Reklama

Och, Sheldon

Pamiętam pierwszy sezon, kiedy jeszcze zachowywałeś się jak ten przysłowiowy nerd, a nie jak skrajny socjopata. Kiedy sam jeszcze potrafiłeś używać sarkazmu, rozmowa z Leonardem nie zawsze sprawiała ci przykrość, a teksty "jacy wy wszyscy jesteście tępi" potrafiłeś zachować dla siebie. Udawało ci się nawet powiedzieć jakiś śmieszny żart czy one-linera.

Reklama

Twoje przyzwyczajenia względem miejsca na kanapie, porannych rytuałów i pukania były odrobinę dziwne, ale jednak ujmujące. Każdy przecież ma jakieś dziwactwa - śpi z nogami zawiniętymi w kołdrę, jedzenie gryzie określoną ilość razy i nawet ma swoje ulubione miejsce siedzące w autobusie.

Teraz jesteś nie do zniesienia. Powoli to narastało, szczególnie gdy znalazłeś sobie Amy. Bo najwyraźniej nie potrafisz okazać cieplejszych uczuć nawet osobie, która wyłazi dla ciebie ze swojej dziwnej skorupy. Czemu znoszą cię jeszcze twoi jedyni przyjaciele? Nie jesteś dla nich miły, oczekujesz od nich przysług, ale nie obchodzą cię ich sprawy, a kiedy przychodzą do ciebie z problemami, otwarcie przyznajesz, że masz to gdzieś. Interakcji społecznych uczysz się z podręczników albo internetu i potrafisz zatruwać ludziom życie tak długo, aż kończysz z sądowym zakazem zbliżania się. Nie szanujesz niczyjej pracy (tutaj zarówno Amy, jak i twórcy serialu "Alphas" w scenie po napisach), bo wszyscy są zbyt mierni, by ci dorównać.

Padłeś ofiarą tego samego syndromu, który dotknął Joey'a Tribbiani z "Przyjaciół". Ktoś wziął twoją najbardziej charakterystyczną cechę, rozdmuchał ją do granic możliwości i chyba nie ma jeszcze zamiaru przestać. Joey pod koniec swojego serialu stał się kompletnym idiotą, chociaż na początku był uroczym i sprytnym kolesiem, który miał proste potrzeby, ale nie zachowywał się jak kilkuletnie dziecko. A ty, Sheldon, zostałeś egocentrycznym chamem. 

I szkoda mi cię. I szkoda mi Amy, chociaż na początku jej nie lubiłam. I szkoda mi twojego serialu, chociaż sam z siebie przestał być już śmieszny jakiś czas temu. 

Szkoda tym bardziej że ten odcinek traktował o tym, co jest mi bardzo bliskie - pasjonowaniu się czymś i dzieleniu się tym z najbliższymi. A że akurat były to seriale, że wymieniałeś tytuły, które są mi znane, to chciałam się cieszyć bardziej. Ale jak, skoro znowu wszystko musiało skupić się na tobie i twoich irytujących dziwactwach? Penny miała coś na kształt objawienia względem swojego życia, z którego nie była do końca zadowolona. Raj w końcu odnajduje kogoś, przy kim czuje się dobrze. Te wątki jednak zupełnie straciły znaczenie, stały się tylko wypełniaczem, bo ty miałeś swoje domino i pajaca z pudełka.

Żródło: seryjnie.blogspot.com

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje