Reklama

"Świat według Kiepskich": Barbara Mularczyk, serialowa Mariolka: "Kiepscy stali się moją rodziną" [wywiad]

Barbara Mularczyk, serialowa córka Ferdka i Haliny Kiepskich - Mariolka, swoją przygodę z produkcją Polsatu zaczęła jako piętnastolatka. Przez lata, w kolejnych odcinkach, mogliśmy obserwować jej metamorfozę, wyrosła na piękną kobietę. Jak wspomina swoje początki? Dlaczego nie postawiła wszystkiego na jedną kartę i niesiona falą popularności, nie wyjechała robić kariery w Warszawie? Co wspólnego ma z Mariolką? Tego wszystkiego dowiecie się z naszego wywiadu. Zapraszamy do lektury!

Katarzyna Sielicka, INTERIA: Czy pamięta Pani swój pierwszy dzień na planie "Świata według Kiepskich"?

Barbara Mularczyk, serialowa Mariolka Kiepska: - Pamiętam, bo całą noc przed nim nie spałam. Byłam bardzo podekscytowana. Co nieco wiedziałam już o pracy na planie, mój tata grał wtedy bardzo dużo w teatrze. Podobało mi się, ze mogę oglądać pracę aktorów nie jako widz, tylko zza kulis. Fascynowało mnie to. Przed pierwszym dniem zdjęciowym do "Świata według Kiepskich" miałam jednak dużo obaw - czy nie zapomnę tekstu, jak będą mnie ubierać, malować i przede wszystkim: kogo spotkam, z kim będę grać. Na szczęście na planie wszyscy zaopiekowali się mną, bo wiedzieli, że dla mnie to jest bardzo nowe. Miałam niespełna piętnaście lat, byłam w siódmej klasie podstawówki.

Reklama

Jak się pani dostała do obsady serialu?

- Z castingu, który był organizowany we Wrocławiu. Ale wszystko się zaczęło od taty. Wtedy jeszcze internet nie był tak rozpowszechniony, tata codziennie kupował gazety. Któregoś dnia zobaczył ogłoszenie."Basia, zobacz! Jest casting, w dodatku blisko, w wytwórni filmów fabularnych. Tyle robiłaś teatrzyków, na każdej imprezie rodzinnej, spróbuj, może się uda" - powiedział. Pamiętam, że na casting tata zawiózł mnie samochodem. Gdy weszłam do budynku agencji aktorskiej, oniemiałam. Praktycznie cały korytarz pełen był dziewcząt więc konkurencja była spora. Ale udało się, spodobałam się i dostałam tę role.

Tata był dumny?

- Bardzo. Pomagał mi, ćwiczył ze mną teksty. Na początku to nie było dla mnie łatwe nauczyć się tekstu, na który ktoś odpowiada. Fajnie się to ogląda w telewizji, ale żeby wiedzieć, kiedy się odezwać, jaką reakcję zagrać? Tego trzeba się nauczyć. Potrzebowałam fachowej ręki, którą był mój tata. Dzięki niemu mam pamięć słonia, jeśli chodzi o teksty. To mi później bardzo pomagało w nauce i zaowocowało na studiach.

Spodziewała się pani, że ten serial to będzie taki fenomen?

- Zupełnie się nie spodziewałam. Dla mnie to było "tu i teraz". Jak się jest dzieckiem, człowiek się cieszy, że robi coś nowego, fajnego, że będzie się działo coś, czego na co dzień się nie spotyka i czego nie można sobie kupić. To, że akurat mnie wybrali, było dla mnie dużą nagrodą. Dziś mam 37 lat i mogę na to spojrzeć z perspektywy. Więcej czasu przeżyłam z Kiepskimi niż bez Kiepskich, stali się moją rodziną.

Co, oprócz popularności, dał pani serial?

- Na pewno nauczył mnie odpowiedzialności. Tu się nie dało przyjść na plan i gwiazdorzyć. Miałam swój cel - naukę, chciałam skończyć studia. Do tego trenowałam siatkówkę, wszystko musiałam pogodzić, żeby z żadnej dziedziny nie zrezygnować i w żadnej nie być "w plecy". Kosztowało mnie to dużo wysiłku, uczyłam się po nocach, wstawałam o czwartej żeby się nauczyć na sprawdziany, potem na kolokwia. Nauczyło mnie to dobrej komunikacji z nauczycielami, których musiałam czasem poprosić, żeby zwolnili mnie z zajęć. Na przykład, gdy była scena grupowa i dwadzieścia osób na planie na mnie czekało. Miałam przy tym świadomość, że to nie jest mi dane tylko muszę na to zapracować, a potem to odrobić. Zawsze bardzo dobrze się uczyłam. Miałam czerwone paski, stypendia. Lubiłam i lubię zdobywać coraz to nową wiedzę.

Lubi pani Mariolkę? Jakie cechy jej pani przekazała?

- Na pewno poczucie humoru, trochę zgryźliwości, ale nie złośliwej. Mariolka umie dostrzec gdy ktoś popełnia błędy, które sam przed chwilą piętnował. Wie też, ze nie można być zawsze we wszystkim nieomylnym, bo człowiek jest tylko człowiekiem. Lubię Mariolkę. Szkoda mi tylko, że nie ma szczęścia w miłości. Jest zabawna, mimo upływu lat wciąż z duszą nastolatki. To kobieta, która, tak jak ja, zawsze na piedestale stawia rodzinę, najbliższych i przyjaciół. To mnie z nią wiążę. I tak jak w prawdziwym życiu, mimo że z bratem sobie dogryzamy, bardzo się kochamy i zawsze trzymamy razem "przeciwrodzicielską" sztamę.

Rola Mariolki dała pani nieprawdopodobną popularność.

- Nie wiem czy nieprawdopodobną, ale na pewno dużą wśród ludzi, którzy oglądają serial. Spotykam mnóstwo osób, z którymi mogę porozmawiać o serialu, bo oni się nim naprawdę interesują, a wielu rzeczach nie wiedzą i chcą się dowiedzieć. Bardzo lubię z nimi rozmawiać.

Nie chciała pani pójść za ciosem i postawić na karierę?

- Przede wszystkim, żeby to zrobić musiałabym pewnie przeprowadzić się do Warszawy a tu, we Wrocławiu mam rodzinę - męża i dzieci. A ja bardzo się spełniłam w roli mamy. Zawsze chciałam być mamą na sto procent, bo moi rodzice, jak wielu zresztą, musieli całe życie dużo pracować i praktycznie widywałam ich tylko wieczorami. Mogłam to zrobić, więc to zrobiłam. Jestem osobą "przytulaśną" i gdy już pojawiły się dzieci, od razu stały się dla mnie najważniejsze na świecie, chciałam się nimi zająć najlepiej jak potrafię i zawsze przy nich być.

Andrzej Grabowski w rozmowie z Interią powiedział, ze ludzie go mylą z Ferdkiem i go to denerwuje. Pani też ma takie doświadczenia?

- Raczej nie. Zwykle chodzę w okularach, ubieram się inaczej niż moja postać, bo Mariolka ma specyficzny gust (śmiech). Jeżeli ktoś mnie poznaje, to na pewno po głosie. Nauczyłam się czytać z wyrazu twarzy, widzę, że ktoś mnie kojarzy i nie wie skąd. Jak już powiem na głos w sklepie: "Poproszę 20 jaj",  to się rozlega: "Aaaa, to pani - Mariolka!".

Spędziła pani na planie "Kiepskich" spory kawałek życia. Jaka panuje tam atmosfera?

- Proszę mi wierzyć, gdybym przyszła w piżamie i w kapciach to nikt by się nie zdziwił. To jest stała ekipa, bardzo domowa, zmienia się niewiele osób. Znamy się jak łyse konie, lubimy się. Trochę inaczej spędza się czas w domu z dziećmi, a inaczej z dorosłymi na planie, gdzie mam powiew studenckiego życia.

Co pani robi oprócz grania w "Kiepskich"?

- Z wykształcenia jestem dziennikarzem ze specjalnością PR, skończyłam Uniwersytet Wrocławski. Pracowałam zanim miałam dzieci - w wydawnictwie, w firmie eventowej, pisałam scenariusze i prowadziłam imprezy i robię to nadal. Zawsze lubiłam pracę z ludźmi.

Ostatnio na planie "Kiepskich" mieliście bardzo trudny czas. Odeszło dwóch kluczowych aktorów...

- Tak naprawdę cały czas ktoś od nas odchodzi, to jest serial, który kreci się ponad 20 lat. Ale śmierć Darka Gnatowskiego to był dla mnie wielki cios. To był covidowy czas, nie zdążyłam się z nim pożegnać. Kiedy idę na plan, czy oglądam odcinek zapominam, co się stało i uświadamiam sobie dopiero, kiedy widzę, ze w scenariuszu już nie ma Arnolda Boczka. Nie mogę się pogodzić z jego śmiercią.

Gdyby nie było "Kiepskich", szukałaby pani innych aktorskich wyzwań?

Myślę, że tak. Teraz dzieci wchodzą w ten etap kiedy nie będę im już tak potrzebna, będę miała więcej swobody. Jako mama będę już spełniona i myślę, że to będzie ten moment, kiedy będzie można odciąć pępowinę. Tak więc dzwońcie, proponujcie zapraszajcie na castingi (śmiech).

Wszystkie odcinki "Świata według Kiepskich" możecie obejrzeć ZA DARMO w serwisie Polsat Go!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama