Reklama

Kod genetyczny

Ocena
serialu
6,9
Niezły
Ocen: 145
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Kod genetyczny": Grzeszna namiętność

2 marca o godz. 21.30 na antenie TVN wystartuje nowy serial pt. "Kod genetyczny" z Karoliną Gruszką w roli uwikłanej w miłosny trójkąt Izy Berger. Nam aktorka opowiada m. in. o tym, dlaczego zdecydowała się zagrać kontrowersyjną postać, która nie dość, że szuka ucieczki w używkach i mocnych wrażeniach, to jeszcze wchodzi w dziki romans z Piotrem (Maciej Musiałowski), synem swego partnera Tomasza (Adam Woronowicz).

Rzadko gra pani w serialach. Co zatem spowodowało, że zdecydowała się wystąpić w "Kodzie genetycznym"?

Reklama

- Bo rzecz jest po prostu dobra. Scenariusz sprawnie napisany, historia ciekawa, nieoczywista, mocno wciągająca.

- W warstwie obyczajowej kontrowersyjna - jednakże bez banalnego skandalizowania, będąca raczej próbą opowiedzenia o ludzkich problemach z dużą dozą empatii, zrozumienia. Moje nastawienie do seriali znacznie zmieniło się, odkąd weszły one w ostatnich latach na nowy, wyższy poziom.

- Pasjami oglądam słynne zachodnie produkcje, które wyznaczają standardy, z przyjemnością widzę, że coraz częściej zaczynamy czerpać z tych szlachetnych wzorców. I w tym kierunku zmierza właśnie nasz "Kod genetyczny".

Kim jest pani bohaterka Iza Berger, jedna z trzech głównych postaci serialu?

Wielką tajemnicą. Zamkniętą w sobie, nieufną, szukającą ucieczki w używkach, mocnych wrażeniach. Nie wiemy, co się zdarzyło w jej życiu wcześniej, zanim ją poznaliśmy, jednak na pierwszy rzut oka widać, że zmaga sie a jakąś traumą z przeszłości i na siłę chce o czymś zapomnieć.

Nadzieję na to daje związek z Tomaszem (Adam Woronowicz), mężczyzną opanowanym,  przy którym kobieta może czuć się bezpiecznie?

W zasadzie tak. Oboje się kochają, chcą dobrze, ale mimo to, ta relacja nie jest do końca taka, jak być powinna. Pełno w niej niedomówień, pytań, które - nie wiedzieć czemu - nie padły, a w konsekwencji odpowiedzi. Niby ze sobą są, a jednak w związku Izy i Tomasza czegoś brakuje...

I wtedy na horyzoncie pojawia się Piotr (Maciej Musiałowski), syn Tomasza, z którym połączy ją ognisty romans...

- Myślę, że tego się moja bohaterka nie spodziewała.  Nagle okazuje się, że to właśnie, ta dzika, zakazana namiętność, grzeszna wręcz i nieakceptowalna, również przez nią samą, jest dla niej na tyle silnym bodźcem, że pozwala skutecznie  oddalić się od problemów, zgłuszyć złe myśli i dać ukojenie. Czy skutecznie i na długo? Zobaczymy.

Poza opowieścią obyczajową w serialu pojawia się też wątek  kryminalny?

Konstrukcja jest tak misterna, że jedno się z drugim zazębia i jedno wypływa z drugiego. Całości towarzyszy ogromne napięcie i duża liczba zmyłek - kiedy już wydaje się, że wszystko wiemy, nagle okazuje się, że rzeczy mają się całkiem inaczej, niż moglibyśmy się spodziewać i zaczynamy odkrywać całkiem nowe karty.

Gdzie serial był realizowany?

W Warszawie. W wynajętych mieszkaniach, klubach muzycznych, gdzie również były zdjęcia, na sali szermierki. Bardzo pomocny był reżyser, Adrian Panek, który z zasady daje aktorom dużo wolnej przestrzeni, lecz kiedy trzeba, potrafi jednym gestem, celną uwagą, sprawić, że nagle scena, która z jakichś powodów nie wychodzi, staje się taka, jak być powinna, przejrzysta, spójna. Wytworzyć klimat inspirujący dla aktora. Lubię taki styl pracy.

Czy miała pani jakąś specjalną charakteryzację do tej roli?

- W zasadzie nie, bazowaliśmy na moim naturalnym wyglądzie, poza mocniejszym, trochę mrocznym makijażem, adekwatnym do charakteru tej postaci. Tak sie składa, że w ostatnim czasie zagrałam w kilku innych produkcjach, są to m. in. film "Miasto" w reżyserii Marcina Sautera, "Śmierć Zygielbojma" Ryszarda Brylskiego czy w islandzkim obrazie, którego tytuł w oryginale brzmi "Gullregn", a po angielsku "The Garden", czyli "Ogród", w reżyserii Ragnara Bragasona. We wszystkich nich przenosiłam się w czasie i przestrzeni, co wymagało różnorodności kostiumów, fryzur, charakteryzacji. To samo mam teraz, na planie nowo powstającego serialu pt. "Dom pod dwoma orłami" w reżyserii Waldemara Krzystka, gdzie uosabiam postać od wczesnej młodości do wieku poważnego, co wymaga, rzecz jasna, wielu zmian. Dlatego z przyjemnością przyjęłam informację, że na planie "Kodu genetycznego" nie muszę ze sobą robić zbyt wiele, poza oczywiście aktorską grą, którą starałam się wyrazić wielowymiarową wrażliwość mojej bohaterki, w kontekście całości zdarzeń.

Co widz wyniesie z obejrzenia "Kodu genetycznego"?

- Na pewno sporo emocji i refleksji na temat związków międzyludzkich i motywów, jakimi się w życiu kierujemy. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach istnieje duży problem z uważnością na drugiego człowieka i trend do pobieżnego krytycyzmu - niewykluczone, że serial ten uświadomi wielu z nas, że to, co czasem wydaje się niesmaczne, niestosowne, a nawet karygodne w postępowaniu innych, może być w gruncie rzeczy podszyte ich słabościami, ograniczeniami, a nie złą wolą. Myślę, że to jest wartościowy przekaz.

Agencja W. Impact

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje