"Za głosem serca": Gdy telefon milczy...

Nie należą do grona gwiazd, którym kontrakty zapewniają gażę: nawet gdy nie pracują. Kiedy więc nie ma roli, szukają innego sposobu, by zarobić na życie i rachunki.

Alejandra Procuna ("Za głosem serca") została jedną z ofiar kryzysu, który ostatnio zajrzał w oczy meksykańskiej Televisie. W styczniu, po 25 latach, aktorka straciła ekskluzywny kontrakt. - To był kubeł zimnej wody. Poczułam się jak sierota. Zostałam na lodzie. Pytałam siebie: "Co ja teraz zrobię?", "Za co będę żyć?" - wyznała ostatnio reporterowi "TV Notas", siedząc za kierownicą... taksówki!

Reklama

- Nie miałam wyjścia, musiałam się wziąć w garść oraz znaleźć pracę. Taryfa była pierwszą opcją, która przyszła mi do głowy - dodała. Mija trzeci miesiąc, od kiedy 47-letnia Alejandra zaczęła wozić pasażerów. - Byłam, jestem i zawsze będę aktorką. Czekam na oferty od różnych stacji. Choć nie sądzę, że się pojawią. W międzyczasie jednak zarabiam pieniądze, by mieć na utrzymanie - wyznaje.

Ile licznik nabije

Jakiś czas temu media latynoskie donosiły, że podobny sposób na życie i opłacenie rachunków znalazł Pablo Azar ("Odmienić los"). 35-letni aktor związany z amerykańskim Telemundo jako jeden z niewielu opowiedział szczerze o niedoli zawodu aktora pracującego za granicą.

- Ludzie myślą, że jesteśmy milionerami, rozbijamy się Ferrari i żyjemy w Beverly Hills. A tymczasem 80 proc. latynoskich aktorów pracujących w USA nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, stałej miesięcznej pensji, procenta od emisji. Mamy jedynie płacone za dni pracy przed kamerą - zdradził kilkanaście miesięcy temu w rozmowie z "The New York Times Es".

Jak sam przyznał, początkowo próbował wyżyć ze sztuki. Sprzedawał swoje obrazy, t-shirty z własnymi grafikami i dawał dzieciom lekcje malarstwa. Niestety, zainteresowanie zmalało, a życie kosztowało. I tak siadł za kierownicą taksówki.

- Na  początku byłem zawstydzony, że jeżdżę. Zwłaszcza kiedy ludzie rozpoznawali mnie i robili sobie zdjęcia lub kręcili filmiki. Z czasem potraktowałem to doświadczenie jako lekcję pokory oraz mój rozwój jako człowieka - podsumował w innej rozmowie.

Kolejnym, który ostatnio dołączył do grona aktorów-taksówkarzy, jest wenezuelski amant telenowel Ricardo Alamo ("Moje trzy siostry"). Jakiś czas temu ze względu na sytuację w ojczyźnie, wraz z rodziną wyemigrował do Miami. Tu, w oczekiwaniu na propozycje, śladem swoich kolegów po fachu został prywatnym taksówkarzem.

- Żadna praca nie hańbi. Chwilowo propozycji brak, a mam rodzinę na utrzymaniu, więc muszę działać - skomentował sprawę sam zainteresowany.

Opcja druga

Nie za kierownicą, ale w salonie fryzjerskim swoje miejsce znalazł z kolei 35-letni Mauricio Meija ("Dzikie serce").

- Zanim zdecydowałem się na aktorstwo, ukończyłem studium wizażu w Hiszpanii. To zawsze była moja pasja. Teraz to jej się oddaję. Jeśli pojawią się propozycje aktorskie, to je rozważę - wyznał dwa lata temu w "TV Notas" w rozmowie, w której oficjalnie przyznał się do swojej orientacji, dodając bez ogródek, że fakt, iż jest gejem, wpłynął na to, że producenci seriali o nim zapomnieli.

Na... godziny

Z kolei drugoplanowy gwiazdor telenowel meksykańskich lat 90., Daniel Gauvry ("Maria z przedmieścia" czy "Camila") ostatni raz na ekranie gościł w 2005 r. w "La Esposa Virgen". Od tego czasu jego kariera stanęła w miejscu, nie licząc kilku sztuk teatralnych.

Z uwagi na brak ofert oraz rosnącą przestępczość w stolicy kraju, w 2011 r. aktor zdecydował się na przeprowadzkę do nadmorskiego Acapulco. Tam znalazł nowy sposób na życie, z dala od show-biznesowego blichtru. Jak napisało w listopadzie 2013 r. "TVyNovelas", 57-letni Daniel rozpoczął karierę... masażysty erotycznego, który swoim klientom oferuje relaks ze "szczęśliwym finałem".

MG

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje