Reklama

Gra o tron - konkurs na opowiadanie

Tłum przeciskał się obok mnie próbując dostać się jak najbliżej niczym wygłodniała zwierzyna widząca odrobinę jedzenia po wielu dniach głodu. Miałem wrażenie, że hałas niósł się po całej Królewskiej Przystani i tylko kwestią czasu jest gdy martwi zaczną wstawać z grobów aby przyjść i obejrzeć to widowisko, które zafundował im ich nowy król. Król Joffrey. Ser Ilyn Payne uniósł w górę miecz a mi przed oczami przeleciały wszystkie lata jakie spędziłem na służbie jako wierny rycerz Eddarda Starka, Lorda Winterfell. Pół uderzenia serca później mój władca nie żył a po Królewskiej Przystani poniósł się głośny okrzyk tysięcy gapiów. Spojrzałem ostatni raz na uśmiechniętą twarz tego tyrana, który wydał wyrok śmierci i zacząłem się wycofywać. Nic tu po mnie, jeśli mogli zabić Lorda Winterfell to kogoś takiego jak ja rozgniotą jak robaka. Odwiązałem konia i popędziłem do najbliższej bramy. Dwóch strażników widząc z jaką prędkością nadjeżdżam przez chwilę się wahało czy nie powinni mnie zatrzymać jednak nim zdążyli to zrobić pokrył ich kurz wydobywający się spod kopyt mojego wiernego rumaka.

Reklama

Gnałem bez wytchnienia a prażące słońce i buzująca w żyłach krew sprawiały, że ubranie przyklejało mi się do skóry od potu. Nigdy nie lubiłem Królewskiej Przystani. Wolałem chłodne okolice północy, gdzie nie pociłeś się jak świnia gdy tylko wyciągałeś miecz aby poćwiczyć walkę. W Winterfell nie czułeś smrodu spisków czających się za każdym rogiem a ludzie nie wbiją ci sztyletu w plecy za kromkę chleba bo Lord Eddard zawsze dbał o to aby nikt nie przymierał głodem.

Gdy słońce powoli zaczęło skrywać się za lasem postanowiłem przenocować w najbliższej gospodzie na jaką natknę się przy Królewskim Trakcie. Ryzykowałem wiele nosząc wilkora Starków na piersi kilka godzin po tym co stało się w Królewskiej Przystani ale każdy musi coś jeść. Nawet jeśli wydaje mu się, że tylko zemsta może zaspokoić jego głód.

Szyld nad gospodą był zniszczony, tak jak i pocięte mieczem drzwi, jednak nie było już czasu na szukanie czegoś lepszego. Mrok obejmował powoli Westeros swoimi smutnymi ramionami i nie wypuści nikogo z tych czułych objęć do rana. Przywiązałem konia i wszedłem do środka. Momentalnie uderzył mnie odór kwaśnego wina, pieczonego mięsa ale też i wymiocin, które były zapewne dziełem któregoś z mężczyzn siedzących przy jednej z ław. Rozmowy na chwilę ucichły, spojrzeli na mnie swoimi przepitymi oczami, zawiesili wzrok na herbie Starków ale po chwili wrócili do swoich kielichów. Gruba gospodyni, której ogromne piersi górowały nad blatem spoglądała na mnie równie podejrzliwie, jednak gdy położyłem przed nią dwie srebrne monety od razu zagościł na jej ustach uśmiech.

- Kielich wina i porządny kawałek tego prosiaka, który tak skwierczy nad paleniskiem. A także chciałbym pokój na dzisiejszą noc.

- To będzie kosztowało trochę więcej rycerzu albo możesz spać u boku swego konia w stodole.

Położyłem przed nią drugie tyle i ruszyłem do najciemniejszego rogu gospody aby pozostać z dala od wzroku pijanych biesiadników. Gdy byłem w połowie posiłku do środka wszedł jeszcze jeden z ludzi i przysiadł się do swoich kompanów. Gwar ich rozmów zaczął powoli cichnąć, jednak zdążyłem wychwycić słowa o tym, że ścięto głowę Lordowi Winterfell. Mimo, że byłem skryty w ciemności, coraz bardziej czułem na sobie ich ukradkowe spojrzenia. Wszyscy doskonale wiedzieli czym skończy się dzisiejsze wydarzenie. Lannisterowie stali się wrogami Starków i czeka nas krwawa wojna. Trzeba powoli decydować po której stronie chcesz się opowiedzieć. Byłem zbyt blisko Królewskiej Przystani, wiedziałem po czyjej są oni. I gdy już podjąłem w głowie decyzję, że nie pozostanę tutaj na noc bo to zbyt niebezpieczne, stało się to czego się najbardziej obawiałem. Drzwi gospody otwarły się zamaszystym ruchem a do środka wkroczyło trzech rycerzy z lwem na swoich płaszczach. Rycerze Lannisterów. Położyłem odruchowo dłoń na rękojeści miecza

- Gospodyni! Niech ktoś nakarmi nasze konie, a dla nas wyciągnijcie beczkę najlepszego wina jakie tylko macie w swoich piwnicach! To wielki dzień dla Królestwa! Głowa zdrajcy odpadła od ciała i nie będzie głosić więcej oszczerstw. Trzeba za to wypić.

Gospodyni skinęła głową na gospodarza, który wychylił głowę z kuchni zaaferowany hałasem. Wytarł dłonie w fartuch i ruszył do drzwiczek, które zapewne prowadziły do składu wina. Mrok za oknem sprawiał, że nie mogłem dostrzec, czy jest ich więcej jednak przyjąłem, że jeśli przyszli się tutaj napić to żaden nie przepuści takiej okazji i jest ich zapewne tylko trzech. Ich lśniące, czyste zbroje odbijały światło migających świec a z ust żadnego z nich nie schodził uśmiech. Po kilku chwilach gospodarz wtoczył do środka beczkę wina z której zaczął nalewać do kielichów.

- Macie gospodarzu, dla was to też święto! – zawołał jeden z rycerzy, który zapewne był dowódcą oddziału rzucając mu do stóp kilka złotych monet.

Gruby mężczyzna padł na ziemię i z brudnej podłogi pokrytej sitowiem zaczął wybierać pieniądze poruszając się na kolanach. Śmiechy rycerzy stały się jeszcze głośniejsze lecz powoli ucichły gdy zatopili swoje usta w winie. Po chwili kolejny raz ich dowódca zawołał:

- Król Joffrey dał dziś radość wszystkim wiernym ludziom korony, więc niech też ci ludzie zaczną świętować! Gospodarzu, nalej pozostałym gościom! Niech żyje król Joffrey!

- Niech żyje król Joffrey! – zakrzyknęli pijący przy drugiej ławie mężczyźni a niektórzy spojrzeli znów ukradkiem w moją stronę.

Dopiero wtedy jeden z Lannisterów podążając za ich wzrokiem dostrzegł jeszcze jednego gościa, skrytego w rogu gospody.

- Gospodarzu, nie zapomnij również o naszym nieśmiałym przyjacielu z końca. Dziś wszyscy świętujemy! – krzyknął a gospodarz ruszył nieśmiało w moją stronę pragnąć napełnić mój kielich.

- Nie chcę waszego wina… - słowa wypłynęły z moich ust ze spokojem, mimo że w głębi moją duszę rozdzierał krzyk, który dałoby się usłyszeć nawet na Murze.

Gospodarz zatrzymał się w połowie drogi i odwrócił spoglądając na rycerzy Lannisterów nie wiedząc co ma zrobić. Pijący przy drugiej ławie mężczyźni całkowicie zamilkli. Gospodyni stojąca za ladą cofnęła się o dwa kroki unosząc powoli dłoń i zasłaniając nią usta.

- Co powiedziałeś? Nie chcesz się napić za naszego króla?

- Nie… nie za naszego. Za waszego. – odparłem czując, że prawie kręci mi się w głowie. Rządza zemsty krążyła w moich żyłach mieszając się z krwią.

- Panie… on… on jest z Winterfell… - odezwał się cicho jeden z pijących.

W tym samym momencie podniosłem się powoli. Gospodarz uciekł i skrył się w kuchni ciągnąc tam za sobą swoją żonę. Mężczyźni przy sąsiedniej ławie ścisnęli się w kupę i przylgnęli do ściany. Lannisterowie nadal siedzieli na swoich miejscach wpatrując się w ciemność drugiego końca gospody. Postanowiłem im ułatwić zadanie i wkroczyłem w blask świec ukazując głowę wilkora na mojej piersi, tak aby dokładnie ją dojrzeli. Mój oddech powodował wrażenie, jakby zwierze z herbu miało zaraz zerwać się z materiału i rzucić do gardeł swoich wrogów.

- Zgadza się. Jestem rycerzem Eddarda Starka. Lorda Winterfell, Królewskiego Namiestnika, któremu wasz młodociany król kazał ściąć głowę. Służę tylko Północy i nie wypiję ani łyka wina za tego bękarta, który jest wynikiem kazirodczego związku. Lecz wy rozkoszujcie się waszym trunkiem, gdyż jest to ostatni jakie pijecie w waszym nędznym życiu. 

- Ty zdradziecki psie z Północy… - odezwał się ich dowódca i dobył miecza.

Zemsta zagotowała moją krew, dłoń sięgnęła do rękojeści a ostrze błyskawicznie przecięło powietrze. Dowódca złapał się za szyję, odsunął na chwilę dłoń i dostrzegł na niej czerwoną plamę. Krew po chwili zaczęła płynąć wartkim strumieniem a rana rozszerzała się coraz bardziej gdy padał na ziemię w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą gospodarz zbierał jego pieniądze. Jego przyboczni otrząsnęli się z szoku i również sięgnęli po broń. Jeden zamachnął się tak mocno, że w momencie kiedy się uchyliłem wbił swoje ostrze w jednego z pijanych mężczyzn przytwierdzając mu mieczem ramie do ławy. Pozostali mężczyźni zerwali się rozrzucając na boki kielichy i przewracając ławy i wybiegli z gospody uciekając w ciemność. Gdy pierwszy z rycerzy próbował wyciągnąć ostrze z drewna mój miecz zderzył się z orężem drugiego. Dźwięk uderzającej o siebie stali przeszywał powietrze. Zaciskałem mocno zęby a furia w moich oczach zaczęła coraz bardziej przerażać mojego przeciwnika. Cofał się z każdym moim ciosem aż w końcu potknął się o ciało swojego dowódcy i padł na ziemię wypuszczając miecz z dłoni.

- Proszę… nie! – krzyknął wyciągając rękę w moją stronę.

Ostrze w locie odcięło mu dwa palce po czym wbiło się w jego pierś. Jego twarz przybrała wyraz ogromnego zaskoczenia, jakby nie dowierzał, że nie darowałem mu życia. Przebiegła mi przez głowę myśl, że uczę się od najlepszych. Lord Eddard też liczył na litość i zesłanie na Mur. Ostatni z rycerzy zdążył w końcu wyciągnąć swój miecz rozrywając prawie pół ramienia mężczyźnie w którego go wbił. Z naszych ostrzy skapywały teraz na podłogę krople krwi jednak każdy z nas miał inny wyraz twarzy. Mój gniew dodawał mi pewności i sił, podczas gdy mojego przeciwnika przeszywał strach. Wiedział, że zaraz umrze. Wiedział zapewne, że jest najsłabszym z tych trzech w walce na miecze. Mój pierwszy atak zdołał jeszcze odeprzeć unosząc trzymany obiema rękoma miecz nad głową jednak na kolejne uderzenie nie znalazł recepty. Ostrze przeszyło jego brzuch chowając się w nim prawie całe. Rycerz padł na kolana próbując palcami zatrzymać olbrzymi upływ krwi jednak czerwona kałuża rozlewała się coraz szerzej wokół niego. Upadł twarzą do ziemi rozchylając jeszcze usta jakby chciał przekazać światu jakieś ostatnie słowo. Rozejrzałem się powoli dookoła i schowałem miecz. Podszedłem do stołu przy którym jeszcze niedawno siedzieli rycerze Lannisterów i podniosłem do ust jeden z kielichów.

- Niech żyje Król! Niech żyje Król Północy! Lord Winterfell Robb Stark!

Wypiłem wino do dna, otarłem usta wierzchem dłoni a kielich rzuciłem w szeroką plamę krwi moich wrogów. Wyszedłem na zewnątrz i dosiadłem swego konia. Popędziłem w ciemność, tam gdzie jestem teraz potrzebny. Do mojego nowego Lorda, pod skrzydłami którego dokonamy należnej nam zemsty i ruszymy na wojnę z Lannisterami. Do Robba Starka. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje