziną do Kanady.

- Nagle nie miałam co w tej Ameryce robić, więc przyleciałam do Warszawy. Nie żałuję - wyznała kilka lat przed śmiercią.

Barbara Krafftówna: Serce aktorki trzy razy przebiły krwawe strzały

W 2009 roku aktorka dostała wstrząsającą wiadomość, że jej jedyny syn nie żyje

- Gdy zostałam podwójną wdową, wydawało mi się, że zły los wystarczająco mnie już zranił i wreszcie da mi spokój. Niestety... - zwierzała się Remigiuszowi Grzeli, który namówił ją na wywiad-rzekę.

- Trzy razy umierałam z żalu. Trzy razy moje serce przebiły krwawe strzały. Okrutny los zabrał trzech najważniejszych mężczyzn mojego życia. Bardzo pomogły mi pigułki. Wyszłam z otępienia, ale blizny pozostały. Dotkliwe, wyraźnie, własne - czytamy w "Krafftównie w krainie czarów".

Po stracie syna jedyną radością pani Barbary stały się rozmowy z wnukiem Michałem. Dla niego nauczyła się korzystać z Internetu i komunikatorów. Bardzo chciała polecieć do niego do Kanady. Miała już kupiony bilet i dokładnie zaplanowaną podróż, gdy wybuchła pandemia koronawirusa. Zamknęła się w domu w obawie przed zarażeniem. Mówiła, że trzyma się jakoś tylko dlatego, że marzy, by wrócić na scenę.

- Jestem gotowa stanąć na scenie nawet dziś, byle tylko było bezpiecznie - stwierdziła w swym ostatnim wywiadzie.

Barbara Krafftówna: "No, dosyć tego!" - powiedziała i odeszła...

Miesiąc przed swymi 93. urodzinami aktorka zjawiła się w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie, by odpocząć od zgiełku stolicy. W ośrodku pomieszkiwała już wcześniej i zawsze była tam witana z otwartymi ramionami. Tym razem jednak ze względów bezpieczeństwa została skierowana na kwarantannę i dopiero po jej odbyciu zamieszkała w swym ulubionym pokoju. Jeden z tabloidów poinformował, że walczy z koronawirusem... Krzysztof Szuster, który jako prezes ZASP sprawuje pieczę nad placówką, potwierdził, że aktorka mieszka w Skolimowie, ale zaprzeczył, że jest chora na COVID-19.

23 stycznia 2022 roku to właśnie on poinformował, że Barbara Krafftówna nie żyje. Miała ponoć powiedzieć: "No, dosyć tego!", po czym na zawsze zamknęła oczy...

Zobacz też:
Dramat polskiej seksbomby! Aldona Orman wylądowała na wózku inwalidzkim

Łukasz Garlicki: Alkohol przejął nad nim kontrolę. Wyszedł na prostą, ale nadal szokuje

"Stulecie Winnych": Kiedy premiera 5. sezonu? Fani będą musieli poczekać

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL