Reklama

Kazimierz Kaczor przeszedł przez piekło. Kolega niemal zniszczył mu życie i karierę!

​Kazimierz Kaczor, czyli niezapomniany Leon Kuraś z "Polskich dróg", przeżył przed laty koszmar, gdy Olgierd Łukaszewicz - jego następca na stanowisku prezesa Związku Artystów Scen Polskich, a prywatnie... dobry kolega i sąsiad - oskarżył go o nieprawidłowości w zarządzaniu majątkiem związku, w wyniku czego z konta organizacji wspierającej ludzi sceny "ulotniło się" ponad 9 milionów złotych!

Wola ludu

Kazimierz Kaczor doskonale pamięta moment, gdy na początku 2002 roku odmówił ubiegania się o trzecią kadencję w fotelu prezesa ZASP. Wspomina, że nie chciał kandydować, bo uznał, że po dwóch kadencjach jest... wyjałowiony.

- Wyraziłem natomiast pełną gotowość pomocy nowemu prezesowi we wszelkich sprawach - wyznał na łamach książki "Nie tylko polskie drogi".

Kiedy okazało się, że chrapkę na zwolnione przez niego stanowisko ma Olgierd Łukaszewicz, nie był przekonany, że to najlepsza kandydatura. Co prawda z Olgierdem kolegował się jeszcze w szkole teatralnej, później obaj należeli do zespołu warszawskiego Teatru Współczesnego i w dodatku byli sąsiadami, ale uważał, że ma jeszcze czas, by ubiegać się o zostanie najważniejszą osobą w związku. Poradził mu, by najpierw stanął na czele warszawskiego oddziału ZASP, a dopiero później kandydował na prezesa.

Reklama

- Wystartował jednak, choć mu odradzałem. Został wybrany. Wola ludu, przyjąłem to do wiadomości - mówi Kazimierz Kaczor.

Kazimierz Kaczor obchodzi 80. urodziny! 

Tym skandalem żyła Polska

Kilka miesięcy później Olgierd Łukaszewicz publicznie oskarżył swego poprzednika (oraz skarbnika związku Cezarego Morawskiego) o nieprawidłowości w zarządzaniu majątkiem ZASP, a konkretnie o upoważnienie księgowego do inwestowania pieniędzy bez zgody i wiedzy prezydium. Okazało się, że ów księgowy kupił w imieniu Związku Artystów Scen Polskich akcje... Stoczni Szczecińskiej, wskutek czego związek miał stracić miliony złotych.

Zawiadomienie w tej sprawie osobiście złożył w warszawskiej prokuraturze Olgierd Łukaszewicz. W 2003 roku akt oskarżenia trafił do sądu i... utknął tam na sześć lat! W tym czasie Kazimierz Kaczor przeżywał koszmar.

- Padło wiele złych słów, tyle fałszywych oskarżeń, oszczerstw i inwektyw, że ta sprawa ciąży na mnie do dziś. I do dziś mnie boli. Nie ma tu znaczenia, że zostałem publicznie przeproszony - coś takiego przecież nikogo nie interesuje. Liczy się skandal - powiedział autorowi książki "Nie tylko polskie drogi".

"Przyjaciółki": Specjalnością Olgierda Łukaszewicza były kiedyś... nagie sceny!

Bez sprawiedliwości

Kiedy w końcu na początku 2012 roku sąd rejonowy w Warszawie umorzył sprawę, Kazimierz Kaczor wcale nie odetchnął z ulgą. Chciał bowiem, aby... uniewinniono go od wszystkich zarzutów. Zdecydował się jednak odpuścić, bo adwokat uprzedził go, że w razie ponownego procesu będzie jeszcze raz przechodził przez piekło i może to potrwać kolejnych kilka lat.

- Wciąż czuję gorycz, bo przecież nie znalazłem sprawiedliwości. A jaka jest prawda, wszyscy zainteresowani w moim środowisku od dawna wiedzą - mówi.

Kazimierz Kaczor nie kryje, że z Olgierdem Łukaszewiczem, który nieuzasadnionymi oskarżeniami niemal zniszczył mu karierę i życie, i przez którego przez wiele lat nie przespał spokojnie ani jednej nocy, nie utrzymuje dziś kontaktu.

- Kłaniamy się sobie. I tyle - twierdzi.

Zobacz też: Agnieszka Kaczorowska urodziła! Do sieci trafiły wyjątkowe zdjęcia! 

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje