Reklama

"M jak miłość": Wywiad z Robertem Moskwą. "Zagram na scenie po raz pierwszy od 24 lat"

Robert Moskwa jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów telewizyjnych. Na szklanym ekranie zadebiutował prawie siedemnaście lat temu, wcielając się w Artura Rogowskiego w serialu "M jak miłość". Od chwili, gdy po raz pierwszy pojawił się w telewizji, w jego życiu wiele się zmieniło. Teatr, którego był założycielem, musiał zostać zamknięty, a on sam zaczął nieść pomoc osobom dotkniętym przez kryzys frankowy. O kłopotach finansowych, o teatrze i o "M jak miłość" Robert Moskwa zgodził się porozmawiać ze Światem Seriali.

Patryk Wołosz, Interia: Od pewnego czasu pomaga pan "frankowiczom". Skąd pomysł, żeby się tym zająć?

- Sam jestem "frankowiczem", ale to nie jest jeszcze wystarczający powód, żeby angażować się w takie rzeczy. Wiem, że ludzie się boją. Chcę dawać im motywację i wiarę. Mój kanał FrankTV jest miejscem, w którym "frankowicze" mogą otrzymać prawdziwą pomoc i szczere wsparcie.

Mówienie o własnych kłopotach finansowych wymaga sporej odwagi. Dlaczego pan się na to zdecydował?

- Jeżeli nigdy nie zaczniemy głośno mówić o tym, z czym wiązał się kryzys frankowy, to do niczego nie dojdziemy. Po tym, jak przyznałem się do zadłużenia, odezwało się do mnie bardzo dużo osób. Zobaczyłem, że jest wielu ludzi, którzy znaleźli się w tym samym położeniu. Dotarło do mnie, że żeby zmierzyć się z problemem, najpierw należy się do niego przyznać.

Reklama

Spotyka się pan przez to z hejtem?

- To jest zadziwiające, ale większość ludzi, którzy mnie obserwują jest szczerze zainteresowana tym problemem. Oczywiście zdarzają się osoby, które piszą niemiłe rzeczy, ale wtedy podejmuję z nimi dyskusję i najczęściej przyjmują moją argumentację.

Wielu aktorów, których na co dzień oglądamy na szklanym ekranie, występuje także w teatrach. Z panem jest inaczej. Dlaczego?

- Moja ostatnia premiera teatralna odbyła się w 1997 roku w moim Teatrze K2. To był spektakl "Żyć się chce" w reżyserii Teresy Sawickiej. Było to w czasach, kiedy teatr traktowałem misyjnie. Wtedy życia poza nim nie widziałem! Potem się okazało, że skradł mi wiele zdrowia... Oczywiście nie zamierzam się nad sobą użalać. Wiem, że  doprowadziła do tego skrajna nieodpowiedzialność z mojej strony. Przez dwadzieścia cztery lata nie występowałem na scenie, bo byłem obrażony na teatr (śmiech).

Jest szansa na to, że jednak zobaczymy pana na teatralnych deskach?

- Tak! W październiku tego roku w Teatrze Capitol w Warszawie odbędzie się premiera spektaklu "Kochane pieniążki". Zagram na scenie po raz pierwszy od 24 lat.

Dlaczego akurat teraz zdecydował się pan na powrót do teatru?

- To wyszło przez przypadek. Zaraz po tym, jak zaczęła się pandemia, ktoś zapytał mnie czy nie chciałbym zagrać w teatrze. Na początku próbowałem szukać wymówek. Powiedziałem wtedy, że ktoś musiałby wprost zaproponować mi rolę. I trzy dni później dostałem telefon! Usłyszałem, że jest dla mnie przygotowana rola i od razu przyjąłem propozycję gry w Capitolu. Lubię taką magię w życiu! Niczego nie planowałem, po prostu los się do mnie uśmiechnął!

Czuje pan powołanie do aktorstwa teatralnego?

- Nie lubię takich dużych słów. Ale nie ukrywam, że gra na scenie sprawia mi ogromną przyjemność. Teatr to żywy organizm. Nie robi się dubli, więc nie ma szans na to, że dwukrotnie zagra się scenę w ten sam sposób. Jestem pewny, że zostanę z teatrem na dłużej.

Od kilkunastu lat wciela się pan w rolę Artura Rogowskiego w "M jak miłość". Nie boi się pan tego, że ludzie pana zaszufladkują?

- Jeśli miałbym się tego bać, to powinienem był podjąć jakieś działania dziesięć lat temu. A jeżeli ludzie chcieli mnie zaszufladkować, to już to zrobili. Nie przeszkadza mi to, bo nigdy nie traktowałem aktorstwa misyjnie. Gdy zaczynałem grać w "M jak miłość", byłem bardzo zestresowany, bo walczyłem wtedy o mój teatr. Tonąłem w długach po uszy i nagle dostałem propozycję, żeby zagrać w popularnym serialu. To było dla mnie jak zbawienie. Aktorstwo jest dla mnie odskocznią od codziennego życia. Uwielbiam przebywać na planie i uwielbiam ludzi, z którymi pracuję. Muszę to wszystko kochać, bo inaczej nie wytrzymałbym w tym zawodzie tylu lat! I nigdy nie myślałem, że nie dostanę roli w żadnej innej produkcji, bo poświęciłem tyle czasu na grę w "M jak miłość".

Powiedział pan kiedyś, że Małgorzata Pieńkowska bardzo ciepło przyjęła pana w serialowej ekipie. Jak bliska jest to znajomość?

- Jest tak bliska, jaką może być po szesnastu latach. Pojawiłem się na planie, mając na głowie wiele problemów i bez doświadczenia. Gosia przyjęła mnie niezwykle ciepło. Chodziła ze mną wszędzie, uspokajała mnie, pokazywała mi, jak grać. A przecież wcale nie musiała tego robić! To bardzo dużo dla mnie znaczyło. Będę jej wdzięczny do końca życia.

Czy to znaczy, że wszyscy w obsadzie "M jak miłość" są ze sobą zżyci?

- Ciężko mi mówić o tym, co myślą inni, ale wydaje mi się, że na planie nikt nie czuje do nikogo niechęci.

Co jakiś czas do obsady "M jak miłość" dołączają nowe osoby. Jedną z nich była Karina Woźniak. Jak wygląda wasza współpraca na planie?

- Karina ma niesamowity talent aktorski. Granie z nią jest niezwykłą przyjemnością. Ma w sobie tyle szczerości i skromności, a w dodatku jest piękna. Nie wiem, czy wiąże swoją przyszłość z aktorstwem, ale gdyby tak było, to na pewno sprawdzi się wielu rolach. Na planie, kiedy już jesteśmy zmęczeni, to zaczynamy się wydurniać. Gramy sceny zupełnie inaczej niż powinniśmy. Karina potrafi zagrać każdą kwestię w dowolny sposób, bez zastanowienia i bez wysiłku.

Artur Rogowski, którego pan gra w "M jak miłość" jest raczej spokojny, stonowany... Utożsamia się pan z nim czy jest jego zupełną odwrotnością?

- Myślę, że w głębi duszy jestem niezwykle temperamentnym człowiekiem. Przez wiele lat starałem się to ukryć i na pewno są ludzie, którzy uważają, że Artur Rogowski jest odzwierciedleniem mojej osobowości. Od pewnego czasu odkrywam siebie na nowo i widzę pomiędzy Arturem i mną coraz więcej różnic.

Większość widzów pamięta, że przed wakacjami pana serialowemu małżeństwu zagroził pierwszy partner Marysi. Czy po wakacjach pan Rogowski nadal będzie zazdrosny o swoją żonę?

- Pan Rogowski zawsze jest zazdrosny o swoją żonę i mówi o tym wprost!

Czy w nadchodzącym sezonie w życiu Artura zajdą jakieś zmiany?

- Artur powoli przestaje pełnić rolę spokojnego męża Marysi. Nie mogę za dużo zdradzić, ale teraz ta postać stanie się bardzo ciekawa. Dużo zamieszania powstanie wokół Basi, a więc siłą rzeczy dużo będzie się działo także w życiu Rogowskiego.

O Robercie Moskwie:

Robert Moskwa urodził się 13 listopada 1965 roku we Wrocławiu. Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Był założycielem i dyrektorem wrocławskiego Teatru K2. Zadebiutował na wielkim ekranie, występując w filmie fabularnym pod tytułem "Kroll", który swoją premierę miał w 1991 roku. W 2004 roku dołączył do obsady serialu "M jak miłość", w którym wciela się w rolę Artura Rogowskiego. Od ponad czterech lat Robert Moskwa zajmuje się niesieniem pomocy osobom dotkniętym przez kryzys frankowy. Jest założycielem internetowego kanału FrankTV.

Zobacz też: Robert Moskwa z "M jak miłość" ma problemy finansowe. Walczy z kredytem.

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje