Świat według Kiepskich

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 2588
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Świat według Kiepskich": Jak Ryszard Kotys radzi sobie z fanami?

Od września powróci na nasze ekrany w nowej serii „Świata według Kiepskich”. Tylko nam zdradził, na czym polega nieustający fenomen tego serialu oraz jak na co dzień radzi sobie z uwielbieniem fanów Paździocha.


Reklama

W tym roku obchodzicie 15-lecie "Świata według Kiepskich". Kiedy zaczynaliście zdjęcia, ktoś zakładał, że serial będzie trwał tak długo?

- Absolutnie nie! Najpierw zrealizowaliśmy trzy próbne odcinki, potem dokręciliśmy jeszcze kilka i nagle usłyszeliśmy, że będziemy robić pięćdziesiąt odcinków. To było coś niesamowitego, gdyż wtedy nie kręciło się tak długich rzeczy. W życiu bym jednak nie przypuszczał, że zrobimy ich kilkaset!

Początkowo o Kiepskich mówiło się, że są obciachowi, potem ludzie ich pokochali. Jak Pan myśli, z czego to wynika?

- Sądzę, że początkowo widzowie nie mogli przyjąć do wiadomości, że wszystko w tym serialu jest takie nędzne, choćby nasze stroje czy dekoracje. W innych serialach wszystko było ładne i piękne, robione na bogato, a my tu pokazujemy taką codzienność dosyć marną, do tego biedę i bezrobocie.

I to właśnie "chwyciło"?

- Okazało się, że sporo widzów zaczęło się z nami utożsamiać, czasami gdy gdzieś jechałem, musiałem uciekać przed fanami, bo każdy chciał mnie dotknąć, porozmawiać. Wiele osób sądzi, że to, co gramy, to prawda i często słyszę, że nasz serial jest bardzo prawdziwy. Skutecznie trafia w problemy ludzi, a to przekłada się na miłość widza. Pamiętam, jak kiedyś jechałem pociągiem, chciałem sobie podrzemać, poczytać, a tu co chwila ktoś się dosiada i chce pogadać TT I co Pan zrobił? - Wstałem i poważnym tonem powiedziałem: - Przepraszam, ale właśnie odmawiam różaniec. Pomogło, a ja mogłem spokojnie dojechać do celu.

Na planie spotykacie się dwa razy w roku i kręcicie od razu całą serię. Czekacie na te spotkania z tęsknotą?

- Tak, i dotyczy to nie tylko aktorów, lecz całej ekipy. Jesteśmy naprawdę zgraną paczką. Pracujemy bardzo intensywnie i nie mamy wiele czasu na zabawę. Poza tym ja, Andrzej Grabowski i Dariusz Gnatowski jesteśmy po krakowskiej szkole i te wspólne korzenie pewnie też nie są bez wpływu na dobrą atmosferę.

A nie męczy Pana, że dla większości Polaków nie jest pan Ryszardem Kotysem, a Marianem Paździochem?

- To było nieuchronne, im dalej w las, tym ludzie zapominają, że mam na koncie kilkadziesiąt filmów, kilkaset sztuk, że byłem aktorem grającym przez prawie pięćdziesiąt lat. Pogodziłem się z tym, choć przyznam, że niekiedy jest to trochę męczące. Gdy tylko wyjdę na ulicę, ludzie chcą porozmawiać, ale co zabawne, nie ze mną, a z Paździochem...

Rozmawiała ANNA ZASIADCZYK

Dowiedz się więcej na temat: Świat według Kiepskich | Ryszard Kotys

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje