Korona Królów

Ocena
serialu
6,1
Niezły
Ocen: 1801
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

​"Korona królów": Król został królem

To Mateuszowi Królowi, szerzej nieznanemu aktorowi, przypadła rola Kazimierza Wielkiego w serialu "Korona królów". 29-latek nie miał problemu z mieczem - te imitujące średniowieczne okazały się lekkie. Za to noszenie kostiumów jest męką - aktorowi jest w nich za gorąco.

Któż mógłby lepiej zagrać Kazimierza Wielkiego niż Król, Mateusz Król? Gdy ten absolwent łódzkiej filmówki dowiedział się, że wygrał casting do roli ostatniego władcy z dynastii Piastów, uśmiechnął się, nawet uznał to za znak. "Pomyślałem, że wyjście jest tylko jedno - trzeba to przyjąć" - mówi z nutą humoru. Aktor przyznaje, że jeszcze niedawno produkcje historyczne nie były w kręgu jego zainteresowań, ale praca przy "Koronie królów" rozbudziła jego ciekawość tym gatunkiem.Zdaniem Mateusza serialowy Kazimierz ma intuicję, nie wymądrza się. Ale jest porywczy. "Bez tej cechy osobowości nie byłoby króla" - uważa aktor. "To był świetny biznesmen - zostawił Polskę murowaną. Przydomek +wielki+ uzyskał dzięki niesamowitej charyzmie. Nie przez to, że był na pokaz charyzmatyczny, tylko że po prostu słuchał, miał w sobie to coś" - opisuje swojego bohatera.

Fakty są takie, że Kazimierz Wielki panował w Polsce w latach 1333-1370. Jako władca unormował stosunki z Czechami i Zakonem Krzyżackim. Jego głównym sojusznikiem na arenie międzynarodowej byli Węgrzy. Z ich pomocą w latach 1340-1349 przyłączył do Polski większą część Rusi Halicko-Włodzimierskiej. W polityce wewnętrznej doprowadził do kodyfikacji prawa, rozbudowy systemu obrony państwa oraz rozwoju miast. W 1364 roku ufundował Akademię Krakowską. Był ostatnim władcą z dynastii Piastów na polskim tronie. Swego dzieła nie zdołał przekazać własnemu dziedzicowi - cztery żony nie dały królowi męskiego potomka. Będąc ostatnim Piastem na tronie polskim, umierając w 1370 r., przekazał państwo spokrewnionej ze sobą dynastii andegaweńskiej.

Reklama

Wracając do Mateusza Króla, udźwignąć ciężar roli to jedno, a co z ciężarem miecza? "Miecze w tamtych czasach nie były ciężkie. Jest to fikcją. To nie były miecze, których nie było można podnieść. To po prostu byłoby bez sensu. Pędząc na koniu w galopie, wystarczyło mieć półtora czy dwukilowy miecz. Po prostu go wysunąć i ściąć komuś głowę" - stwierdza Król. Jak podkreśla, aktorzy walczyli świetne odwzorowanymi mieczami, które ważyły tyle, ile naprawdę ważyły dawniej miecze.

Sprawa ma się znacznie gorzej, gdy chodzi o wielowarstwowe kostiumy, które aktorzy noszą na planie. "Jest mi po prostu bardzo gorąco. Kostiumy są świetne, ale użytkowanie ich jest dużą męką. Tym, co było dosyć sprytnie wymyślone, było to, że faceci mieli rajtuzy, które mogli latem spuszczać, a zimą podciągać do góry" - mówi Król.

Mateusz Król od 2012 roku jest aktorem Teatru Współczesnego w Warszawie. Zagrał w polsko-szwedzkiej produkcji pt.: "Strawberry Days" w reż. Wiktora Ericssona. Film czeka na dystrybucję w Polsce, był prezentowany na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Karlovych Varach. Na małym ekranie pojawił się między innymi w serialach: "Ojciec Mateusz", "Na dobre i na złe".


Andrzej Grabarczuk


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje