Na dobre i na złe

Ocena
serialu
9
Super
Ocen: 16757
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Na dobre i na złe": Konfrontacja w Nałęczowie - rozmowa z Emilią Komarnicką

Wpadła w wir pracy. Wstaje o piątej rano, jeździ na plan zdjęciowy, potem ma próby w teatrze, a w międzyczasie przysypia przy filiżance kawy. Na wiosnę jej bohaterka Agata wzbudzi dużo emocji u fanów "Na dobre i na złe". Omal nie wpadnie w ramiona Marka, do którego ma słabość, i zbliży się do Adama, co nie spodoba się zazdrosnej o niego Wiktorii.

Przed chwilą miałaś próbę w teatrze. Jaki spektakl przygotowujecie?

- "Niech no tylko zakwitną jabłonie" Agnieszki Osieckiej w reżyserii Wojtka Kościelniaka. To spektakl muzyczny, który po pięćdziesięciu latach wraca na afisz warszawskiego Teatru Ateneum. Poprzednia inscenizacja cieszyła się ogromną popularnością, była wystawiana ponad czterysta razy. Nic dziwnego - to świetny tekst; poprzeczka jest zawieszona wysoko. Premiera dwudziestego dziewiątego marca. Zapraszam.

O czym jest ten spektakl? Kogo grasz?

- Sztuka Osieckiej opowiada o ludziach, którzy mieszkali w Warszawie przed i po II wojnie światowej, do lat pięćdziesiątych. Pokażemy, jaki wpływ na nich, na miłość, radość czy smutek miały czasy, w których przyszło im żyć. Gram Bubę - kobietę, jak napisała w tekście Osiecka, luksusową. To przedwojenna dama, która musi odnaleźć się w nowych warunkach. Naprawdę ciekawe i niezwykłe wyzwanie.

Pewnie masz mnóstwo pracy. Chyba nie mogłem ci zaproponować gorszego terminu na rozmowę...

- Bardzo miło cię spotkać, ale rzeczywiście ostatnio nie wiem, jak się nazywam (śmiech). Ze względu na próby w teatrze, zdarza mi się coraz częściej wstawać na przykład o piątej rano i jechać na zdjęcia do "Na dobre i na złe". Producenci serialu i cała ekipa, która przy nim pracuje, są na tyle mili i wyrozumiali, że zorganizowali plan pracy tak, żebym o szóstej trzydzieści stawała przed kamerą. Gram swoje sceny do dziewiątej trzydzieści, wsiadam do samochodu i pędzę do teatru. Od dziesiątej do czternastej mam próbę, potem przerwę do osiemnastej i znowu spotkanie z reżyserem. Z teatru wychodzę po dwudziestej drugiej. W domu muszę się zregenerować, bo zdarza się, że następnego dnia czeka mnie taki sam maraton. Cóż, teraz żyję bardzo intensywnie... Ale kocham pracę i czuję się nieswojo, gdy mam trzy dni przerwy. Mam nadzieję, że to jeszcze nie choroba (śmiech).

Pewnie wracasz do domu, przykładasz głowę do poduszki i od razu zasypiasz.

- I tu mam problem. Znasz stan, gdy jesteś tak zmęczony, że nie możesz zasnąć?

Reklama

Niestety znam.

- Ostatnio regularnie tego doświadczam. Zamykam oczy i zaczynam analizować cały dzień. Dochodzę do wniosku, że coś mogłam zrobić lepiej, zagrać tak, a nie inaczej. Nie mogę zasnąć, zbliża się druga w nocy i zaczynam się denerwować, bo przecież muszę wstać za trzy godziny. Zamierzam nauczyć się sobie z tym radzić, nie można dać się zwariować.

- Kilka dni temu, tuż przed próbą, poszłam do knajpki, w której byłam po raz pierwszy. Zamówiłam kawę, usiadłam w fotelu i było mi tak dobrze, że zasnęłam. To mógł być dość osobliwy widok (śmiech).

A co słychać u Agaty, którą grasz w "Na dobre i na złe"? Czy jej życie uczuciowe i zawodowe w końcu się ustabilizuje?

- Wróciła do Leśnej Góry, ma za sobą ciekawe doświadczenia zawodowe. Będzie sobie dobrze radzić. Uratowała życie Stefanowi Tretterowi (Piotr Garlicki - przyp. aut.), u którego zdiagnozowała poważną chorobę. Wyjdzie na prostą, ale pewnie nie na długo.

Agata była krystaliczną postacią, ale wszystko zmienił romans z Latoszkiem. Nie obawiałaś się tej przemiany?

- Miałam wątpliwości, ale producent chciał coś w Agacie zmienić, dodać jej trochę pieprzu, wzbogacić. Miał rację, a ja jako aktorka jestem z tego bardzo zadowolona, bo - jak ktoś powiedział - ideały są nudne i najlepiej prezentują się w gablocie.

Jej życie zawodowe się ustabilizuje, a co z uczuciami?

- Agata popełniła błąd wdając się w romans z Latoszkiem (Bartosz Opania - przyp. aut.). Poniosła konsekwencje, wyciągnęła wnioski. Wkrótce pojedzie na kongres kardiologiczny do Nałęczowa, gdzie spotka Marka (Jan Wieczorkowski - przyp. aut.), i tam udowodni, że dojrzała. 

Możesz opowiedzieć, co się wydarzy w Nałęczowie?

- Marek, gdy dotrze na kongres, zorientuje się, że nie zabrał z Leśnej Góry materiałów potrzebnych na wykład. Agata będzie musiała je przywieźć i zgodzi się zostać, żeby wysłuchać jego wystąpienia. Moją bohaterkę ewidentnie coś ciągnie w jego stronę. Ale to mądra dziewczyna, wycofa się w odpowiednim momencie. Po konfrontacji z Dorotą (Aneta Todorczuk-Perchuć - przyp. aut.), odpuści. Zrozumie, że nie ma sensu angażować się w jakikolwiek związek, dopóki Marek nie wyjaśni wszystkiego z byłą żoną.

Czy to była twoja pierwsza wizyta w uzdrowisku w Nałęczowie?

- Tak, to piękne miejsce z niesamowitym klimatem. Mimo że ze względu na zdjęcia do serialu byłam tam dwa razy, nie udało mi się skorzystać z dobrodziejstw uzdrowiska. Przyjeżdżałam na miejsce bardzo późno, zaczynałam pracę wcześnie rano, a kończyłam wieczorem. Może wybiorę się tam wiosną albo latem? Po tak intensywnym okresie zawodowym będę potrzebowała regeneracji.

Skoro lekiem na sercowe perypetie Agaty nie będzie Marek, to może Adam?

- Agata i Adam (Grzegorz Daukszewicz - przyp. aut.) zbliżą się do siebie, ale wyłącznie na płaszczyźnie koleżeńskiej. Ich relację opacznie zrozumie Wiktoria (Katarzyna Dąbrowska - przyp. aut.). Dojdzie do kilku sprzeczek, padną nieprzyjemne słowa. To będzie próba niezwykłej przyjaźni naszych bohaterek, zaś Wiktoria odpowie sobie na pytanie, co czuje do Adama.

Masz pomysł, co jeszcze mogłoby spotkać Agatę?


- Mam mnóstwo pomysłów, ale zostawmy to wyobraźni scenarzystów. Gdybym mogła, wysłałabym ją na przykład w misję na księżyc. I żebyśmy tę podróż nakręcili w warunkach naturalnych!

Ciągnie cię do ekstremalnych doznań. Niedawno skoczyłaś ze spadochronem.

- Skok ze spadochronem, paralotnia, rafting, skoki z piętnastu metrów ze skał to dla mnie sposób na emocjonalne oczyszczenie, dostarczenie sobie energii, której potrzebuję, by normalnie funkcjonować. Nie umiem siedzieć w miejscu i poddawać się losowi. Prowokuje go, chcę się nażyć. Nie wiadomo, jak to się skończy, ale może...

...skoczysz motocyklem przez płonące obręcze (śmiech)?

- Na przykład (śmiech).

Co jeszcze mieści się w twojej definicji nażycia się?

- Robię to na przykład teraz. Siedzę z tobą, rozmawiamy i czerpię z tego przyjemność. Staram się wsłuchiwać w siebie. Zastanawiam się, dlaczego spotkało mnie coś dobrego lub złego, dlaczego akurat w takim, a nie innym momencie. Zadaję sobie pytania, szukam odpowiedzi i prawdy na swój temat. Ja naprawdę, może czasami wbrew pozorom, żyje bardzo świadomie.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski


Dowiedz się więcej na temat: Emilia Komarnicka | Na dobre i na złe

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje