Reklama

​Andy Hallett: Jego amerykański sen przerwała przedwczesna śmierć

O karierze w show-biznesie marzy wiele osób. Tak naprawdę nielicznym udaje się przebić do pierwszej ligi gwiazd. Są też tacy, których droga na szczyt została niespodziewanie przerwana. Aktor i piosenkarz Andy Hallett miał dopiero miał zaledwie 33 lata, gdy zmarł niespodziewanie.

Talent odkryty przez przypadek

Andy Hallett nawet nie marzył o aktorstwie. W jednym z wywiadów przyznał, że od dziecka uwielbiał śpiewać. Był jednak wyśmiewany przez rówieśników, co spowodowało, że przestał rozwijać swoje pasje. Wszystko zmienił koncert Patti LaBelle, która zaprosiła na scenę kilka osób z widowni. Wśród nich był również Hallett. Zaśpiewał razem z nią "Lady Marmalade". Występ piosenkarza-amatora zaskoczył nie tylko widownią, ale też samą LaBelle. "To jest biały chłopiec z duszą" - miała powiedzieć artystka. "To było wydarzenie, które zmieniło moje życie" - mówił później aktor.

Reklama

Po ukończeniu szkoły przeprowadził się do Los Angeles, gdzie zaczął pracę jako goniec w jednej z agencji. Z czasem został asystentem Kai Cole, żony Jossa Whedona twórcy serialu "Buffy: Postrach wampirów". Andy Hallett wsytąpił nawet w jednym z odcinków produkcji, ale nawet nie śnił o tym, że kiedyś dostanie rolę, za którą pokochają go widzowie na całym świecie. Pod koniec XX wieku Whedon zaczął prace nad spin-offem Buffy. 

"Roseanne": Glenn Quinn miał zostać gwiazdą. Zmarł nagle w wieku 32 lat 

Karaoke zmieniło jego życie

Pewnego dnia producent i jego żona przypadkiem zobaczyli występ Halletta w jednym z klubów karaoke. Zrobił on tak duże wrażenie na Whedonie, że postanowił dopisać do serialu postać demona, który prowadzi bar karaoke. "Joss stworzył ideę bon vivanta, który potrafi czytać w myślach ludzi, kiedy śpiewają. Przeprowadziliśmy casting z Andym, ponieważ to właśnie na nim została oparta ta postać. Był najlepszą osoba, którą wtedy przesłuchiwaliśmy" - wspominał David Greenwalt współtwórca serialu "Angel". 

Tak Andy Hallett został rogatym, zielonoskórym demonem imieniem Lorne, który potrafił przewidywać przyszłość klientów biorących udział w karaoke w jego barze. Początkowo miał być to występ gościnny, jednak jego postać szybko stała się ulubieńcem fanów. Ostatecznie zagrał w 76 ze 110 odcinków serialu. Żeby wcielić się w rolę demona, Hallett musiał przed każdym dniem zdjęciowym dwie godziny spędzić na charakteryzacji. Nigdy jednak na to nie narzekał. Był szczęśliwy, że może spełniać swoje marzenia. Wiedział, że nie każdemu jest to dane. 

Brittany Murphy: Po śmierci aktorki na jaw wciąż wychodzą nowe fakty 

Niespodziewana śmierć aktora

Chociaż była do dla młodego piosenkarza pierwsza, poważna aktorska rola, to odnalazł się w niej fantastycznie. Znakomicie dogadywał się z obsadą i podobnie jak jego serialowa postać, był duszą towarzystwa na każdej imprezie. Serial "Angel" zakończył się w 2005 roku. Wydawało się, że teraz Hallett na dobre zwiąże się z aktorstwem. Niestety, stało się inaczej. Kilka tygodni po zakończeniu zdjęć, aktor doznał ostrej infekcji zębów, która rozprzestrzeniła się przez krwioobieg do jego serca i doprowadziła do kardiomiopatii. Aktor spędził kilka dni w szpitalu, ale już nigdy nie wrócił do pełni zdrowia. 

Nie chcąc jeszcze bardziej nadwyrężać osłabionego organizmu, porzucił marzenia o karierze aktorskiej. Skupił się za to na swojej pierwszej pasji - śpiewaniu. Nie stracił jednak pogody ducha. Często spotykał się z fanami i brał udział w konwentach związanych z serialami "Buffy" oraz "Angel". Jednak jego zdrowie nadal się pogarszało. W ciągu pięciu lat po pierwszej hospitalizacji do szpitala trafiał jeszcze trzy razy. 29 marca 2009 roku zmarł na niewydolność serca. Andy Hallett miał wtedy zaledwie 33 lata. Do samego końca był przy nim jego ojciec. 

https://www.rmf.fm/magazyn/news,40064,maciej-stuhr-zostal-pobity-do-sieci-trafilo-drastyczne-zdjecie.html#utm_source=interia.pl&utm_medium=link&utm_campaign=exc




swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy