Reklama

Krzysztof Mularczyk oskarżony o molestowanie. Seksafera w TVP!

Jak donosi serwis Wirtualnemedia.pl, prezenter i komentator TVP World, a wcześniej Poland In, Krzysztof Mularczyk został zmuszony do odejścia ze stacji z powodu zarzutów dotyczących molestowania jednej z wydawczyń. Prezenter zdecydowanie zaprzecza doniesieniom i nie przyznaje się do winy.

Krzysztof Mularczyk to były już prezenter i komentator TVP World. Został zatrudniony w TVP World w 2018 roku, kiedy stacja nosiła jeszcze nazwę Poland In. Jakiś czas temu został zmuszony do odejścia. Początkowo nie wypowiadał się na temat powodów nagłej decyzji, lecz postanowił zabrać głos. 

"Udało się panu dyrektorowi TVP World Filipowi Styczyńskiemu razem z koleżanką zrobić seksaferę bez seksu! Cała historia jest dobrym przykładem jak kampania "MeToo" potrafi być wykorzystywana w korporacjach w wewnętrznych rozgrywkach" - napisał w mediach społecznościowych.

Reklama

Krzysztof Mularczyk ujawnia całą prawdę

Prezenter nie ukrywał rozgoryczenia, odważył się powiedzieć co myśli o całej sytuacji, mimo, że spodziewa się konsekwencji z tym związanych.

"Wiem że ujawniając całą historię wcale nie robię sobie dobrze. Nie tylko dlatego że rozdrapuję ranę która zaczęła się już goić. Wiadomo że ludzie reagują na takie historie mówiąc "nie ma dymu bez ognia" lub "zwolnili go to się mści" i "jak on tak się stawia to i tak nigdzie go nie zatrudnią". Nie mogę też liczyć na wsparcie od tych którzy zostali w TVP World bo ludzie mają partnerów, dzieci i kredyty , także boją się stracić pracę, a umowy cywilno-prawne nie dają pracownikowi dosłownie jakiejkolwiek ochrony. Trudno. Uważam że ktoś musi mieć odwagę powiedzenia że używanie mody na oskarżanie mężczyzn o niestosowne zachowania stała się zbyt często bronią w wewnętrznych rozgrywkach w świecie korpo i nie tylko" - dodał.

To nie koniec mocnego wpisu. Krzysztof Mularczyk kontynuuje wypowiedź, podkreślając, że według niego, prawdziwą przyczyną zmuszenia go do odejścia z TVP World były trudne stosunki z jedną z wydawczyń tej stacji.

"Zaczęło się od tego że miałem na terenie newsroomu TVP World sprzeczkę z (nazwisko wydawczyni) w sprawie jej podejścia do kilku spraw, między innymi poziomu języka angielskiego w redakcji i odmawianiu współpracy przy programach ze względu na osobistą niechęć, i na koniec naszych sporów ona ostentacyjnie zaczęła krzyczeć abym jej nie 'zaczepiał'. To już zapaliło w mojej głowie czerwone światełko bo "zaczepianie" w tych czasach stało się pojęciem podpadającym pod molestowanie, a to w tych czasach już sprawa bardzo poważna. Gdy kilka dni później odmówiła pracy ze mną nad jednym z programów postanowiłem zareagować i zwróciłem uwagę kolegom kierującym serwisami informacyjnymi i publicystyką że koleżanka mnie bezpodstawnie oskarża i na dodatek nie chce ze mną współpracować w redakcji, ale że ja jestem gotów do rozmowy aby sytuację uspokoić bo nie chcę dalszej eskalacji konfliktu"

Okazało się, że to był dopiero początek kłopotów Mularczyka w TVP World.

"W poniedziałek 4 kwietna, zostałem wezwany do gabinetu Dyrektora Styczyńskiego na Woronicza. On siedział w swoim gabinecie w obecności pani z wydziału prawnego i oznajmił mi że rozwiązuje umowę współpracy ze mną z powodu "poważnych zarzutów" które się pojawiły na mój temat i że skoro to nie pierwszy raz gdy coś przeskrobałem- a chodziło mu o to że poprzednio sprzeczałem się z nim w sprawie stawek za programy - to musi umowę rozwiązać. Gdy zapytałem o jakie zarzuty chodzi stwierdził że koleżanka twierdzi że ją "nagabywałem" , do czego nie potrafił mi wyjaśnić, i że są jakieś moje maile i smsy które jej wersję potwierdzają. Nie przedstawiono mi żadnych zarzutów na piśmie. Nie zostałem poinformowany o temacie spotkania także nie miałem okazji mieć ze sobą prawnika. Dwa dni później na kolegium na którym mnie już nie było po rozwiązaniu ze mną umowy, pan dyrektor raczył podobno stwierdzić że ja koleżance "groziłem"".

Co na to TVP?

Jak donosi portal Wirtualnemedia.pl, TVP nie chciało skomentować wpisu Krzysztofa Mularczyka. Serwis skontaktował się także z wydawczynią, która nie chciała udzielić komentarza, podobnie dyrektor Styczyński. Wśród dziennikarzy krążą pogłoski, że do żadnego molestowania nie doszło. 

Zespół Rzecznika TVP wystosował następujące oświadczenie do serwisu Wirtualnemedia.pl:

"Kierownictwo TVP World zdecydowało o zakończeniu współpracy z panem Krzysztofem Mularczykiem. Spółka nie komentuje wpisu, który opublikował pan Mularczyk na profilu oraz nie informuje o okolicznościach, które sprawiły, że nie kontynuuje pracy w redakcji"

Mularczyk zaznacza, że ze wspomnianą wydawczynią miał bardzo mały kontakt i może to wykazać poprzez korespondencję. 

"Nigdy z nią nie byłem sam na sam. Nigdy w ciągu czterech lat naszej współpracy. Jak miało dość do jakiegoś zaczepiania, molestowania?"

Krzysztof Mularczyk podkreśla, że nie można wierzyć w słowa TVP w tej sprawie, bowiem stacja w przeszłości miała już podobną sytuację. W ubiegłym roku doszło do zatrzymania byłego prezentera Poland In, Bartłomieja M., który miał się dopuścić gwałtu na trzech nastolatkach.

Zobacz też:

"Wszystko o Miriam": Najtragiczniejszy show w historii TV?

Irena Falska: Była gwiazda TVP przeżyła dramat! Straciła jedyną córkę

Małgorzata Pritulak: Gwiazda lat 70.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL