Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,3
Bardzo dobry
Ocen: 6926
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Andrzej Szopa: Aktor kończy 70 lat

Zagrał w wielu lubianych serialach oraz filmach. Chociaż Andrzej Szopa był zwykle drugoplanową postacią na planie, potrafił zapaść w pamięć nawet najmniejszą rolą. Ostatni raz na ekranie można go było zobaczyć w filmie "Carte Blanche" z 2015 roku. Karierę aktora przerwała poważna choroba. O Szopie zrobiło się głośno jesienią zeszłego roku za sprawą fatalnych warunków, jakie panowały w domu opieki.

Mistrz drugiego planu

Andrzej Szopa urodził się 26 maja 1952 w Bydgoszczy. W 1977 roku ukończył Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Dwa lata później uzyskał dyplom. Na dużym ekranie zadebiutował pod koniec studiów niewielką rolą w filmie "Krótkie życie". W następnych latach grał w kilku produkcjach rocznie, ale były to głównie role na drugim oraz trzecim planie. Można było go zobaczyć m.in. w "Strachach", "Na kłopoty Bednarski", "Wielkim Szu" czy "Przed Odlotem". 

Występował również w wielu przedstawieniach teatralnych, głównie we wrocławskim Teatrze Polskim. Wiele osób zna doskonale głos aktora, który zajmował się również dubbingiem. Pod koniec lat 80. podkładał głos Diodakowi z "Kaczych opowieści". W 1988 roku zagrał w spektaklu telewizyjnym "Szalona lokomotywa" i zniknął. Andrzej Szopa zdecydował się bowiem wraz z rodziną wyjechać do Stanów Zjednoczonych, gdzie przebywał od 1987 do 1996 roku. W USA grywał w polskich teatrach. 

Reklama

Powrót do kraju i ryzykowna operacja

Po powrocie do kraju związał się z warszawskim Teatrem Kwadrat. Wrócił również na ekrany zaczynając od serialu "Z pianką czy bez". Później zagrał w wielu popularnych produkcjach m.in. we "Wszystkich pieniądzach świata", "Klanie", "Graczykach", "Lokatorach", "Samym życiu" czy "Kasi i Tomku". Dużą sympatię widzów zyskał dzięki roli Franciszka Piętaka z "Plebanii". Równocześnie rozwijał się jako aktor teatralny oraz dubbingowy. 

Jego karierę przerwała choroba. Od pobytu w Stanach zaczął mieć problemy z kręgosłupem, które kilka lat temu się pogłębiły. Andrzej Szopa zdecydował się przejść operację z Stanach Zjednoczonych. Niestety, nie powiodła się. W wyniku komplikacji został częściowo sparaliżowany. "W czasie operacji przyplątał się udar. W efekcie lewą stronę ciała miałem niesprawną. Teraz jest już lepiej" - mówił aktor kilka miesięcy później. 

W chorobie aktor mógł liczyć na wsparcie nie tylko bliskich, ale i osób z Teatru Kwadrat. Zorganizowano nawet specjalne przedstawienie w Ciechocinku, z którego dochód został przeznaczony na leczenie Szopy. Aktor nie poddawał się i walczył o powrót do sprawności. "Codziennie mi się śni, że spaceruję i biegam. Jest szansa, że za jakiś czas wstanę wreszcie z wózka i będę mógł normalnie chodzić oraz funkcjonować. To moje największe marzenie" - mówił wtedy w rozmowie z "Faktem". 

Skandal w Domu Aktora w Skolimowie

Z czasem stało się jasne, że Andrzej Szopa nie wróci już do pełni zdrowia. Poruszający się na wózku aktor wymagał całodobowej opieki. W końcu zdecydował się zamieszkać w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Nie chciał być ciężarem dla żony, która i tak ma już pod opieką dwoje starszych, schorowanych rodziców.

Z powodu pandemii małżonkowie nie widzieli się przez prawie rok. Gdy w końcu żona aktora, Izabela, odwiedziła do w ośrodku była przerażona warunkami, w których żyła Szopa. Opublikowała też wpis na Facebooku, w którym szerzej skomentowała sprawę. Napisała, że "nie jest w stanie ująć żalu i współczucia" oraz że "jest jej cholernie przykro i cisną się jej na usta ostre słowa".

"Tak mieszkał w czasie izolacji mój mąż, nie wiem jakie warunki mają w swoich pokojach pozostali pensjonariusze. Mam prawo jednak sądzić, że bardzo podobne. Pobyt w domu Artysty Weterana kosztuje 5900 złotych. Pozostawiam to bez komentarza! Cały sztab ludzi odpowiedzialnych (lekarzy, pielęgniarek, opiekunów itd..) za zdrowie podopiecznych i utrzymywanie porządku nie zwracał uwagi na warunki pokazane na zdjęciach. [...] Oczywiście że wysłałam w tej sprawie wszędzie e-mail, że ruszyłam niebo i ziemię, lecz boję się, że będzie to kolejne wydarzenie zamiecione "pod dywan" i w czasie czwartej, nadchodzącej fali pandemii za zamknięte przed bliskimi drzwi w Skolimowie wróci stary "ład". Bo tam ktoś wyraźnie zapomniał o szacunku należnym każdemu człowiekowi, a ciężko choremu, który już nie może sam o siebie zawalczyć, ten szacunek i opieka należą się szczególnie" - napisała kobieta na Facebooku. 

Mocne słowa gwiazdy "Klanu"

Do sprawy odniosła się również aktorka Elżbieta Panas, która nie szczędziła mocnych słów. Aktorka o skandal wokół domu opieki obwinia... prezesa Związku Artystów Scen Polskich, Krzysztofa Szustera, który objął schedę po zmarłym Pawle Królikowskim. Według aktorki Szuster "wyśmiewał darczyńców, którzy przekazywali telewizory" dla podopiecznych Domu Artystów Weteranów, "kpił z z pomocy w załatwianiu sponsorów" i nie tylko.

"Panie pełniący obowiązki prezesa ZASP Krzysztofie Szuster i pani Marleno Miarczyńska -prezesko Fundacji Domu Artysty Weterana Scen Polskich i pełnomocniku tegoż domu, skąd macie tyle w sobie obojętności, pychy , samolubstwa i cynizmu względem drugiego człowieka !? Ile jesteście jeszcze w stanie ludziom dokuczyć? Skąd u was takie pokłady pogardy i znieczulicy ?! To WY jesteście winni tego co widzimy na tych zdjęciach , które udostępniła zdruzgotana Małżonka naszego Kolegi Andrzeja Szopy ! Od miesięcy robicie wszystko, aby uniemożliwić i zniechęcić w wspieraniu naszych Kolegów i Koleżanek , mieszkańców Domu Artysty Weterana /DAW/ w Skolimowie!!! Najpierw dzielił pan - było to styczniu br - , panie Szuster na tych co MOGĄ być zaszczepieni i tych co NIE mogą być zaszczepieni choć prawo NA TO POZWALAŁO ! Zaszczepione osoby miały POMAGAĆ jako WOLONTARIUSZE w Domu Artysty Weterana BO BYŁY POWAŻNE KŁOPOTY KADROWE!!!! - PRACOWNICY BYLI CHORZY LUB NA KWARANTANNIE A CI CO POZOSTALI NIE WIEDZIELI W CO NAJPIERW RĘCE WŁOŻYĆ ... [pisownia oryginalna]" - napisała oburzona. 

Dyrekcja Domu Artystów Weteranów przez kilka dni nie komentowała tych zarzutów. W końcu głos zabrała Ewa Jagieła, dyrektorka placówki. "Panie odpowiedzialne za porządek sprzątają pokój raz w tygodniu. Łazienki sprząta codziennie wyznaczona ekipa. Sprząta się też wtedy, kiedy coś się wydarzy, wysypie, wyleje, sprzątają to na bieżąco. W domu jest 50 pensjonariuszy, a pań sprzątających jest cztery [...] U pana Andrzeja trzeba byłoby sprzątać co pół godziny, ponieważ niestety jego niepełnosprawność powoduje to, że bez przerwy coś wylewa, coś zrzuci, coś rozmazuje... Niestety jest to niemożliwe. W momencie, w którym się coś dzieje, panie sprzątające przychodzą, ale nie jest to natychmiast. Jeżeli chodzi o łóżko, to rzeczywiście była zdjęta jego boczna ściana, ponieważ pan Andrzej ją zepsuł" - tłumaczyła w "Super Expressie". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL