Reklama

Świat według Kiepskich

Ocena
serialu
9,1
Super
Ocen: 5801
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

500. odcinek "Świata według Kiepskich"!

Dla jednych jest satyrą, pokazującą w krzywym zwierciadle otaczającą nas rzeczywistość. Dla innych teatrem absurdu, wydumanych zdarzeń i sytuacji, których próżno szukać w realnym świecie. Złośliwi widzą w serialu i jego bohaterach szczyt głupoty. Dla jego wielbicieli Ferdynand Kiepski to uosobienie ludowej filozofii i mądrości. "Świat według Kiepskich", kultowy polski sitcom ma już 17 lat! W najbliższą środę o 20.05 widzowie obejrzą 500. odcinek serialu.

Nie wszyscy wiedzą, że "Świat według Kiepskich" jest najdłuższym na świecie sitcomem z udziałem aktorów. W Polsce zaś jest drugim najdłużej realizowanym serialem wciąż emitowanym w telewizji. Zdaniem Andrzeja Grabowskiego, który wciela się w postać Ferdynanda Kiepskiego: - Największym fenomenem jest to, że Kiepscy są na antenie już 17 lat.

Reklama

Skąd pomysł na taki serial? - Pomysł wyszedł od stacji. Ktoś zasugerował, że fajnie byłoby zrealizować taki "Świat według Bundych", ale po polsku, portretując właśnie taką przeciętną rodzinę w krzywym zwierciadle - mówi Aleksander Sobiszewski, scenarzysta serialu i dodaje: - Na początku to było "śmiechowisko", klasyczny sitcom. W każdej scenie musiał znaleźć się zabawny skecz. Na szczęście ta formuła szybko nam się wyczerpała. Zaczęliśmy szukać tematów uniwersalnych, ponadczasowych, ludzkich problemów i w takiej formie piszemy serial do dziś. Inspiruje nas człowiek - dodaje scenarzysta, który z serialem jest związany od samego początku.

Początki w prawdziwej kamienicy

Pierwsze castingi odbyły się latem 1998 roku. Wyłoniono w nich część obsady serialu m.in. Marzenę Kipiel-Sztukę (Halinkę Kiepską), Krystynę Feldman (babcię Rozalię Kiepską), Barbarę Mularczyk-Potocką (Mariolkę Kiepską) - wówczas 15-letnią dziewczynę, która zachwyciła producentów świeżością i urodą. - Można powiedzieć, że na planie z dziewczyny przeistoczyłam się w kobietę. Kiepscy byli i są dla mnie jak druga rodzina - mówi aktorka.

W obsadzie znalazł się również Ryszard Kotys (Marian Paździoch), który pierwotnie w zamierzeniu twórców miał być Ferdynandem Kiepskim. Dopiero później twórcy serialu zobaczyli w nim serialowego Paździocha, którego gra do dziś. - Pojawienie się w Kiepskich przyćmiło wszystko, co w zawodzie osiągnąłem do tej pory - mówi wprost. - Teraz jestem przede wszystkim Marianem Paździochem i tak się zresztą bardzo często widzowie do mnie zwracają. Wiele osób traktuje mnie jak postać z serialu, która choć podejrzana moralnie na szczęście jest odbierana pozytywnie - kończy aktor.

Propozycję zagrania roli głowy rodziny - Ferdynanda Kiepskiego dostali niemal wszyscy popularni wówczas aktorzy m.in. Janusz Rewiński, Stanisław Tym i Krzysztof  Kowalewski. Wszyscy odmawiali. Pomysł, by rolę tę zaproponować Andrzejowi Grabowskiemu, powstał w głowie II reżysera serialu, Stanisława Drozdowskiego. Andrzej Grabowski tak dziś postrzega serial: ­- Polacy pokochali Kiepskich, bo pokazują część naszej rzeczywistości. W bohaterach widzowie widzą siebie i to bardzo dobrze świadczy o Polakach, że mają do siebie dystans i potrafią się z siebie śmiać. Na początku jednak tak sympatycznie nie było, jak wspomina aktor w "Polityce":

- Intelektualiści grzmieli: czas umierać! Koledzy mówili: Andrzej, w jakim ty gównie grasz, i jak sami przyjeżdżali grać, to się wstydzili. Tygodniki opinii odsądzały ich od czci i wiary. Krytyka była dla serialu miażdżąca, recenzje nie pozostawiały złudzeń. Dopiero po kilku latach produkcji serial stał się fenomenem kulturowym, chętnie opisywanym w prasie opiniotwórczej i pracach naukowych.

Medioznawca profesor Wiesław Godzic w swojej książce "Telewizja i jej gatunki" zebrał i zanalizował to, co pisano o serialu tuż po premierze. Po kilku latach dla portalu "na temat" tak mówił o "Świecie według Kiepskich":

- Często mówi się, że Kiepscy upowszechniają chamstwo, bylejakość. Nie jest to jednak prawda, oni nie propagują takiego stylu życia, oni go jedynie pokazują i z niego kpią. W "Świecie według Kiepskich" pokazane są jak w soczewce nasze narodowe wady, bohaterowie mówią wprost o współczesnym świecie przełamując stereotypy. W przekłamanym świecie poprawnych politycznie seriali pokazanie życia bez lukru jest wartością. Ten sitcom uczy nas, że dobry i szczęśliwy człowiek wcale nie musi być bogaty, a wyższe wykształcenie nie sprawia, że ktoś jest lepszy.

W "Świecie według Kiepskich" obcujemy z ludową mądrością, gdzie rodzina jest najwyższą wartością, gdzie liczy się patriotyzm i tolerancja. Wbrew pozorom ten serial ma wiele walorów edukacyjnych. Okazuje się że serial, który często przekraczał granice dobrego smaku, szokował  prostotą a wręcz głupkowatością jako jedyny portretując polską rodzinę ma coś ważnego do powiedzenia.

Z tą tezą zgadza się Aleksander Sobiszewski: - Najważniejsza w tym serialu jest prawda, oczywiście troszkę pokazana surrealistycznie czy groteskowo. U nas ludzie mogą zobaczyć to, o czym wstydzą się mówić, czy przyznać sami przed sobą. W "Świecie według Kiepskich" jest sporo nas samych, naszych rozterek i refleksji, tego jak się żyje w tej polskiej krainie.  Co ciekawe, "Świat według Kiepskich" do dziś jest niemal niewyczerpanym źródłem naukowych analiz i jak dotąd doczekał się kilku prac magisterskich i doktorskich z zakresu socjologii, dziennikarstwa czy medioznawstwa.

Pierwsze trzy sezony serialu były kręcone w autentycznej wrocławskiej kamienicy w dużym 200 metrowym mieszkaniu  przy ulicy Podwale 67, która w serialu otrzymała nazwę Ćwiartki 3/4. Mimo sympatii mieszkańców i miłych kontaktów z sąsiadami, mieszkańcom przeszkadzało ciągłe tupanie i chodzenie po schodach 40 osobowej ekipy, więc producenci serialu w końcu przenieśli produkcję do hali zdjęciowej w podwrocławskich Bielanach, gdzie z detalami odtworzono mieszkanie Kiepskich i sławny korytarz ze wspólną ubikacją. Takich kamienic ze wspólną toaletą nie brakuje do tej pory we Wrocławiu. Klimat  tej kamienicy nawiązuje do cieszącego się niegdyś niezbyt dobrą sławą tzw. "Trójkąta"  tj. zbiegu ulic Traugutta, Krakowskiej i Kościuszki. Potwierdza to Renata Pałys, czyli serialowa Helena Paździochowa:

- Ten serial niczego nie udaje. Nie ma w nim przepychu, wnętrz na bogato. Wciąż we Wrocławiu zdarzają się kamienice, jak w sławnym "Trójkącie bermudzkim", gdzie są wspólne toalety na korytarzu. Serial oglądają ludzie, którzy trochę odnajdują w nim siebie i tacy, którzy z tą brzydotą w ogóle nie mają nic wspólnego. I jedni i drudzy go lubią bo, my Polacy lubimy oglądać innych, którzy mają gorzej niż my.

swiatseriali.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje