Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy
Ocena
serialu
4
Przeciętny
Ocen: 146
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy": Wyruszamy na przygodę [recenzja odc. 1-2]

Jak zaznaczają twórcy „Pierścieni Władzy”, ich serial nie jest bezpośrednio powiązany z dwiema trylogiami Petera Jacksona. Produkcji trudno będzie jednak uniknąć porównań z obsypanymi Oscarami adaptacjami „Władcy Pierścieni” (o rozciągniętych do granic absurdu „Hobbitach” lepiej zapomnijmy). W międzyczasie fantastyka przybrała barwy „Gry o tron”, która – przy dyskusyjnym poziomie ostatnich sezonów – okazała się kamieniem milowym w produkcji seriali telewizyjnych, przede wszystkim od strony budżetowej i realizacyjnej. Co zapowiadają dwa pierwsze odcinki nowej adaptacji świata wykreowanego przez J.R.R. Tolkiena? Czy mamy do czynienia z duchową kontynuacją trylogii „Władcy Pierścieni”, czy z niemającym końca festiwalem atrakcji rodem z „Hobbita”? Czy Amazon doczekał się swojej „Gry o tron”, czy też dostaliśmy kolejnego „Wiedźmina”?

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy": Najdroższy serial w historii

Akcja serialu ma miejsce przed stworzeniem tytułowych pierścieni i na tysiące lat zanim Bilbo i Frodo Bagginsowie wyruszą na swoje przygody. Po długiej i wyniszczającej wojnie nastał czas pokoju. Zjednoczone armie Dobra pod wodzą elfów pokonały Zło dowodzone przez Morgotha. Galadriela (Morfydd Clark), młoda elfka, obawia się nowego, jeszcze większego zagrożenia - Saurona. Gdy stara się przekonać swych pobratymców do działania, mieszkańcy Śródziemia są świadkami wydarzeń niezwiastujących niczego dobrego.

Twórcy nie zrywają do końca z dokonaniami Jacksona. Jeśli ktoś spodziewał się epizodów aktorów znanych z filmowych trylogii lub ulubionych motywów muzycznych, będzie zawiedziony. Podobieństwa można łatwo zauważyć w ikonografii, przede wszystkim w kostiumach i wyglądzie kolejnych ras - głównie krasnoludów i orków. Nie da się także nie wspomnieć o częstych panoramach, przedstawiających piękno Nowej Zelandii (ale tylko w pierwszym sezonie - kolejne będą kręcone w Wielkiej Brytanii). "Pierścienie Władzy" szybko otrzymały miano jednego z najdroższych seriali w historii, a twórcy nie wahają się udowodnić, że nie było to tylko puste hasło. Kostiumy i scenografia robią ogromne wrażenie, podobnie jak bitwa w prologu pierwszego odcinka oraz walka o przetrwanie na środku oceanu w drugim. Zdarzają się jednak słabsze momenty, podczas których komputerowe efekty biją po oczach.

Reklama

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy": Dynamika narracji

W pierwszych odcinkach serial dawkuje epickość, skupiając się przede wszystkim na przedstawieniu licznej obsady i nowej wersji świata wykreowanego przez J.R.R. Tolkiena, znaną większości oglądających z wymienionych wcześniej adaptacji. Wprowadzanie kolejnych bohaterów wypadło płynnie, a znane postaci (Galadriela lub grany przez Roberta Alamayo Elrond) mieszają się z zupełnie nowymi, m.in. wywodzącą się z plemienia Harfootów nastoletnią Nori (Markella Kavenagh), która - jak to młode hobbity - marzy o wielkiej przygodzie. Gorzej z wprowadzeniem do świata. Serial rozpoczyna się długim prologiem, przybliżającym dzieje Wojny Gniewu oraz pojawienia się Saurona. Osoby niezaznajomione z mitologią Śródziemia mogą poczuć się zagubione - tym bardziej że tak obszerny i szczegółowy wstęp wydaje się zbędny. Co najgorsze wpływa on niekorzystnie na dynamikę narracji.

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy": To nie "Gra o tron"

Przez większość czasu akcja rozwija się niespiesznie. "Pierścienie Władzy" to nie "Gra o tron", w której spisek goni spisek, a każdy z bohaterów jest gotów wszystkich zdradzić. Próżno tu szukać nagłych zwrotów akcji lub wieńczących odcinki cliffhangerów. Zamiast tego mamy powoli budowane i dotychczas niepowiązane ze sobą bezpośrednio wątki. Część z nich śledzi się z zaciekawieniem (wyprawa Elronda do Morii), ale niektórym brakuje pazura, przez co pojawiają się dłużyzny.

Cierpi przede wszystkim historia elfa Arondira (Ismael Cruz Córdova) pałającego zakazaną miłością do ludzkiej znachorki Bronwyny (Nazanin Boniadi). Zgrzyty wynikają także ze sposobu prowadzenia aktorów. Alamayo jako jeden z niewielu potrafi nadać swojemu bohaterowi nieco charakteru. Tymczasem Córdova, Boniadi i - co najgorsze - wcielająca się w Galadrielę Clark ograniczają się do wyniosłego tonu rodem z epic fantasy. Jeśli w przyszłości obsada nie okaże się bardziej zróżnicowana, szybko zacznie się zlewać - co dla serialu może okazać się zabójcze.

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy": Serial pozostawia niedosyt

Dwa odcinki rozpoczynające "Pierścienie Władzy" pozostawiają pewien niedosyt. Twórcy kontynuują strategie wypracowane przez Petera Jacksona. Na szczęście ich serial nie wypada w porównaniu do filmów jak netfliksowy "Wiedźmin" zestawiony z "Grą o tron". Niespieszna narracja może jednak zniechęcić mniej cierpliwych widzów. Sam po pierwszym odcinku raczej zwlekałem z natychmiastowym włączeniem kolejnego. Drugi zdaje się jednak łapać swój rytm, a każdy z wątków wydaje się rozwijać w ciekawym kierunku. Nie wiem, czy serial Amazonu okaże się hitem na miarę adaptacji książek George’a R.R. Martina. Mimo kilku początkowych potknięć na pewno ma ku temu predyspozycje.

Ocena: 7/10

Jakub Izdebski

"Władca Pierścieni: Pierścienie władzy" (The Lord of the Rings: The Rings of Power), dystrybucja: Amazon, premiera pierwszego sezonu: 2 września 2022 roku

Zobacz też:

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy": Jest oficjalny zwiastun!

"Koło czasu": Amazon wznawia serial na trzeci sezon! Nowy materiał zza kulis

"The Terminal List": Nie wytrzymał i odpowiedział krytykom

"A League of Their Own": Jest pierwszy zwiastun remake’u "Ich własnej ligi"

swiatseriali
Dowiedz się więcej na temat: Prime Video: Seriale
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy