Był 1976 rok, gdy na planie filmu Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru" spotkało się dwoje ludzi, których z pozoru wszystko różniło... Ona - 24-letnia nikomu jeszcze wtedy nieznana debiutantka, on - starszy o dekadę ceniony w całej Europie operator filmowy. Ona - energiczna, ciągle zabiegana kobieta, on - spokojny, wiecznie zadumany mężczyzna. Byli jak ogień i woda, a jednak coś pchało ich ku sobie.
Krystyna Janda i Edward Kłosiński zafascynowali się sobą od pierwszego wejrzenia, ale na miłość musieli trochę poczekać.
Krystyna Janda i Edward Kłosiński: Nic nie działo się między nimi... pochopnie
Edward Kłosiński był pierwszym mężczyzną, który spojrzał na Krystynę Jandę okiem... kamery filmowej.
"Zrobiła na mnie wtedy jakieś trudne do określenia wrażenie. Pracowaliśmy ze sobą przy trzech kolejnych filmach i w pewnym momencie spostrzegłem, że znajomość z nią zaczyna mieć dla mnie olbrzymie znaczenie, że przestaliśmy być tylko kolegami z pracy" - opowiadał na łamach "Pani", wspominając początki swojego związku z aktorką.
Kiedy operator zdecydował się powiedzieć Jandzie, że czuje do niej coś więcej niż tylko sympatię, próbowała go "ostudzić" - miała już za sobą nieudany związek, była matką i najzwyczajniej w świecie bała się nowego uczucia. Poza tym nie była pewna, czy to właśnie Edward jest tym kimś, z kim chce dzielić swoje życie. A jednak...
"Oboje byliśmy dojrzałymi ludźmi. Nic nie działo się między nami pochopnie. W pewnym momencie spostrzegłam, że Edward daje mi to, czego tak bardzo potrzebowałam: akceptację. Umacniał moje poczucie wartości, mówił, że wszystko we mnie jest fantastyczne - każdej kobiecie, a już na pewno każdej aktorce jest to potrzebne. Trudno było nie ulec komuś takiemu" - wspominała po latach.
Pobrali się w 1981 roku. Po ślubie zamieszkali w niewielkim segmencie na warszawskim Mokotowie. Krystyna Janda żartowała, że żyją na skrzyżowaniu dróg między wytwórnią filmową, telewizją i teatrem.
Krystyna Janda i Edward Kłosiński: Mieli własny raj na ziemi. Sami go sobie stworzyli
Kiedy na świat przyszedł ich pierwszy syn - Adam, którego aktorka nazywa podarunkiem od łaskawego losu (miała 38 lat, gdy go urodziła) - państwo Kłosińscy postanowili poszukać dla siebie wygodniejszego lokum. Obejrzeli setki domów, zanim zdecydowali się na zakup przedwojennej willi w Milanówku otoczonej wielkim, przypominającym park, ogrodem. Podmiejska posiadłość znajdowała się co prawda w opłakanym stanie, ale była wymarzonym miejscem na stworzenie prawdziwego rodzinnego domu, w jakim zamieszkać mogli wszyscy, których Krystyna Janda kochała - mąż, dzieci, rodzice.
"Edward podniósł dom w Milanówku z ruiny, przywrócił jego dawny kształt. Zawsze byliśmy z mężem za odnawianiem, restaurowaniem i ratowaniem starych rzeczy, a nie za budowaniem nowych. Mąż poświęcił naszemu domowi, a potem naszemu teatrowi całe swoje serce, całą wiedzę i umiejętności. Nie mówiąc o pieniądzach (...), które poszły na te remonty" - twierdzi aktorka.
Znajdująca się na liście zabytków willa Kłosińskich jest jedną z najpiękniejszych w Milanówku. Dla Krystyny Jandy dom zawsze był azylem, przystanią. Edward Kłosiński nazywał go swoim rajem na ziemi. Uwielbiał przyglądać się synom - Adasiowi i młodszemu o rok Jędrkowi - biegającym wokół fontanny, teściowej krzątającej się w ogródku, psom wylegującym się na trawniku. Lubił odpoczywać na ganku z książką w ręku, co wieczór czekał przy bramie na żonę, gdy ta koło północy wracała zmęczona z teatru.
"Jedynie dla teatru mogłabym zdradzić męża i synów. Nie mam czasu na inne pasje. Zajmując się czymkolwiek innym, miałabym poczucie winy, że okradam z siebie moje dzieci i mojego męża" - mówiła Krystyna Janda w wywiadach.
"Adasia i Jędrka wychowuje przede wszystkim ich ojciec. Mąż robi jeden, dwa filmy rocznie, a resztę czasu spędza w domu z synami. Ja jestem z nimi wtedy, kiedy mogę" - opowiadała.
Krystyna Janda: Wciąż nie pogodziła się ze śmiercią męża. Żałoba trwa...
O Krystynie Jandzie i Edwardzie Kłosińskim znajomi mówili, że są nierozłączni. Razem powołali do życia Teatr Polonia, który stał się drugim domem aktorki...
Choroba, a potem śmierć męża, była dla Krystyny niewyobrażalną tragedią.
"Edward obiecał mi kiedyś, że nie umrze przede mną, bo przecież nie może mi tego zrobić" - wyznała, dodając, że to jedyna obietnica, której jej ukochany nie spełnił.
Choć Edwarda Kłosińskiego nie ma już wśród żywych od 15 lat (zmarł na raka płuc 5 stycznia 2008 roku), Krystyna Janda wciąż nie pogodziła się ze swoją stratą.
"Odchodzenie męża i okres żałoby przechodziłam naprawdę ciężko, zresztą to się nie skończyło. Tak naprawdę ciągła praca pozwoliła mi być nadal aktywną i nie wpaść w przygnębienie. Praca mnie ratowała, okazała się najlepszym lekarstwem" - powiedziała w najnowszym wywiadzie.
Krystyna Janda, pytana, czy nie chciałaby znów ułożyć sobie z kimś życia na nowo, twierdzi, że po śmierci Edwarda Kłosińskiego nie spotkała żadnego mężczyzny, który by ją zainteresował.
"A poza tym coś mi nie pozwala" - twierdzi.
(wypowiedzi Krystyny Jandy pochodzą z wywiadów dla magazynów "Viva!", "Pani", "Twój Styl", "Sukces" i "Gala")
Zobacz też:
"Rolnik szuka żony": Małgosia zaliczyła modową wpadkę? Chodzi o kreację weselną
Tak mieszkają Cezary i Edyta Pazurowie. Są posiadaczami dwóch willi!
"Beverly Hills, 90210": Tori Spelling zasłynęła jako skandalistka. Co robi dziś?








