Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 2544
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Serialowe pojedynki, które nie miały miejsca

Co by się stało, gdyby postacie z seriali mogły podróżować dowolnie po wszystkich telewizyjnych uniwersach? Co by było, gdyby ulubieni bohaterowie milionów widzów mogli spotykać na swojej drodze dowolne postaci z innych tytułów?

Oglądając serial, zwłaszcza jeśli jest to jeden z naszych ulubionych tytułów, często mamy wrażenie, że bohater nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości, że nie może rozwinąć skrzydeł i spełnia się jedynie na pół gwizdka. Dlaczego ojciec Mateusz wciąż kręci się po zaułkach Sandomierza, szukając całkiem zwyczajnych, banalnych kryminalistów? A gdyby tak...

Reklama

"A gdyby tak…" może być mottem tego tekstu, bo wszystko oparte jest w nim na rozważaniach zaczynających się od tych słów. A gdyby tak ksiądz-cyklista spotkał na swojej drodze obdarzonego supermocą Sylara z serialu "Heroes"? A gdyby tak inspektor Kojak prowadził śledztwo w sprawie przestępstw Lexa Luthora - głównego wroga Supermana?

Czy Gregory House, jeśli popełniłby błąd w sztuce lekarskiej, z całym swoim cyniczno-aroganckim podejściem do pacjentów, wylądowałby na "stole operacyjnym" Dextera Morgana? A gdyby tak… Czy wy też zastanawiacie się czasem nad takimi scenariuszami serialowych wydarzeń?

Prezentujemy kilka par, które właśnie teraz przywołaliśmy z pamięci. Najczęściej na zasadzie przeciwieństwa łotr - bohater. Jak się okazuje, z wyobrażania sobie takich spotkań może wyniknąć wiele absurdalnych pomysłów i dość szalonych sytuacji.

Poznajcie kilka historii nie stworzonych przez scenarzystów ...

Porucznik Sławomir Borewicz vs Sturmbannführer Hermann Brunner

Porucznik Borewicz - postać z serialu "07 - zgłoś się", milicjant z Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych MO w Warszawie. Dżentelmen i znawca kobiecego piękna.

Hermann Brunner - nazista ze "Stawki większej niż życie". Przylgnęła do niego łatka "świni", choć może bardziej pasowałby do niego "osioł", który nie zorientował się, że ma pod nosem "kreta" - w osobie Hansa Klossa - oficera Abwehry, będącego szpiegiem wywiadu ZSRR.

Kiedy padał Berlin, Hermann Brunner postanowił zadbać o własną skórę i ewakuował się ze "Stawki większej niż życie". Nie zaszył się jednak, jak moglibyśmy się spodziewać, w Ameryce Południowej, ale korzystając z zamieszania w magazynie TVP, przeskoczył do innego serialu.

Sprawa zapewne nie wyszłaby na jaw, gdyby nie to, że "Stawka…", niczym "Szklana pułapka" na święta, wraca w powtórkach z zadziwiającą regularnością.

Podczas przeglądania taśm, w trakcie przygotowywania ramówki, jeden z techników TVP zauważył, że Brunner zniknął z kolejnych odcinków "Stawki...". Skandal i oskarżenia o manipulowanie historią były murowane. Rada nadzorcza TVP musiała szybko interweniować.

Z półki ściągnięto zatem serial "07 - zgłoś się". Porucznik Borewicz otrzymał propozycję nie do odrzucenia: remake serialu i występ w "Tańcu z gwiazdami". Któż by się na to nie zgodził.

Śledztwo prowadzone z pomocą redaktora Maja z "Życia na gorąco" przyniosło szybko wymierne efekty. Trop prowadził do serialu "Gotowe na wszystko". Porucznik Borewicz dotarł więc wysłużonym Fiatem 125p na Wisteria Lane .

Raporty spływające na Woronicza dawały nadzieję na szybkie rozwiązanie sprawy. Borewicz nie miał większych kłopotów ze zlokalizowaniem Brunnera. Okazało się, że nazista (ukrywając się pod przybranym nazwiskiem Youswine) wkupił się w łaski Bree Van De Kamp, z którą planował założenie rodziny. Kolejne sprawozdania porucznika ostudziły jednak radosną atmosferę w kwaterze głównej TVP.

Porucznik coraz częściej wspominał o konieczności drobnych wydatków związanych ze śledztwem, a do Warszawy słał kolejne rachunki z drogich restauracji. Rachunki z zamówień na dwie osoby - trzeba dodać. Tymczasem sprawa ściągnięcia Brunnera schodziła na plan dalszy.

W końcu Borewicz wysłał ostatnią depeszę, wspominając w niej niejasno o niejakiej Susan i wspólnym życiu, jakie z nią planuje. Na tym kontakt z milicjantem się urwał.

W TVP toczą się w tej chwili dyskusje nad planem wysłania tropem obydwu uciekinierów... psa Cywila!

Nick Slaughter vs Benjamin Linus

Nick Slaughter - wyluzowany detektyw z serialu "Żar tropików". Czas spędza głównie w barze Spidera, na plaży. Kiedy nie ogląda się za dziewczętami w bikini, ładuje rewolwer i łapie jakiegoś przestępcę.

Ben Linus - przywódca "Innych", zamieszkały na tajemniczej wyspie z serialu "Lost: Zagubieni". Zdolny kłamca i manipulator. Przez większą część serialu postać negatywna, ale nawet on w końcu wykorzystał szansę na odkupienie swoich win. Mimo że jego intrygi zwykle się udawały, Ben jest jedną z postaci, która najczęściej była bita i raniona przez innych rozbitków.

Co by było, gdyby słynny detektyw z kucykiem znalazł się wśród ocalałych pasażerów lotu 815? Nic. Nick Slaughter znalazłby się przecież w swoim naturalnym środowisku - plaże, palmy, paru mało barwnych nudziarzy dookoła.

Już pierwszego dnia wyrwałby wszystkie laski i spuścił łomot Sawyerowi. A bez rudej piękności Sylvie Girrard, która zmuszała go do pracy, raczej nie zajmowałby się ściganiem przestępców.

Przeleżałby całe 6 sezonów na plaży, sącząc drinki z palemką. Jeżeli Linus wszedłby mu w paradę, Nick wykonałby parę kaskaderskich akcji (z obowiązkowym pościgiem motorówkami!) i zakończył żywot konusa Bena jednym celnym strzałem.

Cokolwiek by się działo, Slaughter i jego kucyk wyszliby z tego cało. Oczywiście, spodnie naszego ulubionego detektywa nawet na chwilę nie straciłby nieskazitelnej bieli.

"Faceci w sukienkach nie rozmawiają z facetami z kucykami. No, chyba, że tańczą":

Kojak vs Lex Luthor

Theo Kojak - znawca półświatka, pracownik wydziału zabójstw nowojorskiej policji. Jego znakiem rozpoznawczym jest lizak w ustach.

Lex Luthor - główny wróg Supermana. Niebezpieczny głównie z powodu kawałka kryptonitu (jedynej substancji mogącej zranić przybysza z planety Krypton), który zwykł nosić wprawiony w sygnet.

Ich pierwsze spotkanie miałoby slapstickowy klimat. Przy dźwiękach tematu rozpoczynającego serial inspektor Kojak wchodzi do biurowca LexCorp. Zapewne chce przesłuchać głównego przestępcę Metropolis.

Kiedy wpada do biura Lexa Luthora, zderza się z arcywrogiem Supermana, który właśnie kierował się w stronę drzwi. Obaj łysi panowie otrzepują się i stojąc naprzeciw siebie przez 5 minut wykonują te same ruchy, aby sprawdzić, czy nie są czasem swoimi lustrzanymi odbiciami.

Gag kończy się kupą śmiechu - Luthor woła sekretarkę i zamawia dla siebie wodę "Perier", a dla Kojaka lizaki i piwo. Uśmiechają się nadal, siedząc po dwóch stronach biurka. Nagle wpada Benny Hill i zaczyna poklepywać ich po łysinkach.




Monk i Colombo vs Patrick Bateman z "American Psycho"

Adrian Monk - zamieszkały w San Francisco detektyw z serialu "Detektyw Monk". Ma dokładnie 312 fobii, których nabawił się po tragicznej śmierci żony, która zginęła w zamachu bombowym.

Porucznik Columbo - policjant z wydziału zabójstw policji w Los Angeles. Jego cechą charakterystyczną jest mocno wymięty płaszcz, cygaro w ustach oraz dość "niedbały" i leniwy styl bycia.

Patrick Bateman - bohater filmu "American Psycho". Bardzo zamożny makler z Wall Street. W wolnych chwilach jest oszalałym seryjnym zabójcą.

Nieporządek i ogólne cechy jatki, jakie pozostawia na miejscu zbrodni seryjny morderca Patrick Bateman, wyłączyłyby ze śledztwa pedantycznego i znerwicowanego Adriana Monka. Tutaj pałeczkę musiałby przejąć Colombo - indyferent, limfatyk i przebiegły łowca o aparycji tumana.

No, ale skoro za sprawę zabrał się Colombo, to po co nam jeszcze Monk? Cóż, gdy tropy zaczęłyby się łączyć i prowadzić w końcu do Batemana, Monk okazałby się konieczny, by go przesłuchać - Colombo w swoim płaszczu i ze swoją pomiętą twarzą nie zostałby po prostu wpuszczony do budynku, w którym pracuje Bateman.

Monk - człowiek o najbardziej wypielęgnowanych dłoniach wśród detektywów - to co innego. Oczywiście, nie musimy chyba pisać, że obaj detektywi porozumiewaliby się wyłącznie telefonicznie, gdyż Monk na płaszcz Colombo reagowałby nawet bardziej alergicznie niż ochrona biura Batemana.

Cordell Walker vs Leatherface

Cordell Walker - bohater serialu "Strażnik Teksasu", wykonujący zawód strażnika Teksasu. Z sukcesami. Wciela się w niego niepowtarzalny Chuck Norris.

Leatherface - seryjny zabójca z filmu "Teksaska masakra piłą mechaniczną", z 1974 roku. Jego modus operandi to ćwiartowanie na oślep za pomocą piły mechanicznej.


Czy strażnik Teksasu powstrzymałby teksaską masakrę piłą mechaniczną? Strażnik Teksasu powstrzymałby wszystko, co znajduje się od niego nie dalej niż dystans kopniaka z półobrotu.

Gdy Chuck Norris wciela się w Cordella Walkera, jest jak Superman, który nie Clarka Kenta, ale jeszcze większego Supermana ma za swoje alter ego. Leatherface, wybiegając zza rogu wprost na brodatego Walkera, raczej nie zachowałby "poker face".

Zamach piłą mechaniczną nie może się równać z kopem z półobrotu, toteż gdy "teksaski masakrator" dostałby łomot w wersji filmu z 1974 roku, to jego odpowiednik z remake'u z 2004 roku wyplułby zęby.

"In the eyes of a ranger,

The unsuspected stranger

Had better know the truth of wrong from right…":

Michael Knight vs T-Bag

Theodore "T-Bag" Bagwell - biseksualny kanibal i wielokrotny morderca. Odsiadywał dożywocie. Jeżeli kogoś "bardzo lubił", dawał mu swoją kieszeń do trzymania. Powiedzmy, że była to jego wersja chodzenia z kimś za rękę.

Micheal Knight - zwany także "Nieustraszonym". Na wskroś prawy bohater, prowadzący krucjatę w obronie uciśnionych i prześladowanych. W jego misji wspiera go inteligentny samochód - KITT.

Co prawda T-Baga pociągali raczej zniewieściali chłopcy, ale nawet on nie przeszedłby obojętnie obok słynnej, włochatej klaty Hasselhoffa. Prędzej czy później T-Bag podałby mu swą kieszeń do trzymania. A na pewno nie odpuściłby okazji, żeby powozić się jego bryką.

Finał tego spotkania jest łatwy do przewidzenia. Wyglądałby mniej więcej tak:

Czołówka Knight Ridera - widzimy pędzący w stronę ekranu wóz; w tle rozkręca się znany wszystkim motyw muzyczny [tudum tudum tudum tututu dudum...]. W środku samochodu dostrzegamy dwie postacie - jedna to prowadzący auto T-Bag, drugą jest Michael. Knight ma minę nieszczęśliwego, zbitego psa. T-Bag usilnie próbuje znaleźć w radiu coś innego niż to cholerne "tudum dudum tudum tututu dudum", a w tym czasie KITT pyta: "Czy ten mężczyzna cię dręczy Michael?". Łza cieknie przez policzek Hoffa, kiedy Theodore Bagwell zagłusza troskliwy głos KITT-a, puszczając na cały regulator "Sweet Home Alabama".




"Tudum dudum tudum tututu dudum":

"Shake, shake...":

Gregory House vs Dexter Morgan

Dr Gregory House - tytułowy bohater serialu medycznego "Dr House". Cyniczny i gburowaty, ale w głębi serca czuły, geniusz diagnozy. Borykał się z uzależnieniem od przeciwbólowego środka - vicodinu, który łykał ze względu na swoją chorą nogę.

Dexter Morgan - specjalista od badania rozbryzgów krwi, pracownik komendy policji w Miami, a także seryjny zabójca, kierujący się pewnym kodeksem moralnym. By dać upust swojej żądzy krwi, a równocześnie nie czynić zła, Dexter morduje tylko najgorsze szumowiny. Jego ulubionym sposobem zabijania jest wbicie długiego noża w serce przywiązanej do stołu ofiary.

Drogi tych bohaterów raczej nie przecięłyby się, a nawet gdyby, to nie wydarzyłoby się w zasadzie nic ciekawego. Chyba, że zaistniałyby pewne sprzyjające okoliczności.

Wyobraźmy sobie Dextera, starszego o jakieś 15 lat niż ten w serialu. Jego mroczne instynkty stały się jakiś czas temu nie do opanowania, stracił rodzinę i zmienił się w samotnego łowcę, który zabija już z byle powodu.

Czas nie stał w miejscu także w przypadku House'a. Jego losy potoczyły się nieco inaczej niż możemy to obecnie oglądać w serialu. Opuszczony przez przyjaciół, stracił pracę, powrócił do vicodinu i przeniósł praktykę do podejrzanej, małej kliniki w Miami. Tam zarabia na życie wyciągając kule i zszywając podejrzanych typków.

Wyobraźmy sobie jeszcze, że Dexter trafia do tej kliniki z zapaleniem ucha (jak zwykle przewiał je, kiedy w nocy wypłynął na morze topić kolejny worek z trupami). Podczas rutynowego badania między panami dochodzi do scysji.

- Hej, panie, w oko chcesz mi wsadzić ten stetoskop? - krzyczy rozeźlony Dexter.

- Twoja matka nie narzekała - odpowie, już nie tak dowcipny jak kiedyś, House.

Ta rozmowa stanie się początkiem końca House'a, który na pewno wcześniej czy później trafi na stół Dextera. W końcu nie może przecież prędko uciekać...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje