Usta Usta

Ocena
serialu
7,3
Dobry
Ocen: 569
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Chyba nie ma już idealnych ojców

Marcin Perchuć w serialu „Usta Usta” gra Krzysztofa Kornatowskiego, snoba i pracoholika. Prywatnie lubi podróże, zabawy ze swoimi dziećmi i rozmowy z żoną o... pracy.

W serialu „Usta Usta” jest Pan ojcem trójki maluchów, ale ojcem nie najlepszym...

Reklama

– Nie ma idealnych ojców.

Prywatnie jest Pan chyba lepszym tatą?

– Raz lepszym, raz gorszym. Nie mnie to oceniać. Staram się. Zweryfikują to kiedyś dzieciaki, bo na razie Zosia ma 5 lat, a Staś pół roku.

Pana żona, Aneta Todorczuk- Perchuć też jest aktorką. Pewnie są plusy i minusy takiego aktorskiego związku?

- Czasami trudno ustalić harmonogram opieki nad dziećmi. Zdarza się, że cały tydzień oboje mamy wolny, jesteśmy w domu, spędzamy czas rodzinnie. A innym razem przez kilka dni dzieci prawie nie widzą rodziców, a my siebie nawzajem.

Najważniejsze, by czuły się szczęśliwe...

- Brak stabilizacji w najmłodszym wieku może być dość irytujący dla dzieci. Ale z drugiej strony przyzwyczajają się, że życie jest nieprzewidywalne.

Dużo dyskutujecie z żoną o teatrze i filmach?

- Trudno nam wyskoczyć ze spraw zawodowych w domu, to prawda, ale oboje jesteśmy pasjonatami tego zawodu, więc nieustające rozmowy o pracy wcale nam nie przeszkadzają. Jesteśmy razem szczęśliwie już ponad 12 lat.

Prywatnie jest Pan koneserem wina?

- Ale nie takim jak mój serialowy bohater. On pod tym względem jest stuprocentowym snobem. Ale z drugiej strony snobizm chyba nikomu nie jest obcy. Oboje z żoną uprawiamy kulturę winną. Moi teściowie są importerami win i stale zapełniają nam piwniczkę dobrymi trunkami.

Część zdjęć do serialu "Usta Usta" kręcono w Chorwacji. Lubi Pan podróżować?

- Bardzo! Już wcześniej prywatnie jeździłem do Chorwacji, a Split, gdzie byliśmy z ekipą filmową, znam jak własną kieszeń.

Gdzie najchętniej jeździ Pan odpoczywać?

- Tam, gdzie jest słońce. Moja żona jest ciepłolubna. Jak nie było Zośki, to dużo jeździliśmy samochodem po Europie, potem przerzuciliśmy się na wakacje typu all inclusive. Przyznam, że ja słońce traktuję ambiwalentnie, a żona narzeka, że do godziny 17 przesiaduję w hotelu. Z licealnych czasów mam duży sentyment do Kopenhagi. Przed laty sam zjechałem Skandynawię. Chciałbym kiedyś zabrać tam rodzinę, ale dzieciaki muszą trochę podrosnąć.

Rozmawiała Ewa Modrzejewska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje