Reklama

Grey's Anatomy

Chirurdzy

Ocena
serialu
8,5
Bardzo dobry
Ocen: 804
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Finał od kuchni

Nie ma wątpliwości, że producentka Shonda Rhimes jest mistrzynią w pisaniu doskonałych i pełnych niespodziewanych zwrotów akcji finałów. Mogli się o tym przekonać wszyscy fani "Chirurgów", którzy obejrzeli finał szóstego sezonu. W ostatnim odcinku szalony bandyta sterroryzował szpital Seattle Grace.

Jego emisję obejrzało aż 15 mln widzów, którzy przez cały czas żyli w niepewności, czekając na dalszy bieg wydarzeń. Kiedy opadło całe napięcie, okazało się, że jesteśmy świadkami śmierci dwóch postaci i tragicznego poronienia.

Reklama

Bez wątpienia, ostatni odcinek, przyniósł ogromne zaskoczenie, ale również pozostawił niedosyt oraz liczne pytania dotyczące tego, czego byliśmy świadkami.

Producentka serialu, Shonda Rhimes, zdradziła, iż ona sama czuła zdenerwowanie związane ze zbliżającym się finałem. Nie była pewna tego, jak widzowie przyjmą zaproponowaną przez nią fabułę, w której uśmierconych zostaje dwóch bohaterów.

- Czułam, jakby to była emocjonalna jazda dla wszystkich widzów, ale chciałam zrobić z ostatniego odcinka, coś na wzór samodzielnego filmu i myślę, że mi się to udało - tłumaczy Rhimes.

Jednym z najbardziej zaskakujących wydarzeń finału, było poronienie Meredith.

Shonda, szybko jednak wyjaśniła, że tylko takie rozwiązanie było prawidłowe, gdyż w innym wypadku w ogóle nie mogłaby być ona w ciąży na początku odcinka. Dlaczego jednak producentka, zaplanowała tragiczne rozwiązanie losów Meredith? Jak sama twierdzi nigdy nie chodziło jej o samą ciąże, ale o bohaterkę. Wizja posiadania dziecka, miała tylko ukazać, jako bardzo Meredith jest szczęśliwa z faktu, że już wkrótce będzie matką oraz to, jak bardzo potrafi walczyć o to szczęście.

- W momencie, kiedy Meredith dowiaduje się, że może poronić, chce za wszelką cenę uratować dziecko. W pewnej chwili uświadamiamy sobie jej heroiczną walkę. Jeśli nie ukazalibyśmy tej sceny, wówczas historia Meredith nie byłaby nic warta - wyjaśnia Rhimes.

Kolejnym przełomowym momentem związanym z postacią Meredith, było wyrzucenie pozytywnego testu ciążowego. Ta symboliczna scena miała ukazać utracone marzenia, które jeszcze na początku dnia były w zasięgu ręki.

- Uważam, że nie wiemy, ja bardzo czegoś chcemy, dopóki tego nie stracimy. W ostatnim odcinku, Meredith uświadomiła sobie, jak bardzo chce być z Derekiem, jak bardzo chce być jego żoną, a także jak bardzo chce mieć dziecko - wyjawia producentka.

Równocześnie zdradza, że to jeszcze nie koniec historii Meredith, Derek'a oraz... ich dziecka. Tym samym, Shonda Rhimes, dała nam nadzieję, że jeszcze tych dwojga może być szczęśliwymi rodzicami w kolejnym sezonie.

Aby jednak ostudzić zapał, wszystkich fanów serialu, którzy już rozpaczają po jego zakończeniu, musimy uprzedzić, że producentka nie planuje jeszcze siódmego sezonu. Jedynym krokiem, który mógłby świadczyć o posunięciu się naprzód, to przeglądnięcie ponad czterdziestu scenariuszy z propozycjami na nową fabułę.

Jeśli jednak przyjmiemy optymistyczną wersję i założymy, że już wkrótce pojawią się szczegółowe plany dotyczące przyszłego sezonu, jego producenci będą musieli stanąć przed nie lada wyzwaniem.

Jednym z nich będzie niewątpliwie powrót Meredith do siebie, po tak traumatycznych wydarzeniach.

- Żartujemy sobie, że jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to scenarzyści mają już wiele różnych pomysłów. Jednym z nich jest nieszczęśliwe dzieciństwo Meredith, dzięki któremu jest ona lepiej przygotowana do tego, co ją spotkało niż ktokolwiek inny - tłumaczy Shonda Rhimes.

Kolejną niewyjaśnioną oraz nurtującą nas zagadką, związaną z zakończeniem sezonu jest śmierć Reed oraz Charles.

- Uśmiercenie tych dwóch osób, było równocześnie łatwe i trudne. Z jednej strony chciałam, żeby ludzie dobrze się czuli z ich osobowościami, ale z drugiej strony chciałam również pozbyć się osób, które ledwo znaliśmy - wyjaśnia Rhimes. Producentka wyjaśniła również , że jedyną prawdziwą śmiercią i stratą było poronienie Meredith.

Ostatni odcinek sezonu, był również nawiązaniem do przeszłości, a także do tych postaci, które mimo zasmuceniu widzów, odeszli z serialu. Jedną z nich jest niewątpliwi Izzie, do której w ostatnim odcinku dzwonił Alex.

- Bardzo chciałam znaleźć sposób na to, by ukazać, jak bardzo Alexowi brakuje Izzie. Wydawało mi się, że to wzruszający moment, gdy on leżąc na stole umiera i dzwoni właśnie do niej - tłumaczy Rhimes.

Oprócz skomplikowanych losów bohaterów, wiele kontrowersji w ostatnim odcinku wzbudził nie tyle sam atak bandyty, ile postawa ochroniarzy szpitala, którzy w odczuciu widzów, tylko ułatwiali mu zadanie. Producentka szybko jednak wyjaśniła, że wbrew pozorom nie była to jedynie czysta fikcja, gdyż takie rzeczy zdarzają się również w rzeczywistości. Przekonuje, że trudno jest pięciu ochroniarzom strzec, tak ogromnego budynku, jakim jest szpital.

Zaskakującym faktem, była również nieobecność Ben'a w ostatnim odcinku. Sama Rhimes, zdradziła jednak, że nie ma w tym żadnego drugiego, ukrytego dna. Po prostu, jak sama stwierdziła, nie miała już czasu żeby zastanawiać się nad jego wątkiem, dlatego najlepszym rozwiązaniem, było najzwyczajniej nie przyjście Ben'a do pracy.

Niewątpliwie wielu fanów zastanawia się, czy w przyszłym sezonie zobaczą jeszcze Sarę Drew oraz Jesse'ego Williamsa. Jak się dowiedzieliśmy, nie ma jeszcze oficjalnych postanowień dotyczących tych dwóch postaci. Shonda Rhimes nie ukrywa, ,że chciała by zachować te dwie postacie w serialu.

Na pewno jednak będziemy mogli śledzić dalsze losy Christiny oraz Owen'a. Kiedy już wydawało się, że tych dwojga będzie szczęśliwych, ona z nim zerwała.

- Starałam się, żeby mogli być razem, ale inni moi doradcy stwierdzili, że tak będzie lepiej - wyjaśnia Shonda.

Shonda Rhimes, przyznała, że obawiał się reakcji ludzi, na tak traumatyczne zdarzenia, które miały miejsce w ostatnim odcinku.

- Kiedy szpital nagle zamienia się w miejsce zbrodni, wszyscy stoją w obliczu życia albo śmierci. Wszystko, w co do tej pory człowiek wierzył, czuł, cała jego historia, nagle znika - wyjaśnia producentka.

Również podkreśla, że jedynym pozytywnym akcentem takiego zakończenia jest możliwość rozpoczęcia następnego sezonu od dowolnego momentu historii oraz stanu emocjonalnego bohaterów. Prawie wszystko może się jeszcze wydarzyć…

W związku z tym nie pozostaje nam nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i czekać na kolejny sezon, który na pewno będzie dla nas kolejnym zaskoczeniem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje