Reklama

Westworld

Ocena
serialu
8,2
Bardzo dobry
Ocen: 26
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Westworld": "Wiemy, jak wszystko się skończy" - wywiad z Jonahem Nolanem i Lisą Joy

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z twórcami serialu "Westworld" - Jonahem Nolanem i Lisą Joy.

Gratulacje! Jestem pod wrażeniem panelu z Waszym udziałem i premierowego pokazu na festiwalu SXWS. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze, jak ja.

Reklama

Jonah Nolan: Byliśmy na SXSW po raz pierwszy, ale tak na prawdę pokazywaliśmy wcześniej materiały z naszego serialu na festiwalu ATX w Austin w 2016 roku.

Bardzo dobrze wspominam to doświadczenie i chciałbym wrócić kiedyś do Austin.

Podczas panelu powiedziałeś, że od samego początku wiedziałeś, jak chcesz nakręcić serial, bo nie byłeś zainteresowany stworzeniem tradycyjnej telewizyjnej produkcji. Zamiast tego w każdym kolejnym sezonie chcesz zaczynać od wszystko od nowa. Jak zrobisz to w najnowszej części "Westworld"?

JN: Na początku postanowiliśmy przedstawić bardzo złożoną historię w kilku rozdziałach. Każdy z nich tworzy odrębną całość i może nawet być utrzymany w innej konwencji gatunkowej. To kwestia doboru odpowiedniej metody, jak powiedziałby doktor Ford. Interesuje mnie narracja, która sprawdza się na małym ekranie i w trafny sposób przedstawia położenie moich bohaterów. Pierwszy sezon jest nieśpieszną psychologiczną analizą koncepcji sztucznej inteligencji. Zastanawiamy się w nim jaką formę mogłaby przybrać.

- W drugim sezonie zobaczymy natomiast krwawą rewolucję. Istoty, które do niedawna były pozbawione wolnej woli, w końcu zaczynają same o sobie decydować. Teraz zastanawiamy się, co zrobią, kiedy w końcu mogą same się  określić i przejmują kontrolę nad własnym życiem. Drugi sezon jest utrzymany w innej konwencji i ma zupełnie inny klimat. Wiedzieliśmy chyba od samego początku, że nie będziemy co roku kręcić nowego sezonu serialu, a to oznacza, że nie mogliśmy trzymać się tradycyjnej telewizyjnej konwencji. Musimy też odpowiadać na wszystkie pytania, które padają w danym sezonie. Mam nadzieję, że już niedługo zadamy nowe, skłaniające widzów do refleksji pytania, które będą łącznikiem między kolejnymi częściami naszej historii.

Jakiego rodzaju pytania chcecie zadawać?

JN: Jedno z pytań, na które nie odpowiedzieliśmy w pierwszym sezonie dotyczy prawdziwych zamiarów korporacji Delos. Wiemy, że tak jak większość firm z Doliny Krzemowej jest to organizacja, która przyjęła dwa modele biznesowe - jeden z nich jest prezentowany publicznie, z drugi zna tylko garstka ludzi. W pierwszym odcinku staje się jasne, że Delos ma jakieś niejasne plany związane z parkiem rozrywki. Jest to jedno z pytań, które pozostało otwarte po zakończeniu pierwszego sezonu, a my zamierzamy udzielić na nie odpowiedzi w odcinku fantastycznie wyreżyserowanym przez moją żonę i partnerkę, Lisę Joy.

Czy po raz pierwszy stanęłaś za kamerą?

Lisa Joy: Tak. I bardzo mi się podobało.

Podejrzewam, że nie było to łatwe, bo serial ma bardzo złożoną fabułę. Wyreżyserowanie jednego odcinka jest pewnie skomplikowanym procesem.

LJ: To prawda, ale miałam kilka asów w rękawie. Jednym z nich był scenariusz doskonale napisany przez Jonaha i Ginę Atwater. Chciałam strona po stronie przenieść na ekran wszystko, co w nim napisali. Reżyserując mój odcinek, pracowałam na planie z Edem i Jeffreyem. Bardzo cieszę się, że mogłam rozwinąć grane przez nich postacie i pokazać je od innej strony. To są świetnie zagrani i bardzo zniuansowani bohaterowie. Nikt nie stworzyłby lepszych kreacji. Poza tym akcja serialu toczy się w szalonym i pięknym świecie wykreowanym przez naszych wspaniałych scenarzystów. W najnowszym sezonie trafimy do nowych miejsc i zobaczymy zapierające dech w piersiach sceny akcji, które dla mnie, jako reżyserki, były fantastycznym doświadczeniem. 

Czy zawsze chciałaś stanąć za kamerą? 

LJ: Tak, zawsze chciałam reżyserować. Nawet wtedy, kiedy pisałam scenariusze, głównie operowałam obrazem i wyobrażałam sobie jakie to uczucie stać za kamerą. Johan wyreżyserował pierwszy i ostatni odcinek pierwszego sezonu, ale zawsze wszystko ze mną konsultował, włącznie z kostiumami, obsadą i scenografią. Wspólnie analizowaliśmy i dopracowywaliśmy najdrobniejsze szczegóły naszej historii. Byłam bardzo zaangażowana w produkcję i reżyseria wydawała mi się naturalną koleją rzeczy. A potem, dwa miesiące przed rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu urodziłam dziecko... Byłam wtedy bardzo zajęta w domu, ale Jonathan bardzo mi pomagał. Dużo zajmował się dziećmi i kiedy zaczęłam pracować nad serialem, bardzo mi pomógł, przejmując ode mnie wiele obowiązków, m.in. kontakty ze scenarzystami. Dzięki temu, ja mogłam skupić się na reżyserii, co było wspaniałe.

W Waszym serialu pojawiają się fantastyczne kobiecie postacie. Czy właśnie dlatego zależało Wam, żeby za kamerą stanęły kobiety?

JN: Tak. Odcinki drugiego sezonu zostały wyreżyserowane przez trzy fantastyczne kobiety.

LJ: Tak, bardzo zależało nam na tym, żeby za kamerą stanęły znane na całym świecie reżyserki. Chcieliśmy także mieć kobiety w obsadzie, ekipie produkcyjnej i zespole scenarzystów... naszym celem jest różnorodność.

JN: Różnorodność jest bardzo ważna, o czym przekonaliśmy się w pokoju scenarzystów wiele lat temu. Tworzymy wspólnie naszą wizję wydarzeń, a potem dopracowujemy ją z całym zespołem. Współpraca jest wpisana w pracę nad serialem telewizyjnym. Nikt nie jest w stanie sam napisać w rok 600. stron scenariusza i wyreżyserować 10. godzin serialu - musimy współpracować z innymi ludźmi.

Chyba, że mielibyście do pomocy roboty stworzone na swoje podobieństwo...

JN: Tak, pracujemy nad tym. Niestety, roboty nie są tak sprawne, jakbyśmy chcieli. Współpraca z zespołem scenarzystów pozwala nam rozwinąć skrzydła. Dodaje nam mocy. To punkt wyjścia do dalszych działań. W naszym zespole pracują bardzo zdolni scenarzyści, ale równie ważne jest to, że każdy członek zespołu ma inne pomysły i wnosi inny punkt widzenia. Scenarzyści z określonym doświadczeniem nie zawsze zajmują się bohaterem, który najbardziej pasuje do ich profilu. To tak nie działa. Jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, to mamy w zespole osoby, które inaczej zapatrują się na pewne sprawy. Bardzo ważny jest ich punkt widzenia i pomysły, bo dzięki temu uświadamiamy sobie, że ludzie postrzegają rzeczywistość w bardzo różny sposób. Nasz serial opowiada o grupie androidów, które nagle zdają sobie sprawę, że żyją w sztucznie wykreowanym świecie, który ma się nijak do prawdziwej rzeczywistości, co jest na swój sposób metaforą ludzkich doświadczeń, zachowań i naszego sposobu postrzegania świata. Właśnie dlatego uważałem, że musimy mieć w naszej ekipie utalentowanych ludzi, którzy mają bardzo odmienny punkt widzenia. A tak przy okazji, od czasu kiedy ostatnio rozmawialiśmy, a było to mniej więcej 15. miesięcy temu, przed premierą sezonu pierwszego, ludzie nagle zdali sobie sprawę, że świat wygląda zupełnie inaczej niż myśleli.

Pokazujecie kobiety-roboty, które są ofiarami wieloletniej przemocy seksualnej. Nagle stają się tego świadome i wszczynają bunt. Ten wątek sprawił, że Wasz serial stał się jeszcze bardziej aktualny. Czy umiecie przewidywać przyszłość?

JN: Niestety, nie muszę być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że nasz świat jest i zawsze był niemoralny.

Czy można w ogóle nakręcić serial w oderwaniu od aktualnych politycznych wydarzeń, takich jak ruch #MeToo? Kiedy oglądamy różne produkcje, interpretujemy je w kontekście aktualnych zjawisk i wydarzeń.

LJ: Nam się to udało, bo napisaliśmy scenariusz drugiego sezonu zanim to wszystko się zaczęło. Pisaliśmy go podczas wyborów prezydenckich, ale lawina wydarzeń ruszyła jakiś czas potem.  Nie byłam zaskoczona wynikiem wyborów. Miałam przeczucie, że to się tak skończy. Sporo przeżyłam zanim do tego doszło. Sam fakt, że mówimy o czymś otwarcie, nie oznacza, że coś tak po prostu się wydarzyło - w pewnym momencie wszyscy zaczęliśmy otwarcie o mówić o tego rodzaju praktykach. Poza tym, zawsze rozmawialiśmy o tego rodzaju sprawach.

- Być może nie w sposób otwarty, bo ten temat był zawsze tematem tabu, ale sztuka, literatura i beletrystyka nie od dzisiaj zajmują się tematami, które nie są poruszane na forum publicznym, bo nie jesteśmy na to jeszcze gotowi. Prawda, nawet najgorsza, jest nam zawsze dobrze znana. To jest dokładnie to, czym zajmujemy się w naszym serialu - analizujemy ludzką naturę. Studiując naturę człowieka, musimy pogodzić się z myślą, że nie jest ona doskonała. Że na świecie nie ma sprawiedliwości, że wykorzystujemy innych. Żeby naprawdę coś zrozumieć, musimy spojrzeć prawdzie w oczy. To jest właśnie to, czym się zajmujemy i zamierzamy to w dalszym ciągu robić.

JN: Zgadza się. W pierwszym sezonie Dolores powtarza w kółko "Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny". To nie myśmy to napisali, to Szekspir. Koncepcja kultury, która pod cywilizowaną maskę skrywa bardzo ułomne ludzkie zachowania, czasem obrzydliwe i paskudne, jest jednym z motywów przewodnich naszej historii. Gatunek science fiction ma ogromną zaletę, bo scenariusz utrzymany w tej konwencji może powiedzieć nam coś nowego o otaczającym nas świecie i pokazać go z odpowiedniej perspektywy. W naszym serialu nie chcemy skupiać się na mankamentach naszej rzeczywistości, bo najbardziej interesują nas ludzkie zachowania. I to, co sprawia, że często jest z nimi coś bardzo nie tak. 

LJ: Kiedy w HBO był emitowany pierwszy sezon naszego serialu, uwaga opinii publicznej zwróciła się w kierunku nowych technologii. Nagle zaczęliśmy zastanawiać się, jakie ryzyko się z tym wiąże i co stanie się, kiedy nowe technologie zostaną zhakowane. Właśnie wtedy przyszła mi do głowy myśl - co stanie się, jeśli jedna z nowych technologii będzie w stanie włamać się do ludzkiego umysłu? Bo człowieka można łatwo złamać i zmanipulować. Nie jesteśmy aż tak skomplikowani, jak nam się wydaje, czego najlepszym dowodem jest prowadzona obecnie dyskusja na temat zmieniającego się oblicza mediów, a zwłaszcza mediów społecznościowych. Bohaterami serialu Westworld są androidy wyposażone w bardzo zaawansowane oprogramowanie. Każdy z nich ma wgraną historię swojego życia i jest zaprogramowany, żeby wierzyć w kłamstwa. Z drugiej strony, okazuje się, że wystarczy garść zmanipulowanych przez Rosjan wiadomości opublikowanych na Facebooku, żeby każdy z nas zaczął wierzyć w kłamstwa. Wbrew temu, w co wierzymy, jesteśmy bardzo podatni na manipulację technologiczną.

JN: Zwłaszcza w Ameryce, gdzie ślepo wierzymy w technologiczne innowacje, które jak się okazuje, są czasem zawodne. Ale nie mamy potrzeby zatrzymać się na chwilę i to wszystko przemyśleć. Jesteśmy przeciwni regulacjom. Nie lubimy się zatrzymywać i stać w miejscu. Powiedziałem to podczas festiwalu w Austin, bo naprawdę w to wierzę. Jeśli rozwijamy sztuczną inteligencję w równie kompetentny i przemyślany sposób jak media społecznościowe, to ja dziękuję. Widzę tu pewne analogie do serialowego doktora Forda, który w pierwszym sezonie zaczął niepokoić się, co dzieje się z Arnoldem po stworzeniu Dolores. To nowoczesna wersja mitu od Narcyzie - Ford boi się, że Arnold zakochał się w robocie, którego sam stworzył. Ludzie sami stworzyli nowe technologie. W wielkich korporacjach pracuje zapewne wielu bardzo mądrych ludzi, którzy mają szlachetne zamiary, ale wszyscy z nich są częścią systemu, który ceni i wyróżnia osiągnięcia za pomocą pieniędzy i nagród. Innowacje są dla takich firm sztuką dla sztuki.  Żaden z ich pracowników nie zastanawia się nad tym, co stanie się z dziećmi, które kompletnie zatracą się w tym wirtualnym świecie i nie będzie dla nich ratunku. Dużo zastanawiałem się nad Internetem, Wikipedią i nowymi technologiami. Na początku, kiedy to wszystko było nowe, byłem nimi zachwycony, bo wierzyłem, że wszyscy ludzie zdobędą dostęp do publikowanych na żywo wiarygodnych informacji. Uważałem, że każdy z nas nosi teraz w swojej kieszeni urządzenie, które da mu dostęp do prawdy. Tak było! A potem okazało się, że większość dostępnych tam informacji nie jest prawdziwa. Okazuje się, że to nam szkodzi.

Wiem, że masz gotowy zarys fabuły serialu. Czy obejmuje także zakończenie?

LJ: Obecnie trwa postprodukcja serialu, ale Jonah i ja już niedługo zaczniemy pracować nad trzecim sezonem. Jesteśmy małżeństwem, więc nie mamy innego wyjścia. Ile można rozmawiać o pogodzie i dzieciach? Zamiast siedzieć bezczynnie przy stole i patrzeć się w milczeniu na talerze, zaczniemy prowadzić dyskusje na temat sztucznej inteligencji.

JN: Chcemy wykorzystać różne pomysły, które przyszły nam do głowy, kiedy pracowaliśmy nad pilotem serialu. Od samego początku wiedziałem, że musimy mieć jakiś zarys, który w końcu powstał i konsekwentnie go realizujemy. Lubię pracować dla telewizji, bo kiedy współpraca z aktorami dobrze się układa, kiedy scenarzyści i scenografowie podsuwają mi świetne pomysły, mogę na chwilę odejść od gotowego planu, inaczej poprowadzić wątki i bardziej skupić się na wybranej scenie lub bohaterze. Ale wiem dokąd zmierzamy.

Czy wiecie, jak zakończy się serial? Czy macie już gotowe rozwiązanie?

JN: Tak, dobrze wiemy, jak wszystko się skończy.

swiatseriali.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje