Reklama

Rodzina na Maxa

Ocena
serialu
5,6
Przeciętny
Ocen: 15
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Rodzina na Maxa": Kiedy miłość nie zna granic [recenzja]

Czy 25-letni atrakcyjny barman, co noc wracający do mieszkania z inną dziewczyną, może stworzyć udany związek z blisko 40-letnią rozwódką i mamą trójki dorastających dzieci? Większość z nas odpowiedziałaby zapewne przecząco. Kiedy jednak prawdziwa miłość wchodzi w grę, rozum przestaje protestować. Do tego samego wniosku doszli twórcy nowego serialu Polsatu, „Rodzina na Maxa”, którzy zaserwowali widzom komedię obyczajową, łamiącą wiele stereotypów.

Niesztampowy związek

"Rodzina na Maxa" to serial w reżyserii Marii Sadowskiej, w którym punktem wyjścia jest przypadkowe spotkanie Karoliny (Anna Smołowik) i Maxa (Nikodem Rozbicki). Choć prawie nic o sobie nie wiedzą, doskonale się ze sobą dogadują, a kilka godzin spędzonych w swoim towarzystwie daje im do zrozumienia, że nie chcieliby poprzestać na jednym tylko spotkaniu.

Sytuacja jednak dość szybko się komplikuje, bo okazuje się, że bohaterowie pochodzą z dwóch różnych światów. Max to 25-letni barman, a w dodatku playboy, dzielący mieszkanie z równie nieroztropnym kolegą, Filipem. Karolina natomiast to 39-latka po przejściach, mama trójki dorastających dzieci. Dodatkowo rozwódka... mieszkająca ze swoją eks-teściową. I ani nastoletnie dzieci kobiety, ani matka byłego męża, nie będą zachwyceni jej nowym wybrankiem.

Reklama

Mimo przeciwności losu, para będzie starała się zawalczyć o łączące ich uczucie, co doprowadzi do wielu komplikacji i zabawnych zwrotów akcji. Na ekranie nie zabraknie również scen pełnych namiętności i łamiących ekranowe tabu.

Ciekawy temat i zaskakująca obsada

Tym, co ma szansę zwrócić uwagę widzów i zatrzymać ich na dłużej jest zdecydowanie podejmowana tematyka. Choć temat miłości był już eksploatowany na wiele sposobów, w produkcjach wciąż dość rzadko pokazuje się uczucia łączące pary, które dzieli spora różnica wieku, a zwłaszcza przypadki, gdy to partnerka jest dużo starsza od swojego wybranka.

Choć historia Maxa i Karoliny bywa momentami mocno oderwana od rzeczywistości i utopijna, ogólna koncepcja połączenia takiej dwójki i ukazania potencjalnych problemów, jakie mogą na nich czekać, gdy zdecydują się na związek, wydaje się całkiem udana.

Serial sprawdzi się także w jesienne popołudnia bądź wieczory. Jest to bowiem lekka rozrywka, która pozwoli widzom zapomnieć na chwilę o szarudze za oknem, a czasem nawet poprawić sobie humor.

Zaletą nowej produkcji Polsatu jest także obsada. Szczególnie dobrze w tym formacie dała sobie radę Anna Smołowik, wcielająca się w Karolinę. Aktorkę dość rzadko możemy oglądać na ekranach, co sprawia, że zdecydowanie przyciąga uwagę i zachwyca świeżością i naturalnością.

Choć para głównych bohaterów, granych przez Smołowik i Rozbickiego, raczej budzi sympatię, na ekranie pojawia się również kilka mocno przerysowanych i momentami irytujących postaci. Nie rzutuje to jednak na odbiór całej produkcji, która, jak wspomniałam, wydaje się ciekawą propozycją, zwłaszcza dla fanów lekkich komedii.

Czy serial "Rodzina na Maxa" warto zatem obejrzeć? Myślę, że tak. Będzie to idealna propozycja, dla tych, którzy stracili nadzieję na znalezienie prawdziwej miłości, takiej, która pozwala walczyć z przeciwnościami i która nie zna granic. Bo miłość w produkcji Marii Sadowskiej jest na pierwszym miejscu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy