Reklama

Szpilki na Giewoncie

Ocena
serialu
7,9
Dobry
Ocen: 763
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Mężczyzny nie można zmienić, tylko zamienić

Małgorzata Pieczyńska przekuwa marzenia w czyn, bo ma w sobie niespożytą energię i olbrzymią radość życia. Matka, żona i aktorka. "I pikno taka".

Reklama

Już jako studentka Małgorzata Pieczyńska (51) zapowiadała się na wspaniałą aktorkę. W roku 1986 otrzymała nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego przyznawaną utalentowanym młodym aktorom. Jej pierwszym mężem był aktor Andrzej Pieczyński (55). Pod koniec lat 80. wyjechała do Szwecji. Wyszła za mąż za mieszkającego tam polskiego biznesmena Gabriela Wróblewskiego. Urodziła syna Victora (21). Nie zrezygnowała z aktorstwa. Nauczyła się języka szwedzkiego i zaczęła grać w tamtejszych teatrach. Teraz możemy ją podziwiać w naszych serialach: "Szpilki na Giewoncie" i "Rezydencja".

Jak udało się pani pogodzić karierę, dom i emigrację?

Nigdy nie byłam emigrantką... Ja po prostu mieszkam sobie i w Szwecji, i w Polsce. Zostawiłam mieszkanie w Warszawie, kwiaty nadal stoją w oknie, a samochód w garażu. Emigracja to dramatyczna życiowa decyzja, wiążąca się z zaczynaniem wszystkiego od samego początku. U mnie było zero dramatyzmu. Miałam taką sytuację życiową, że postanowiłam mieszkać trochę tu, trochę tam.

A udane małżeństwo i syn? Wszystko się pani udaje! Pani jest chyba w czepku urodzona?

A... to na pewno (śmiech). Ale mam też duże wymagania wobec siebie. Pracuję bardzo nad swoimi marzeniami. Może dlatego się spełniają. Tak było z aktorstwem.

Bo to zajęcie wymarzone od czasów dzieciństwa...

Tak, od przedszkola! A w podstawówce to już pisałam scenariusze sztuk, w których oczywiście sama obsadzałam się w głównych rolach (śmiech), i które sama reżyserowałam. To był regularny teatr! Z tamtej klasy jest aż troje aktorów, oprócz mnie jeszcze Kasia Walter i Wojtek Adamczyk.

Drugi sukces to rodzina. Syn wyrósł na poliglotę i podróżnika. Mówi po polsku?

- Viktor mówi pięknie po polsku. Zdał maturę z polskiego - jako obcego języka - na piątkę. Mówi też oczywiście po szwedzku, no i doskonale po angielsku.

Już wie co będzie robił w życiu? Czy zamierza pójść w ślady mamy?

Nie wydaje mi się. On jest poszukiwaczem przygód. Bardzo to u niego cenię. Warto mieć marzenia oraz odwagę, by je realizować. Teraz marzy o zrobieniu kursu przewodnika po Ameryce Centralnej. Żeby uzbierać na to pieniądze przerwał na rok studia i pracuje na etacie w firmie, która sprzedaje usługi internetowe.

Nie boi się pani o niego? Nie jest zazdrosna?

Zupełnie nie. Nie wychowałam go dla spełniania swoich ambicji. Wychowałam go dla świata i dla niego samego.

Syna wychowała pani w Szwecji. Tam chyba o wiele łatwiej jest być mamą?

To że w Szwecji, nie miało aż takiego znaczenia. Ważne było to, że dorastał w trzypokoleniowej rodzinie. Miał oboje dziadków ze strony mojego męża. Niezwykłych ludzi, pedagogów, którzy całe swoje życie poświęcili popularyzowaniu idei wychowawczych Janusza Korczaka. Dla nich dziecko to pełnoprawny człowiek. Sama bardzo dużo się od nich nauczyłam.

Pani syn ma świetną mamę!

Wychowywaliśmy go według zasady: do 5. roku chowaj syna jak księcia, od 5. do 15. jak niewolnika, a od 15 jak przyjaciela. Czyli najpierw małe książątko, potem sztywny hol i kontrola postępów w nauce. To daje fantastyczne efekty.

A na jakim etapie jest u pani mąż? Księcia czy niewolnika?

Cóż... ja męża nie wychowuję. Poznałam go jako ukształtowanego mężczyznę i takiego zaakceptowałam. Nawet to, że palił, choć ja tego nie lubię. Już miałam raz próbę zmieniania mężczyzny w kogoś innego. Nie powiodło się. Mężczyzny nie można zmienić, mężczyznę można co najwyżej zamienić... na innego.

Czy nie są to jakieś hinduskie mądrości? W końcu jest pani "wyznawczynią" jogi!

Jogę ćwiczę dopiero od pięciu lat. Zaczęło się zupełnie przypadkowo. Przyjaciółka zaciągnęła mnie na pierwszą lekcję. Poszłam bez wielkiego przekonania, wszystkie ćwiczenia były dla mnie łatwe. Ale następnego dnia rano czułam każdą kosteczkę i mięsień. A mnie się to nigdy wcześniej nie zdarzało! Od dziecka coś uprawiam, a to jazda konna, callanetics. Poszłam jeszcze raz, żeby zobaczyć co to było. I zafascynowało mnie. Nawet jak jestem w podróży, to mam ze sobą matę. Wzbudzam sensację, bo często zdarza mi się ćwiczyć na lotnisku albo na pokładzie samolotu.

A teraz proszę mi powiedzieć, który kraj pani wybierze na starość: Polskę czy Szwecję?

Odpowiem starą jogińską mądrością. Nie ma przeszłości, bo ona już nie istnieje i nie ma przyszłości, bo to mrzonka. Należy zatem zajmować się teraźniejszością, tym co jest tu i teraz. Dlatego na to pytanie po prostu nie odpowiem...

A czy tu i teraz jest pani szczęśliwa?

Mam męża, syna, aktorstwo oraz jogę. I nie potrzebuję, żeby mnie ktoś głaskał po głowie. Bo ja się sama pogłaszczę po głowie. Michał Wichowski

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Pieczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje