Korona Królów

Ocena
serialu
6,1
Niezły
Ocen: 1704
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Korona królów": Nie przejmuje się hejtem!

Chociaż praca na planie „Korony królów” nie jest łatwa, Marcie Bryle sprawia wiele radości.

W "Koronie królów" gra pani żonę Kazimierza Wielkiego. Rola królowej wymagała jakichś szczególnych przygotowań?

Reklama

- Cieszę się, że pracując nad postacią Anny Giedyminówny, dostałam możliwość wykreowania bohaterki, która jest zupełnie inna niż ja. Musiałam ciężko pracować, by nadać wiarygodności postaci - uczyłam się scen w języku litewskim, jeździłam konno, strzelałam z łuku oraz ćwiczyłam układy średniowiecznych tańców. Moja postać również z czasem się zmieni, nie będzie tak bardzo frywolna jak w pierwszych odcinkach, zatem zasada odpowiedniego poruszania się w strojach również mnie obowiązuje.

Wiąże pani z tą bohaterką nadzieje na przyszłość?

- Każda nowa rola, która daje mi pewien warsztat i doświadczenie w zawodzie, jest krokiem do przodu i takich kroków pragnę w swoim życiu zrobić naprawdę dużo. Dlatego mam nadzieję, że będzie to po prostu kolejny etap, który pozwoli mi się dalej realizować i robić to, co najbardziej kocham. A z doświadczenia wiem, że gdy się naprawdę lubi swoją pracę, to jest ona jak narkotyk - ciągły niedosyt sprawia, że chce się więcej i więcej.

Na planie wydarzyło się coś zabawnego?

- W trakcie kręcenia zdjęć miało miejsce już tyle śmiesznych i nieoczekiwanych rzeczy, że naprawdę ciężko je wszystkie zliczyć, ale najzabawniej jest podczas scen kręconych ze Sławkiem Orzechowskim, naszym serialowym kasztelanem Spytkiem. On ma wrodzony, niesamowity talent komediowy! Wystarczy, że opowie jakąś anegdotkę, a cała ekipa umiera ze śmiechu!

Niektóre opinie internautów o serialu nie były jednak zbyt pochlebne. Jak odnosi się pani do internetowych hejtów?

- Każdy ma prawo do własnej opinii. Hejt to hejt. Zawsze będzie. Ważne, by się nim nie przejmować i po prostu robić swoje!

Jednocześnie gra pani w "Na dobre i na złe". Rola Oliwii wymaga zapewne innych środków wyrazu. Jakich?

- Kiedy dostaję daną rolę, to staram się skupiać na problemach bohaterki i odpowiedzieć sobie na pytanie, co nią kieruje, że zachowuje się tak, a nie inaczej. Próbuję poznać i wczuć się w jej wnętrze, a potem ukazać towarzyszące jej rozterki i emocje na ekranie. Oliwia to z kolei zagubiona, choć bardzo ambitna dziewczyna. Aktor zawsze powinien bronić swojej postaci, dlatego staram się, by Oliwia mimo sytuacji, w jakiej się znalazła była pozytywną osobą.

Rozmawiał: Artur Krasicki


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje