M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 311606
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Wojtek zabawką w rękach Janki!

Mateusz Janicki chciał zostać politykiem, ale ostatecznie postawił na aktorstwo. To był strzał w dziesiątkę, radzi sobie znakomicie. W "M jak miłość" wciela się w lekarza Wojtka, którego Janka użyje w grze o względy Marcina.


Reklama

Nadal studiujesz?

- Już nie. Przez trzy lata studiowałem stosunki międzynarodowe w Wyższej Szkole Europejskiej imienia księdza Józefa Tischnera w Krakowie; zdobyłem licencjat. Chciałem uczyć się na tym kierunku już w czasach, gdy zdawałem do szkoły teatralnej, bo bardzo interesowałem się polityką. Byłem dzieckiem z rozpolitykowanego domu. Doskonale pamiętam plakat Solidarności z Gary Cooperem, który wisiał na drzwiach u moich dziadków. Mama była w NZS-ie łączniczką z internowanymi szefami nowohuckiej opozycji, a ojciec jako nastolatek roznosił ulotki podczas pierwszego zjazdu Solidarności w Gdańsku Oliwie. Polityka zawsze siedziała mi z tyłu głowy.

W takim razie dlaczego nie zdecydowałeś się na studiowanie na tym kierunku od razu po ukończeniu liceum?

- Od początku miałem jeden plan: zdawać na wydział stosunków międzynarodowych. Zamierzałem wejść do świata polityki, ale każde marzenia weryfikuje rzeczywistość. Przekonałem się, że żeby tam się dostać i przebić, najpierw trzeba latami chodzić za kimś z teczką i usługiwać. Nie interesowało mnie to. Zdałem egzamin, ale ostatecznie nie zostałem studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było za dużo chętnych, nie zmieściłem się na liście. W międzyczasie zgłosiłem się do Doroty Zięciowskiej, aktorki, znajomej mojej mamy z czasów licealnych. Poprosiłem, żeby przygotowała mnie do egzaminów na wydział aktorski PWST w Krakowie. Zachęcił mnie Wojtek Leonowicz z Teatru Bagatela, który opowiadał fajne historie o szkole teatralnej.

Nie myślałeś wcześniej o aktorstwie?

- W swoim czasie żyła pani Krystyna Szumilak, która była producentką w TVP Kraków. Robiła między innymi spektakle Teatru Telewizji. Moja mama u niej pracowała i jeśli było potrzebne dziecko, zabierała mnie. Grałem syna Andrzeja Seweryna, jednoaktówkę z Jerzym Trelą, z Krzysztofem Globiszem, Janem Nowickim. Fantastyczna przygoda, która z pewnością wywarła na mnie jakiś wpływ. Może nie myślałem, żeby zostać aktorem, ale życie tak mną pokierowało.

W Krakowie, tak jak ty, mieszka Maurycy Popiel, który gra Olka, twojego serialowego przyjaciela w "M jak miłość". Jeździcie razem do Warszawy na zdjęcia do serialu?

- Jeszcze nie mieliśmy okazji razem przyjechać do Warszawy. Co ciekawe jesteśmy absolwentami tego samego krakowskiego liceum i szkoły teatralnej (PWST w Krakowie - przyp. aut.). Nie spotkaliśmy się tam, bo jestem starszy pięć lat, ale możemy porozmawiać o nauczycielach i dyrektorze. Z kim miałeś matematykę? A z kim język polski? (śmiech).

W "M jak miłość" występujesz jako przyjaciel Olka. Możesz powiedzieć coś więcej o Wojtku, którego grasz?

- Jest lekarzem, kolegą z pracy Olka, ale pojawia się w serialu przez przypadek. Zostanie potraktowany przedmiotowo przez kobietę. Klasyka gatunku. Zawsze śmieję się z facetów, którzy twierdzą, że nie są pantoflarzami. Oni ewentualnie o tym nie wiedzą, albo nie chcą się z tym pogodzić. Nie mamy szans z kobietami. Dobrze zobrazuje to historia Wojtka. Janka (Joanna Osyda - przyp. aut.) użyje mojej postaci w walce o względy Marcina (Mikołaj Roznerski - przyp. aut.). Będą mieli romans, który Wojtek potraktuje bardzo poważnie. Zaangażuje się emocjonalnie, bez podtekstów, ale w końcu zacznie podejrzewać, że jest wykorzystywany.

Czy Janka też zaangażuje się z czasem w tę relację?

- Póki co nie wiemy, jak rozwinie się ten wątek. Może gdy Wojtek zrozumie, że jest traktowany instrumentalnie, będzie chciał się wycofać z tej relacji, ale wtedy Janka zorientuje się, że coś do niego czuje? Zobaczymy.

- Nie mogę narzekać, gram ciekawą postać. Niby występuję w serialu obyczajowym, a miałem już zdjęcia na ściance wspinaczkowej i w sali bokserskiej.

Przygotowywałeś się do nich?

- Do wątku wspinaczkowego przygotował mnie człowiek, który był potem konsultantem podczas zdjęć. Mam też za sobą przygodę ze wspinaczką. Mieszkając w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej grzechem byłoby nie wybrać się w skałki. Bawiłem się w to przez chwilę. Super sprawa.

- Do sceny, w której boksowałem, nie było potrzebne przygotowanie. To serialowy Marcin jest pięściarzem, mój bohater będzie z nim tylko sparował dla zabawy, nie na poważnie. Wojtek nie jest profesjonalistą. Miałem już kiedyś przygodę z tym sportem na planie serialu "Naznaczony". W jednym z odcinków grałem pięściarza. Producenci bardzo poważnie do tego podchodzili, chodziłem na treningi. Poznałem między innymi Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka. Byłem nawet na gali pięściarskiej w Katowicach, gdzie przeżyłem lekki szok. Telewizja odrealnia, walki obserwowane na żywo robią większe wrażenie.

Jak będą układały się relacje Wojtka z Marcinem?

- Na początku Marcin będzie wydawał się Wojtkowi nieodpowiedzialnym lekkoduchem, ale zaczną się kolegować. W jednym z odcinków mój bohater i Olek zrobią przysługę Chodakowskiemu, zachowają się wobec niego w porządku, co pozbawi ich pracy. Potem pojawi się pomysł, żeby otworzyli wspólny biznes z Marią (Małgorzata Pieńkowska - przyp. aut.). Będzie ciekawie.

Znowu grasz z Mikołajem Roznerskim...

- Tak się składa, że nasze drogi zawodowe ostatnio się krzyżują. Na planie "M jak miłość" spotykamy się w pracy po raz trzeci w krótkim odstępie czasu. Najpierw graliśmy razem w filmie "Supermarket" Maćka Żaka, a potem w filmie "Karuzela" Roberta Wichrowskiego, który trafi do kin dwudziestego trzeciego maja. Główne role, oprócz Mikołaja i mnie, grają Karolina Kominek i Marysia Pawłowska. To film o przyjaźni i zdradzie, o młodych ludziach borykając się z problemami - brakiem pieniędzy i pracy. Zapraszam do kin. Ma być dużo kopii, "Karuzelę" będzie można zobaczyć w wielu miastach.

- Mamy synów w tym samym wieku, obaj urodzili się tuż przed rozpoczęciem zdjęć do "Supermarketu". Najpierw Mikołajowi, później mi, a na koniec, gdy już trwała praca na planie, Wojtkowi Zielińskiemu, który grał z nami. Wyobrażasz sobie? Rozmowy o pępowinach, porodach. Maciek Żak śmiał się, że czuje się jak w przychodni lekarskiej.

- Chyba zaprzyjaźniliśmy się z Mikołajem, tak uważam, ale nie wiem, co on na to.

Zapytam go o to przy najbliższej okazji.

- Super, może wyznamy sobie przyjaźń na łamach prasy (śmiech).

Spotykacie się poza planem?

- Zdarza się, niedługo będziemy mieli okazję spotkać się w Łodzi. Mikołaj ma przyjechać dwudziestego siódmego kwietnia na premierę przedstawienia "Klajster" z moim udziałem, które odbędzie się w Teatrze Nowym. Zapraszam do tego miejsca nie tylko na ten spektakl. Uważam że jest wartościowe, a na razie trochę niedocenione. "Klajster" to głos w dyskusji o współczesnej Łodzi, ale wydaje mi się, że udało nam się spojrzeć szerzej na zagadnienie i odnosimy się do wszystkim miast w Polsce. Rozważamy, jak się zmieniają, jak wyglądają. Na ile są nam potrzebne nowe stadiony za miliony złotych, kolejne centra handlowe i czy nie ważniejsze jest to, żeby ludziom dobrze się żyło.

- To temat uniwersalny, mieszkam w Krakowie, czyli mieście, w którym chcą zorganizować zimowe Igrzyska Olimpijskie. Lobbuję i walczę, na ile mogę, żeby do tego nie doszło, bo uważam, że to kompletny bezsens i mówię to jako zapalony narciarz, człowiek, który nie wyobraża sobie życia bez sportu. Pieniądze na organizację tej imprezy powinniśmy przeznaczyć na inne cele. Żadne miasto jeszcze dobrze na olimpiadzie nie wyszło.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski


Dowiedz się więcej na temat: M jak miłość | Mateusz Janicki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje