Na dobre i na złe

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 12285
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Lifting "Na dobre i na złe" wyszedł serialowi na dobre!

Całkowita zmiana obsady, nowa formuła produkcji, zupełnie inny sposób ukazywania przypadków medycznych. "Na dobre i na złe" przeszło całkowity lifting i nie straciło przy tym widzów. Wręcz przeciwnie, serial niezmiennie utrzymuje się w czołówce najchętniej oglądanych telenowel!


Reklama

Leśna Góra niczym Princeton Plainsboro

  

Scenarzyści większą uwagę zaczęli poświęcać przypadkom medycznym. Pacjenci zapadają na nietypowe choroby, a ich diagnozowaniem często zajmuje się cały zespół lekarzy, który stosuje metody znane widzom z serialu "Dr House".  

"Na dobre i na złe" zaczęło też pełnić rolę edukacyjną. Przypadłości pacjentów nie tylko uczą tolerancji, ale też informują o ważnych problemach społecznych i chorobach cywilizacyjnych. Seriale medyczne są "znacznie lepsze niż pełna apeli kampania społeczna albo sztywne wystąpienie lekarza" - stwierdza medioznawca Wiesław Godzic na łamach portalu Wirtualnemedia.pl.

Walka o młodego widza 


"Na dobre i na złe" postawiło sobie za zadanie walczyć o młodszego widza. Nowa piosenka tytułowa, bardziej dynamiczna czołówka, scenariusz ukazujący problemy współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków - to tylko niektóre ze zmian, widoczne na pierwszy rzut oka.  

Ten lifting wyszedł serialowi na dobre! W 2012 roku znalazł się na trzecim miejscu pod względem oglądalności z wynikiem 6,03 mln widzów! Natomiast średnia widownia "Na dobre i na złe" w okresie od 5 września 2012 roku do 27 marca 2013 roku wyniosła 5,66 mln osób, w tym 29,29 proc. w grupie komercyjnej 16-49 lat - wynika z danych Nielsen Audience Measurement przygotowanych dla portalu Wirtualnemedia.pl.  

Świeża krew

  

W odświeżonej wersji serialu trudno szukać bohaterów, którzy grają w serialu od początku. Najstarszymi stażem członkami ekipy pozostają pojawiający się od czasu do czasu profesor Zybert (Marian Opania), dyrektor Tretter (Piotr Garlicki), Witek i Lena Latoszkowie (Anita Sokołowska i Bartosz Opania). Nie brakuje za to doświadczonych gwiazd, których burzliwymi losami żyją teraz widzowie. Do obsady serialu na stałe dołączyli Marek Bukowski, Kamilla Baar, Anita Todorczuk-Perchuć, Anna Dereszowska czy Jan Wieczorkowski. 

- Postanowiliśmy postawić na młodych aktorów, którzy mają nieopatrzone twarze, są młodzi i bardzo sprawni. Nie chcieliśmy, żeby serial był popłuczyną po dawnym "Na dobre i na złe", tylko ciągle był świeży i chętnie oglądany - zmiany w obsadzie tłumaczy na łamach "Super Expressu" Agnieszka Krakowiak-Kondracka, scenarzystka serialu. Stąd w "Na dobre..." możemy zobaczyć teraz młodych i zdolnych aktorów - Annę Kaczmarczyk czy Grzegorza Daukszewicza. 

Przemądrzały, zdolny chirurg i nieśmiała, odrobinę zagubiona stażystka już zdążyli sporo namieszać. A to dopiero początek! Dlatego właśnie ich zapytaliśmy, kim są i jaka przyszłość ich czeka w "Na dobre i na złe".  

Jak trafiliście do Leśnej Góry?

Anna Karczmarczyk: - Wygrałam casting. Przesłuchania trwały kilka dni, więc było sporo dziewczyn do pokonania (śmiech).

Grzegorz Daukszewicz: - Miałem wyjątkowe szczęście. Producenci zwrócili się do mnie z prośbą, bym wcielił się w Adama. Dwa lata temu otrzymałem propozycję innej roli w "Na dobre...", ale odmówiłem. Prywatnie jestem zupełnie inny niż Adam. Nawet w połowie nie tak pewny siebie, narcystyczny, ani bogaty jak on. Jestem zamkniętym w sobie introwertykiem. Lubię ciszę, preferuję kameralne grono znajomych. Ostre melanżowanie mam już za sobą (śmiech).

Jak wygadało wasze pierwsze spotkanie z ekipą serialu?

AK: - Wszyscy przyjęli mnie serdecznie. Są otwarci i życzliwi. Może to zabrzmi górnolotnie, ale na planie czujemy się jak rodzina.

GD: - Pierwszego dnia kręciliśmy scenę, gdy Adam przyjeżdża do Leśnej Góry odebrać próbkę do badań od Falkowicza. Ekipa jest fantastyczna! Na planie panuje rodzinna atmosfera. Tego dnia poznałem Michała Żebrowskiego!

Już na początku Ola idzie do łóżka z Przemkiem. Pracowałaś już z Marcinem Rogacewiczem?

AK: - Nie. Poznaliśmy się na planie "Na dobre...". Na szczęście scenę uniesienia kręciliśmy dopiero w 8. dniu pracy (śmiech).

Aktorzy powtarzają, że w kręceniu scen łóżkowych często pomaga poczucie humoru.

AK: - Tego typu sceny są dla mnie trudne. Wymagają wzajemnego zaufania, skupienia i komfortu. Kluczowa jest kwestia porozumienia z partnerem.

A Adam nadal będzie pozwalał, aby Falkowicz tak bezlitośnie go wykorzystywał?

GD: - Nie potrwa to długo. Przestaje patrzeć na Falkowicza jak na mentora. Dostrzega jego dwulicowość i nieuczciwość. Adam jest też zazdrosny. Jego miejsce przy stole operacyjnym zacznie zajmować Wiktoria, którą profesor faworyzuje. Dobra passa mija. Przestaje się też dogadywać z Przemkiem i Agatą.

Dlatego Adam wyżywa się na młodszych, np. na Oli?

GD: - Robi to, bo jest bezradny. Sam ma krótki staż, ale jest przekonany o swojej wyższości. No, ale nie da się ukryć, że jest piekielnie zdolnym chirurgiem.

Skoro coraz gorzej idzie mu w pracy, to może chociaż w miłości zacznie się układać?

GD: - Odświeży gorące relacje z Dorotą, co skończy się dla niego bolesnym nokautem.

Mam wrażenie, że Adam ukrywa jakieś tajemnice...

GD: - Ma mroczną przeszłość. Zadawał się z niewłaściwymi ludźmi, którzy dadzą o sobie znać.

Aniu, czy Ola pomoże Przemkowi zapomnieć o Ludmile?

AK: - Nie wiem, czy zapomni, ale będzie miał w końcu kolejny bodziec do działania. Z pewnością Ola wniesie do życia Przemka nowe szczęście i spore problemy. Szczegółów nie zdradzę (śmiech).

Zbudowałeś postać Adama podpatrując konkretną osobę?

GD: - Nie. W mojej rodzinie nie było lekarza. Rzadko mam do czynienia ze szpitalem.

Może jeszcze powiesz, że mdlejesz na widok krwi?

GD: - Tylko własnej (śmiech).

Widzowie rozpoznają w tobie lekarza z "Na dobre..."?

GD: - Zdarza się to coraz częściej i trochę mnie peszy. Ale, gdy panowie w dresach witają mnie słowami: "siema Adaś", z uśmiechem odpowiadam: "siema" i przechodzę na drugą stronę ulicy (śmiech).

Czyli sodówka ci jeszcze nie odbiła?

GD: - Rodzice by na to nie pozwolili (śmiech).

A propos rodziców. Nie masz dość zawistników, którzy powtarzają, że znany ojciec załatwił ci tę rolę?

GD: - Znane nazwisko nie zawsze pomaga. Czasem wręcz szkodzi. Ale przecież nie będę udawał, że nie jestem synem mojego ojca (śmiech).

Co was pociąga w graniu?

AK: - Aktorstwo jest moją pasją i sensem życia. Mój profesor powiedział, że ten zawód jest dla ludzi nieśmiałych. Zgadzam się z nim. To zajęcie, które pomaga przełamać wiele lęków. Grając, można być kim się chce i robić to na co w realnym życiu brakuje odwagi.

GD: - Aktorstwo otwiera drogę do zrozumienia siebie i daje możliwość przekraczania własnych barier. To moje marzenie z dzieciństwa. Nie wyobrażam sobie, żebym odpuścił.

Aniu, słyszałam, że poza aktorstwem masz ciekawe pasje.

AK: - Motocykle, samochody i kitesurfing.

Motocykl? Tak na poważnie?

AK: - Jasne! Na razie jeżdżę na motocyklu starszego brata. Marzę o chopperze. Ale to daleka przyszłość. Już niedługo kupię sobie własny, skromniejszy. I mam nadzieję, że w tegoroczne wakacje wyruszymy w długą podróż.

To właśnie brat zaraził cię pasją do motocykli?

AK: - Raczej ja - jego (śmiech).  


Rozmawiała Małgorzata Pyrko  

"Świat Seriali"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje