Reklama

Monika Richardson o wysokości emerytury. Skandalicznie niska?

Monika Richardson to jedna z najpopularniejszych polskich dziennikarek. Gwiazda jakiś czas temu skończyła 50 lat i powoli zaczęła myśleć o emeryturze. Ostatnio zdecydowała się nawet wyjawić, na jakie świadczenie może liczyć. Stawka ją zadowala?

Monika Richardson: Popularność

Monika Richardson choć ukończyła iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim, niemal przez całą swoją karierę związana była z telewizją. Pierwsze kroki przed kamerami w 1995 roku, kiedy dołączyła do załogi TVP 2. Była prowadzącą, autorką i współautorką programów "Kulty popkultury", "Teleadwokat", "Europejczycy", "Strefa otwarta", "Witaj, Europo", "Europa da się lubić", "Orzeł czy reszta?" i "Wstęp Wolny". Od października do grudnia 2006 zasiadała w jury programu "Supertalent". Jeszcze do niedawna mogliśmy ją natomiast oglądać jako gospodynię programu "Pytanie na śniadanie". Po odejściu z Telewizji Polskiej zaczęła przeprowadzać wywiady dla tygodnika "Wprost". 

Reklama

Monika Richardson o wysokości emerytury

25 kwietnia popularna dziennikarka skończyła 50 lat i nie ukrywa, że co jakiś czas nachodzą ją pewne refleksje. Ostatnio postanowiła zdradzić kilka szczegółów dotyczących jej emerytury. W rozmowie z jastrzabpost.pl wyjawiła nawet, na jaką stawkę będzie mogła liczyć. 

"Od wielu lat dostaję pisma z ZUS-u, mam obliczony kapitał początkowy, moja emerytura na tzw. dzień dzisiejszy wynosiłaby 1300 zł, więc wszystko jest jasne i wiem, że muszę mieć tzw. własne środki i staram się je gromadzić prywatnie, na różnych kontach oszczędnościowych i w trzecim filarze. Robię co mogę, a prawda jest taka, że jako dziennikarka, a teraz również businesswomen nie planuję do końca emerytury" - powiedziała.

Dziennikarka dodała, że zamierza pracować, dopóki starczy jej sił.

"Wydaje mi się, że póki mi sił starczy i póki będę mogła, to będę tak długo pracowała, aż będzie to fizycznie możliwe, a tym samym nie będę biedować. Gdybym chciała zostać na emeryturze, to nie mam wątpliwości, że raczej bym nie przeżyła, albo musiałabym zacząć sprzedawać nieruchomości rodzinne" - wyjawiła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL