M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 345356
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Dobre intencje, złe konsekwencje - rozmowa z Karoliną Sawką

Gdy miała osiem lat, zagrała Nel w ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”. Teraz, po latach, przypomina się widzom rolą w „M jak miłość”. Jej bohaterka, Kalina, wykorzysta kłopoty finansowe Pawła Zduńskiego i ściągnie na niego niebezpieczeństwo.

Czy mimo upływu lat ludzie pamiętają twoją rolę w filmie "W pustyni i w puszczy"?

Reklama

- "W pustyni i w puszczy" to ekranizacja powieści Henryka Sienkiewicza, która jest lekturą szkolną. Kolejne pokolenia uczniów oglądają ten film, dzięki czemu cały czas funkcjonuje w świadomości Polaków. Nie jestem rozpoznawana na ulicy, bo grałam w nim jako dziewczynka, ale ta rola jest obecna w moim życiu. Wiele osób, także dziennikarze, pytają bądź odnoszą się do niej. Trudno się temu dziwić, bo dotychczas to moja jedyna rola na wielkim ekranie.

Twój dorobek poszerzył się właśnie o rolę w "M jak miłość", najpopularniejszym polskim serialu. To dla ciebie wspaniała okazja, żeby przypomnieć się widzom.

- Bardzo się cieszę, że gram w serialu, który ma rzeszę oddanych fanów i od lat jest bardzo popularny. Gdy otrzymałam tę rolę, obejrzałam kilka odcinków, żeby go lepiej poznać i wdrożyć się w ten świat. "M jak miłość" jest realizowane na bardzo dobrym poziomie, wątki są niebanalne, a postaci wielowymiarowe.

- To moja pierwsza rola filmowa od czasu "W pustyni i w puszczy". Dopiero uczę się pracy przed kamerą, a na planie "M jak miłość" mam świetny trening. Bardzo to doceniam, ponieważ zdaję sobie sprawę, że niewielu młodych aktorów ma taką możliwość. Początki w tym zawodzie są zazwyczaj bardzo trudne.

Jakie zamiary ma twoja bohaterka?

- Widzowie poznali Kalinę w trudnym dla niej momencie życia. Niedawno przejęła rodzinny interes - firmę transportową dziadka, który jest poważnie chory. Musi się o niego troszczyć i jednocześnie przechodzi przyspieszony kurs prowadzenia biznesu. Do tego ma problem z opiekunką dziadka, która jej bardzo pomaga.

Co to za problem?

- Katia (Joanna Jarmołowicz - przyp. aut.) uciekła z Gruzji, bo nie chciała wyjść za mąż za narzeczonego, którego wybrali jej rodzice. Moja bohaterka będzie walczyć, by została w Polsce i nadal opiekowała się jej dziadkiem. Być może poczynania Kaliny są nieporadne, być może skomplikuje życie innym ludziom, ale wierzę w szczerość jej intencji. Ona po prostu chce pomóc swoim bliskim; tak myślę o tej postaci. Jeśli jeszcze daje się lubić, wolę skupić się na jej pozytywnych cechach. Jako aktorka nie oceniam Kaliny, tylko staram się ją usprawiedliwić.

Jaką rolę twoja bohaterka odegra w życiu Pawła Zduńskiego?

- Kalina wykorzysta kłopoty finansowe Pawła (Rafał Mroczek - przyp. aut.). Namówi go - w zamian za pewną sumę pieniędzy - na ślub z Katią, który ma uchronić ją przed powrotem do Gruzji. Nie znam jeszcze szczegółów tego wątku, ale może być niebezpiecznie, zwłaszcza dla Pawła...

Skończyłaś już wydział aktorski Łódzkiej Filmówki?

- Rok temu w czerwcu zagrałam spektakl dyplomowy i to był koniec mojej edukacji. Napisałam już i złożyłam w dziekanacie pracę magisterską. Niedługo będę miała obronę i oficjalnie zostanę magistrem sztuki. Miałam ciekawy temat, pisałam o terapeutycznym wymiarze dokumentu osobistego.

W jakich dziedzinach sztuki, oprócz aktorstwa, się realizujesz?

- Lubię pisać, fascynuje mnie muzyka i taniec, ale największym środkiem relaksacyjnym jest dla mnie ceramika. Przez większość roku trudno mi znaleźć czas na tę pasję, bo przemieszczam się między różnymi miastami, gdzie gram spektakle, ale w wakacje, gdy mam wolne, oddaję się jej całkowicie. Od wielu lat jeżdżę z rodziną w Beskid Niski, bo uwielbiamy konie huculskie, które są tam hodowane. Moi rodzice (Ewa i Henryk Sawka - przyp. aut.) postanowili jakiś czas temu postawić w tej okolicy chatę, która pięknie wpisuje się w charakter gór. To moja oaza - mam konie, glinę i koło; wszystko się zgadza.

W jakich spektaklach można cię obejrzeć?

- Gram gościnnie w Teatrze Współczesnym w moim rodzinnym Szczecinie. Dostałam zaproszenie od pani Anny Augustynowicz do udziału w spektaklu "Pijani"; premiera odbyła się dwa miesiące temu. Gram również w Łodzi w dwuosobowej sztuce "Wywiad" z Pawłem Ciołkoszem w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, którą wyprodukowała Fundacja Kamila Maćkowiaka. Z kolei w Katowicach, w Teatrze Żelaznym, można mnie zobaczyć w trzyosobowej dramacie "Jabłko". Niedawno Artur Barciś otrzymał Złotą Maskę za reżyserię tego spektaklu. Cieszę się, że mam szansę występować na scenie. Zawsze myślałam, że zwiążę się z pracą przed kamerą, a teatr odkryłam dopiero w szkole.

Postanowiłaś zostać aktorką po roli w filmie w "W pustyni i w puszczy"?

- Miałam wtedy osiem lat, w tym wieku nie ma się poważnych planów. Bardzo miło wspominam "W pustyni i w puszczy", mam sentyment do tamtych czasów i tej przygody. Aktorstwo od zawsze wiąże się u mnie z ciepłym uczuciem. Gdy skończyłam liceum, poszłam na Uniwersytet Warszawski na kierunek Stosowanych Nauk Społecznych. Po ukończeniu tych studiów myślałam o dziennikarstwie, interesowała mnie antropologia kulturowa, ale ostatecznie postanowiłam zdawać na wydział aktorski.

To był dobry wybór?

- Nauka na wydziale aktorskim to intensywny okres, który dużo weryfikuje. Studenci poznają się z wielu stron, z jakich wcześniej się nie znali. Dopiero gdy ukończyłam szkołę i zaczęłam pracować jako świadoma artystka, zrozumiałam, że to jest to, co chcę robić w życiu. Jestem pewna, że dokonałam dobrego wyboru.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje