Uwielbia rządzić facetami!

By przekonująco zagrać podkomisarz Brendę Johnson, Kyra Sedgwick uzależniła się od programów o detektywach sądowych i agentach FBI. By ukoić tęsknotę za rodziną, objada się ulubionymi czekoladkami.

Przez lata aktorka odrzucała propozycje głównych ról w serialach. Tymczasem dość szybko zgodziła się zagrać panią podkomisarz.

Reklama

- Zakochałam się w Brendzie Johnson już podczas czytania scenariusza odcinka pilotowego. W dodatku ta moja miłość rośnie z sezonu na sezon. Brenda jest absolutnie wyjątkową osobą. To mistrzyni przesłuchiwań, która umie też słuchać. Obydwie umiejętności opanowała do perfekcji, więc każdego przestępcę potrafi zmusić do przyznania się do winy.

Jest adwokatem ofiary i jej rodziny. Ale przede wszystkim to kobieta, która żyje w męskim świecie, musi tym facetom wydawać rozkazy i egzekwować ich wykonanie. W tym też jest dobra, nawet bardzo dobra - tłumaczy swoją decyzję.

W obsadzie dominują mężczyźni, ale aktorka przekonuje, że współpracuje się jej z nimi wspaniale.

- Uwielbiam tych facetów, a jeszcze bardziej uwielbiam nimi rządzić. Dorastałam z dwoma braćmi i wiem, jak to jest być jedyną dziewczyną.

Nauczyłam się walczyć o swoje, więc przed pierwszym dniem zdjęciowym przypomniałam sobie, jak to się robi, a później już tylko udoskonalałam metody. Świetnie się bawię, ustawiając w szeregu tych potężnych facetów. I nie przeszkadza mi, gdy nazywają mnie: 'Mamuśka' - śmieje się.

Artystka bardzo długo przygotowywała się do roli.

- Przeczytałam kilka podręczników na temat metod przesłuchiwania, ale najwięcej wiedzy dały mi programy Discovery Channel. Dzień zaczynałam od spotkania z 'Detektywami sądowymi', a kończyłam kolejną sprawą 'Z akt FBI' - opowiada.

Sedgwick wyznaje, że nawet po pięciu latach w skórze podkomisarz Johnson, wciąż nie ma ochoty powiedzieć: 'Dość! Zmęczyła mnie ta rola'.

- Absolutnie nie jestem zmęczona Brendą. Powiem więcej: im dłużej ją gram, tym lepiej ją rozumiem. Z sezonu na sezon coraz głębiej i głębiej wnikam w jej osobowość. No i staję się lepszą aktorką. Bardziej otwartą, zdolną do dostrzegania najmniejszych niuansów, do zaskakiwania samej siebie - tłumaczy.

Aktorka twierdzi, że nie spodziewała się aż takiego dużego sukcesu serialu.

- Myślę, że cała ekipa liczyła na sukces, ale nikt nie zakładał, że nasz serial będzie nr. 1 wśród produkcji telewizji kablowych. Pamiętam, z jakim niepokojem czekałam na rankingi oglądalności. Niby wiedziałam, że telewidzowie dostali naprawdę dobry serial z ciekawą główną bohaterką, ale bałam się, czy polubią mnie w roli Brendy - wspomina.

Gwiazda przyznaje jednak, że sukces jej serialu ma słodko-gorzki smak.

- Sześć miesięcy w roku spędzam z dala od rodziny. Zdjęcia kręcimy w Los Angeles, a mój dom jest w Nowym Jorku.

Gdy zaczynamy zdjęcia do odcinków kolejnych serii, z jednej strony cieszę się, bo znów mogę pracować z J.K. (Simmonsem - gra Willa Pope'a - przyp. red.) czy Jonem (Tenneyem - gra Fritza Howarda - przyp. red.), ale z drugiej cierpię, bo w Nowym Jorku zostawiam męża i dzieci. Kilka pierwszych tygodni jest naprawdę ciężkich - podsumowuje.


Z Kyrą Sedgwick rozmawiała A. E. Święcicka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje