Zwariował na punkcie nowego członka rodziny. "Poryczałem się jak bóbr"
Mirosław Zbrojewicz od kilku tygodni jest w stanie euforii, bo po raz pierwszy został dziadkiem. "Poryczałem się jak bóbr" - mówi i przyznaje, że gdy zięć przysłał mu zdjęcie Kostka zrobione tuż po jego przyjściu na świat, nie umiał opanować emocji. Tak naprawdę jednak aktor poczuł się dziadkiem, dopiero gdy zaczął planować... atrakcje dla wnuka. Jedną z nich ma być jazda na motorze.
Mirosław Zbrojewicz nie kryje, że odkąd Kostek - synek jego córki Katarzyny i aktora Otara Saralidze - pojawił się na świecie, jego życie nabrało zupełnie nowych barw.
"Parę dni temu poszedłem do garażu, gdzie stoją moje ukochane motorki, i naszła mnie myśl: O, na tym posadzę Konstantego, jak będzie miał trzy latka" - opowiadał w najnowszym wywiadzie.
"W jednej chwili przeskoczyłem z wieku chłopięcego w wiek dziadkowy. Czuję, że biorę udział w jakimś zakrzywieniu czasoprzestrzeni" - wyznał na łamach "Vivy!", dodając, że do narodzin Kostka czuł się jak młodzieniaszek nieprzygotowany mentalnie na dorosłość.
Aktor, który swą popisową rolę zagrał w kultowym filmie "Chłopaki nie płaczą", twierdzi, że ma dużo szczęścia, bo trafił mu się naprawdę wspaniały zięć.
"Poznałem Otara, zanim w ogóle zaczęła się jakakolwiek historia miłosna jego i mojej córki. Wiele lat temu zagraliśmy razem w Teatrze Stu. On był wtedy świeżo po szkole" - wspominał w "Vivie!".
"Fajny, zdolny, przemiły chłopak. Obaj mieszkaliśmy w Warszawie, więc do Krakowa jeździliśmy razem samochodem... A potem przestaliśmy razem grać i kontakt się urwał" - stwierdził.
Kilka lat później córka Mirosława, Katarzyna Zbrojewicz, założyła - za namową taty - agencję aktorską. Ojciec oczywiście został jej pierwszym klientem...
"Przeglądaliśmy kiedyś listę kolegów po fachu, którzy do niej trafili, i zobaczyłem nazwisko Otara. Mówię: 'Otar to, Otar tamto', ale Kasia w ogóle na to nie zareagowała. Minął rok i nagle zaczęło się coś dziać" - opowiada Mirosław Zbrojewicz.
Aktor był w siódmym niebie, gdy Katarzyna i Otar zostali małżeństwem. Dla ukochanej córki pragnął tylko jednego - żeby była szczęśliwa. Wiedział, że Otar Saralidze to świetny wybór.
Dziś Mirosław Zbrojewicz planuje... dzieciństwo swego wnuka. Ma zamiar rozpieszczać Kostka, spełniać wszystkie jego zachcianki i sprawiać, by każdy dzień przynosił mu moc wrażeń.
"Najpierw będzie jeździł na BMW GS 1150, a jak podrośnie, będę go woził na V-Rod. To mój ulubiony motor" - mówi.
Aktor żartuje, że wraz z pojawieniem się Konstantego w jego życiu przyszła wreszcie pora - to jego słowa - na posunięcie się na ławeczce.
"Pojawiło się nowe życie, należy zrobić miejsce. Taka jest kolej rzeczy. Kiedyś trzeba będzie całkowicie ustąpić" - wyznał w rozmowie z "Vivą!".