Reklama

Beverly Hills, 90210

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 343
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Beverly Hills, 90210": Brenda Walsh była królową dramatu

"Beverly Hills, 90210" to serial z tych, które się nie starzeją z wiekiem. Oglądają go następne pokolenia, a on tak samo trafia do ich serc. To on uczynił z dnia na dzień 19-letnią Shannen idolką nastolatków na całym świecie. Dziś, specjalnie dla Was aktorka wraca wspomnieniami do roli Brendy i szalonych lat 90.

Zacznijmy od początku. Jak dostałaś rolę Brendy Walsh?

Reklama

- Z przesłuchania, na które trafiłam dzięki Tori Spelling. Widziała mnie w filmie "Heathers" i doradziła ojcu, żeby zaprosił mnie na casting.

Czy wówczas sądziłaś, że "Beverly Hills, 90210" okaże się takim hitem?

- Owszem zdawałam sobie sprawę, że robimy coś oryginalnego, że nie będzie to kolejny serialik dla młodzieży. Czułam jego potencjał, ale nie wiedziałam, że będzie aż tak dobrze.

Jak myślisz, w czym tkwi jego fenomen?

- Myślę, że jego siłą napędową był realizm. Pokazywaliśmy i mówiliśmy prawdę. Kiedy produkujesz serial, chcesz, żeby był ciekawy i przyjemny dla widza, ale nie możesz zapominać o tym, że musi on mu być mu też bliski. "BH, 90210" miało w sobie to wszystko.

Z dnia na dzień stałaś się idolką młodzieży na całym świecie...

- Myślę, że wówczas nie zdawałam sobie sprawy z tej odpowiedzialności. Sama dorastałam, sama szukałam swojego miejsca na ziemi. Wstawałam rano i żyłam, nie myśląc o przełożeniu, jakie to miało na fanów serialu. Odpowiedzialność pojawia się z wiekiem. 

A jak poradziłaś sobie z mediami, które zaczęły śledzić Twój każdy krok?

- To był dla nastolatki totalny szok. To jest coś, do czego nigdy się nie przyzwyczaję. Mimo tylu lat w show-biznesie nadal mi to doskwiera. Wiele rzeczy o mnie mówiono, pisano, szczególnie w tamtym okresie. I nie były one prawdziwe. Przerażała mnie stała obecność "na językach", moje zdjęcia z życia prywatnego, które tylko były punktem wyjścia do kolejnych plotek.

Teraz chyba jest jeszcze gorzej. Pojawił się Internet, w którym nic nie ginie...

- I tak, i nie. Internet daje też możliwość bycia w kontakcie z fanami. Możesz szybko zareagować na kłamstwo i napisać na Facebooku czy Twitterze: "To wierutna bzdura!".

Wróćmy jeszcze do serialu. Oglądasz powtórki?

- Nie. Jakiś czas temu skakałam po kanałach i natrafiłam na niego. Wyłączyłam po paru minutach. Nie znoszę oglądać siebie na ekranie!

Czy tęsknisz za czymś z tamtego okresu?

- Nie! Fryzury, moda były okropne. Nie lubię siebie wizualnie z tamtych lat. Jeśli chodzi o życiowe sprawy... Na pewno miało miejsce wiele fajnych momentów, ale nie wracam do nich myślami. Żyję teraźniejszością!

Brenda kochała Dylana, a Shannen była fanką...

- Shannen nie była zakochana w nikim. Nie wierzcie tabloidom! (śmiech)

Jakieś wspomnienia z planu? Miłe, niemiłe, straszne...

- Z pewnością było ich wiele. Ale takie rzeczy pozostawiam tylko dla siebie i drugiej strony. Nie lubię się dzielić swoim życiem prywatnym, dlatego też nigdy nie wydam wspomnień czy nie udzielę chwytliwego wywiadu.

Nie żal Ci, że Brenda wyjechała z Beverly Hills zaledwie po 4 sezonach?

- Nie. To była nasza wspólna decyzja - moja i Aarona Spellinga. Grając Brendę, bawiłam się, ale nadszedł czas, żeby ruszyć dalej. Podobało mi się rozwiązanie jej wątku. To była słuszna decyzja. Nawet jeśli kiedyś w nią wątpiłam. W moim życiu wszystko się dzieje po coś i tak było też wtedy.

Po latach wróciłaś do West Beverly High. Jak się czułaś?

- Wspaniale! Scenarzyści pracowali ze mną, układając historię Brendy w "90210". Słuchali i korzystali z moich pomysłów. Opowiedzieliśmy przyszłość Brendy, która wyjechała, żeby spełniać swoje marzenie o aktorstwie i wraca teraz jako uznana aktorka teatralna. Mimo sukcesów ma też swoje problemy osobiste, o których mało kto wie. Czułam się niesamowicie, mogąc to opowiedzieć. Poza tym z Jennie świetnie bawiłyśmy się na planie!

Zagrałaś w dwóch serialach Spellinga. Jak wspominasz "twórcę hitów"?

- Myślę, że stanowiliśmy zgrany zespół. Mieliśmy tę nić porozumienia, która daje efekty w pracy. Wszystko, co wymyślił, było czymś. Miał wizję, miał pomysły, wyprzedzał pokolenia. Miał ten zmysł, który podpowiadał mu, w którym kierunku iść, jak dotrzeć do widza. Jestem przekonana, że gdyby żył, robilibyśmy właśnie kolejny serial.

Shannen wybiera... Prue Halliwell czy Brenda Walsh?

- Zdecydowanie Prue. Była typową, fajną kobitką. Pracowała, miała swoje życie, obowiązki. To była odświeżająca rola. Brenda... była królową dramatu. Wszystko musiało się kręcić wokół niej.

Co różni Shannen dziś od tej z czasów "BH, 90210"?

- Ogromnie dużo. Shannen w 2014 r. jest dojrzałą kobietą z bagażem doświadczeń. W latach 90. wszyscy widzieli we mnie Brendę, co było zupełnie nieadekwatne. Nigdy nie przypominałam jej ani w sposobie ubierania, zachowania czy myślenia.

Dbasz o prywatność. Ale w 2012 r. zgodziłaś się wystąpić w reality show "Shannen says"...

- W "Shannen says" fani mogli podejrzeć odrobinę mojego życia. Poznać mnie lepiej. Ale nadal jest część Shannen, której ludziom nie pokazałam. Zna ją tylko mój mąż, moja mama, moi najbliżsi. Od samego początku ustaliłam granice. Często mówiłam: wycinamy, tego nie pokazujemy, to jest zbyt prywatne. Nie poszłam na żaden kompromis!

Grasz, produkujesz i reżyserujesz. W której z tych ról czujesz się najlepiej?

- To z serii trudnych (śmiech). To zależy od sytuacji. Często rozważałam, czy jestem gotowa porzucić aktorstwo i czasami czułam, że nadszedł ten moment. Ale nie... Tęskniłam za pracą przed kamerą. Aktorstwo to moja pasja, wielka miłość, z której nie potrafiłabym zrezygnować na zawsze. Zwłaszcza, gdy trafiają ci się niesamowite role. A reżyseria... Uwielbiam obserwować proces powstawania, sklejania w jedną spójną całość, nadzorować. Jesteś jak kapitan na statku. Od ciebie zależy, czy teatrzyk zagra. Kocham obie rzeczy całym sercem.

Czy Shannen Doherty jest spełnioną i szczęśliwą aktorką oraz kobietą?

- Tak, jestem szczęśliwa. Nie lubię mówić, że spełniłam się i zrealizowałam swoje marzenia, bo uważam, że człowiek powinien cały czas do czegoś dążyć, a nie spoczywać na laurach. Ale z radością patrzę na to, co osiągnęłam i na jakim etapie zawodowym teraz jestem. Robię to, co kocham. Prywatnie jestem żoną, przyjaciółką, córką. Cały czas doświadczam nowych rzeczy. Więc tak, mogę stwierdzić, że Shannen jest w 100% spełnioną kobietą i artystką.

Rozm. Marcin Godlewski  

Dowiedz się więcej na temat: Beverly Hills | Shannen Doherty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama