Zobacz również:
Mariusz Gorczyński - znakomity aktor, który nie miał szczęścia do dużych ról, za to nawet z malutkiego epizody potrafił zrobić perełkę - przez całe życie próbował pozbierać się po tym, co w czasie hitlerowskiej okupacji zafundowali mu naziści.
Był 9-letnim chłopcem, kiedy razem z ojcem wpadł w ręce Gestapo podczas łapanki w Warszawie. Obaj zostali wywiezieni na roboty do Niemiec. Kilka miesięcy przed końcem wojny Mariusz widział śmierć swojego ojca. Mężczyznę rozstrzelano na jego oczach.
Mariusz Gorczyński: Komunistyczna bezpieka blokowała mu karierę
Z Niemiec Mariusz Gorczyński wrócił dopiero po upadku III Rzeszy. Pokonał pieszo kilkaset kilometrów, by odnaleźć matkę. Postanowił zrobić wszystko, by spełnić dane kiedyś ojcu słowo.
"Przysiągłem ojcu, że jeśli przeżyję pobyt w obozie pracy, wrócę do kraju, skończę szkołę i zrobię wszystko, by był ze mnie dumny. I słowa dotrzymałem" - opowiadał wiele lat później w wywiadzie dla magazynu "Ekran".
Jeszcze w czasie studiów w łódzkiej PWST Mariusz zaczął grać w filmach. Reżyserka Maria Kaniewska, która była jedną z jego wykładowczyń, zaprosiła go do udziału w "Awanturze o Basię" i "Komediantach", niewielkie role powierzyli mu też Andrzej Wajda ("Kanał"), Jerzy Kawalerowicz ("Prawdziwy koniec wielkiej wojny"), Wanda Jakubowska ("Król Maciuś I") i Jan Batory ("Odwiedziny prezydenta").
Zanim Mariusz skończył studia, miał już opinię... epizodysty. Na wielkie role nie mógł liczyć, bo miał na pieńku z PRL-owską bezpieką, która blokowała mu karierę. Raz nawet niemal trafił do więzienia za opowiadanie dowcipów o milicjantach.
To, że przez całe życie pozostawał jako aktor na drugim, a nawet na trzecim planie, w ogóle mu nie przeszkadzało.
"On zakreślił sobie pewien krąg swojej działalności aktorskiej i wyspecjalizował się w graniu krwistych epizodów. Wiedział, w czym jest dobry i co leży w zakresie jego aktorskich możliwości" - napisał o nim w jednej ze swych książek Jerzy Gruza.
Mariusz Gorczyński: Wyrzucili go z teatru, bo pił na umór i zawalał spektakle
Po tym, jak w 1968 roku Jerzy Gruza zrealizował w Teatrze Telewizji własną wersję znanego już ze scen całej Polski spektaklu "Drzewa umierają stojąc", Mariusz Gorczyński partnerujący Mieczysławie Ćwiklińskiej niespodziewanie odmówił wyjazdu na tournée po Ameryce, zaproszenie na które dostał cały zespół "Drzew...". Ważniejsze były dla niego występy na estradzie. Przez wiele lat podpisywał się pod programami "do kotleta" (jako autor scenariusza i reżyser) prezentowanymi co wieczór w kulowej w PRL-u i bardzo ekskluzywnej jak na tamte czasy warszawskiej restauracji Kongresowa. Do widowisk w Kongresowej Gorczyński chętnie angażował koleżanki i kolegów z Teatru Syrena, w którym miał wtedy etat.
Niestety, z pracą w Syrenie aktor musiał się pożegnać, gdy kilka razy zawalił przedstawienie. Nie było tajemnicą, że pije na umór i zdarza mu się "popłynąć". Faktem jest, że Mariusz Gorczyński miał poważny problem, ale nawet nie próbował mu zaradzić.
"Jak go wyrzucono z Syreny, był w takim stanie, że wręcz się ucieszył, że wreszcie będzie mógł spokojnie pić. Nie ma co ukrywać - wódka była tym, co go zabiło, zarówno jako aktora, jak też po prostu fizycznie" - powiedziała o nim Zofia Czerwińska w rozmowie z autorem książki ""Jak u Barei czyli kto to powiedział".
Mariusz Gorczyński: Przegrał walkę z chorobą alkoholową
Wszyscy, którzy znali Gorczyńskiego, zachodzili w głowę, dlaczego nie podejmuje walki z chorobą alkoholową. Niewiele osób zdawało sobie sprawę z tego, że aktor pije, by zapomnieć o traumatycznych przeżyciach z czasów wojny. Tylko najbliżsi znajomi wiedzieli, że w dzieciństwie przeszedł przez piekło.
Aktor - znany m.in. z seriali "07 zgłoś się", "Alternatywy 4", "Zmiennicy", "Tulipan" i "Polskie drogi" oraz filmów "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", "Wielki Szu" i "Obywatel Piszczyk" - przegrał walkę z nałogiem. Zmarł nagle 15 grudnia 1990 roku, nie osiągnąwszy nawet wieku emerytalnego (miał 53 lata). Pochowano go na cmentarzu Północnym w Warszawie obok matki, którą pożegnał dwa lata wcześniej.
Zobacz też:
Gwiazdy "Nad Niemnem" po latach. Co słychać u Iwony Katarzyny Pawlak i Adama Marjańskiego?








