Reklama

Instynkt

Ocena
serialu
6,6
Niezły
Ocen: 121
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Rozwijam się dzięki przeszkodom

Jedna z najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia w 2006 roku uzyskała dyplom PWST w Łodzi. W ciągu dwóch lat otrzymała jedenaście nagród. Obecnie możemy ją oglądać w serialu kryminalnym "Instynkt", gdzie gra podkomisarz Olę Lewicką.

Co sprawiło, że przyjęła Pani rolę w serialu "Instynkt"?

Reklama

Świetna obsada i doskonały, nietuzinkowy reżyser Patryk Vega, który umie słuchać swoich aktorów.

Serial ma 13 odcinków. Każdy stanowi całość. Czy będzie kontynuacja?

- Liczymy na to, że serial spodoba się i powstanie druga część. Zdradzę, że nie wszystkie tajemnice zostaną odkryte w pierwszej serii.

Grała już Pani w serialu kryminalnym?

- To moje pierwsze doświadczenie, aczkolwiek kiedyś zagrałam epizod w "Kryminalnych".

Jak Pani przygotowywała się do roli w "Instynkcie"?

- Zaczęłam od czytania scenariusza. Jednak w tym przypadku jest trochę trudniej, bo scenariusz cały czas powstaje. Z każdym odcinkiem odkrywam kolejne jego zawiłości, poznaję tajemnice. Na planie są też z nami prawdziwi policjanci. Bardzo nam pomagają.

Jaka jest Pani bohaterka, podkomisarz Ola Lewicka?

- Ola jest osobą wrażliwą, dobrą, trochę nieprzystosowaną do brutalnej rzeczywistości policyjnej. Jest najmłodsza z całej ekipy, a mimo to jako pierwsza dogrzebie się do tajemnicy Anny Oster. Wtedy diametralnie się zmieni, stwardnieje. Lewicka pochodzi z bardzo dobrego domu. Rodzice są prawnikami, którzy często bronią kryminalistów. Córka na przekór im postanowiła wstąpić do policji. Tu ujawnia się jej mocny charakter. Do wszystkiego dochodzi sama i chce być dobra w tym, co robi.

Martwi się Pani czasem, że nie poradzi sobie z jakąś rolą?

- Zawsze mam takie obawy. Jeśli przestanę je mieć, pożegnam się zawodem aktorki, bo to będzie oznaczało, że brakuje mi pokory, a bez niej nie można dobrze tworzyć. Każda nowa rola to zastrzyk adrenaliny, a przeszkody powodują, że postać się rozwija. Sprawiają, że trzeba wkładać w pracę nad postacią mnóstwo siły i energii. Należy więcej wiedzieć, rozumieć, nauczyć się okazywać empatię.

Każdy aktor marzy o występach na deskach teatru. Pani miała szczęście i od razu po studiach dostała angaż w Teatrze im. S. Jaracza w Łodzi...

- Tak, to prawda. Jeszcze na studiach zagrałam tam wiele cudownych ról. Teatr to trzon tego zawodu.

Ma Pani wykształcenie muzyczne. Od trzynastego roku życia uczyła się Pani gry na skrzypcach. Skąd pomysł, by zostać aktorką?

- Myślę, że to cały czas tkwiło we mnie. Nie było żadnego przełomowego momentu, po prostu podjęłam taką decyzję.

Aktorstwo wiąże się z rywalizacją. Czy spotkała się Pani z nieprzyjemną stroną swojej profesji?

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ponieważ takie myśli blokują człowieka w jego rozwoju. Trzeba skupiać się na roli, na danym projekcie, ale także znaleźć sobie azyl, żeby zawód nie stał się całym naszym światem - bo potrafi on mocno człowiekiem zawładnąć.

Gdzie wobec tego znajduje Pani swój azyl? Co lubi robić w wolnych chwilach?

- Uwielbiam zwiedzać świat. Kiedy np. wyjeżdżam do Azji, to po powrocie do Polski potrafię zdystansować się do swoich problemów i już nie są takie straszne, jak się wydawały wcześniej. Mądrzy ludzie mówią, że jedna daleka wyprawa zastępuje kilka lat nauki na uniwersytecie, tyle nabiera się doświadczenia. Zgadzam się z tą opinią. Podziwiam też emigrantów za to, że odważyli się spróbować żyć na nie swoim gruncie.

Pamięta Pani przesłanie swojego profesora Jana Machulskiego?

- Tak. Mówił on do studentów: "Bądźcie orłami, nie zniżajcie lotów".

Rozmawiała Halina Warchulska-Karolczak.

Dowiedz się więcej na temat: Marieta Żukowska | Majka | Londyńczycy | M jak miłość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje