Reklama

Ojciec Mateusz

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 3547
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Ojciec Mateusz": Rola skrojona na miarę

Twierdzi, że jest szczęściarzem, bo od szóstego roku życia wiedział, że chce być aktorem. Od kilku lat gra biskupa w serialu „Ojciec Mateusz”.

Jak pracował pan nad rolą biskupa w "Ojcu Mateuszu"? Coś do niej pan dodał?

Reklama

- Muszę przyznać, że rola biskupa została skrojona na miarę. Natomiast ja wymyśliłem sobie, że to będzie człowiek ideowy, wierzący w swoje posłannictwo. Chciałem zagrać go "na poważnie", bez mrugnięcia okiem i przyznam, że lubię tę postać. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, ile mam w sobie energii, emocji i mówią, że ta postać dobrze mi leży.

Czy szaty biskupie, które nosi pan w serialu, są oryginalne?

- Sutanna oraz dodatki składające się na strój biskupi, z jedwabnym pasem w kolorze purpury i takimi samymi guzikami, zostały zakupione w sklepie z odzieżą liturgiczną. Na miarę uszyto mi purpurową piuskę. Zresztą na planie mamy konsultanta od tych spraw. Czuwa, aby pektorał, czyli ozdobny krzyż wisiał na właściwym guziku, a pierścień biskupi był na właściwym palcu. Wszystko jest po bożemu. I dla mnie to nie jest obojętny kostium, a wręcz szalenie zobowiązujący.

Udzielił się panu kiedyś na planie ten podniosły nastrój?

- Owszem. Pamiętam scenę, w której mówiłem w kościele do wiernych z pozycji ołtarza. Chociaż było to przecież pewnego rodzaju spotkanie z publicznością, to poczułem w tym coś uwznioślającego. Aż się zadziwiłem, że takie przeżycia temu towarzyszą.

Jak się przyjrzeć biskupowi, to na jednym ramieniu siedzi mu anioł w postaci księdza Mateusza, a na drugim ksiądz Jacek, który niczym diabeł trochę miesza ogonem w garnkach?
- Cieszę się, że tak właśnie moja postać jest postrzegana, jako ta waga szalkowa. Zanim wydam osąd, pochylam się nad jedną i drugą stroną.

Przygodę z aktorstwem zaczynał pan od dyplomowego przedstawienia "Mąż i żona", a ostatnio z okazji 250-lecia Teatru Publicznego Krystyna Janda zrealizowała spektakl "Damy i huzary", z panem w roli Rotmistrza. Jak smakuje Fredro dziś?

- Można się nim rozkoszować, smakować jak świeże bułki. Jest jak fantastycznie skrojony garnitur. Mądry, słodki, ponadczasowy dziś, a wówczas absolutnie wyprzedzający swoją epokę. To najbardziej wysublimowana komediowo literatura, jaką można sobie wyobrazić. Podaje przepis na dobre życie. Uwielbiam Fredrę!

Rozmawiała BEATA BANASIEWICZ

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ojciec Mateusz | Sławomir Orzechowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje