Reklama

"Korona królów": Marta Bryła zmieszana z błotem! Czym podpadła hejterom?

Marta Bryła, czyli pierwsza żona Kazimierza III Wielkiego z „Korony królów”, wzięła udział w spocie jednego z kandydatów na urząd Prezydenta RP i... zalał ją hejt. Aktorka poskarżyła się w mediach społecznościowych, że po premierze clipu wyborczego dostała mnóstwo okropnych, nienawistnych wiadomości, a jeden z obserwujących ją na Instagramie „fanów” nazwał ją „totalnym zerem”!

Marta Bryła, choć jest jeszcze studentką wydziału aktorskiego wrocławskiej filii krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych, może się już poszczycić mnóstwem świetnych ról.

Popularność przyniósł jej udział w uwielbianych przez telewidzów serialach - "Na dobre i na złe", "Na Wspólnej", "Pierwszej miłości" i "Koronie królów".

Niestety, aktorka oprócz rzeszy wiernych fanów ma też spore grono... hejterów, którzy wykorzystują każdą okazję, by ją krytykować, a wręcz wyżywać się na niej.

27-letnią aktorkę od kilku dni oglądać możemy w spocie jednego z kandydatów na urząd Prezydenta RP.

Reklama

Nietrudno zgadnąć, że zwolennicy innych kandydatów wylali na jej głowę wiadra pomyj i zmieszali ją z błotem. Marta twierdzi, że hejt to dla niej nie nowość, bo od dawna ma z nim do czynienia...

"Wszystko zaczęło się, gdy wzięłam udział w projekcie "Korona królów". To była dla mnie pierwsza tak duża rola. Poznałam nowych ludzi, zdobyłam doświadczenie przed kamerą (...). Nagle, w jednej chwili, zaczęłam być postrzegana politycznie. Pisano o mnie i do mnie okropne wiadomości" - wyznała na Instagramie i dodała, że straszono ją nawet, iż nie będzie dostawała żadnych nowych ról, jeśli nadal będzie grać "u Kurskiego" i tym samym "mieszać się w politykę".

Marta Bryła nie kryje, że kiedy wcielała się w "Koronie królów" w Aldonę Annę Giedyminównę, wiele razy czytała o sobie, że jest "pisowską k...wą" i "córką Kurskiego".

Kiedy natomiast dołączyła do obsady "Na Wspólnej" i zaczęła się pojawiać na antenie TVN, ktoś oskarżył ją, że "sprzedała się Żydom".

- A ja jestem po prostu aktorką - twierdzi.

"Jeśli dana rola, dany projekt w jakiś sposób mnie intryguje, daje możliwość rozwoju, ciekawej, twórczej pracy, to decyduję się wziąć w nim udział" - napisała na Instagramie.

"Już nie jako aktorka, ale człowiek - Marta Bryła - mówię, że jestem przeciwna hejtowaniu, nienawiści, braku tolerancji i otwartości. Uważam, że wiele dobrego możemy zdziałać rozmową, wzajemnym szacunkiem, zrozumieniem" - dodała.

Marta Bryła zdaje sobie sprawę z tego, że udział w spocie wyborczym, co niektórzy nazywają "angażowaniem się w politykę", ściągnie na nią mnóstwo gromów.

Uważa jednak, że ma prawo do własnego zdania oraz własnych poglądów i nikt nie może jej tego prawa odebrać.

Agencja W. Impact

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje