"Romans, który mógłby wybuchnąć"...

-Nie, nie mogę...dlaczego moje serce płata mi takiego figla? Jane/Janka zamknęła oczy po czym uwolniła się z ramion mężczyzny, którego pokochała , a który wiedziała, że był dla niej tylko marzeniem...

Wszystkie kłopoty finansowe prysły niczym bańka mydlana za sprawą rodziny odnalezionej po tylu latach. Minęło juz kilka miesięcy odkąd młoda dziewczyna z Ameryki mająca polskie korzenie , z wielkiego świata znalazła się w cudownej miejscowości Grabina.Niespodziewanie dla samej siebie odnalazła tam nie tylko rodzinę i przyjaciół ale przede wszystkim miłość swojego życia ,która nagle zapukała do drzwi jej serca....

Reklama

Nastała zima, piękny czas , w którym serca wszystkich łączą się w jedno. Jane/Janka mieszkająca ze swym wujem oraz ciotką w Grabinie przygotowywała świąteczne posiłki gdy dostała telefon.

-Już po wszystkim? i jak ona się czuje? Zapytała Jane/Janka...

-To wspaniale tak się cieszę..- z oczu dziewczyny popłynęły łzy szczęścia...

-Co się stało kochana? czemu płaczesz?... - Spytał zaniepokojony Lucek z troską wpatrujący się w dziewczynę.

-Dzwonili ze szpitala, z moją siostrą już wszystko w porządku. Operacja się udała - Odrzekła szczęśliwa Janka...-Dziękuję Ci wujku , dziękuję całej rodzinie za sfinansowanie tej operacji.. do końca życia będę wam wdzięczna...

-To nie nasza zasługa Janeczko , nie nasza ..-odpowiedziała równie uradowana wiadomością Barbara...-To wszystko dzięki Andrzejowi..gdyby nie on...

-Tak wiem, dzięki niemu moja siostra żyje , lecz także dzięki Wam.. gdybyście nie otworzyli przede mną i przed moją..naszą rodziną serca , to nie wiem jak to wszystko by się potczyło..-rzekła wzruszona Jane/Janka.

-Już dobrze dziecino-odpowiedziała Barbara, nastał czas radości , teraz nie czas na smutki , ...pora wrócic do roboty -rzekła Basia.

-Oj tak kochanie tym razem przyznam Ci rację- powiedział Lucek po czym rzekł..- Jak to dobrze , że wszystkie dzieci zjawią się  u nas na święta. Przyjedzie również Andrzej, i osobiście będziesz mogła mu podziękować Janeczko..

-Na pewno tak zrobię, będę Jego dłużniczką do końca swego życia- powiedziała Jane/Janka i z powrotem wzięła się do ugniatania świątecznego ciasta.......

WIGILIA..

-Panie Andrzeju... ja...-pośród gwaru dało się usłyszeć onieśmielony głos Janki. Jej wzrok przykuty do oczu Andrzeja mówił wszystko lecz usta nie mówiły nic...Po krótkiej ciszy , w końcu Jance udało się powiedzieć..

-Ja tak bardzo Panu dziękuję, za to , że dzieki Tobie/Panu udało się uratować moją siostrę...nie wiem jak mam się odwdzięczyć , po prostu nie wiem co bym zrobiła gdyby nie Pan...łzy popłynęly po twarzy dziewczyny..

-Cii już spokojnie, to nie tylko moja zasługa, wszyscy starali sie pomóc i cieszę się , że to się udało - Odpowiedział Andrzej..

-Rodzina jest dla nas najważniejsza a Ty teraz do niej należysz więc musimy sobie pomagać.

Niespodziewanie wielkie sarnie oczy dziewczyny , szklące się od łez spojrzały wprost w oczy Andrzeja, który nagle zapragnął przytulić to bezbronne stworznie... 

Nie zdążył jednak tego zrobić , gdyż to Janka pod wpływem atmosfery oraz okoliczności przytuliła się do niego szepcząc słowa podziękowania i radości ze spotkania. 

-Andrzej! , Andrzej! zawołała Marta, czas do stołu chodźcie już moi drodzy, dość tych czułości bo będę  zazdrosna- zażartowała luba Andrzeja.

-Tak tak kochanie już do Was idziemy - powiedział mecenas, po czym odunąwszy od siebie Jankę odszedł do swej żony.

Janka , patrzyła w ślad za człowiekiem, który był dla niej i jej rodziny wybawcą . Uśmiechnęła się i pomyślała , że byłby on wspaniałym mężem,. Wiedziała jednak , że miłość Andrzeja i Marty jest niezwyciężona , jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu , że uścisk Andrzeja był o wiele za długi i za mocny...i czy przypadkiem w jego oczach nie dostrzegła tajemniczego błysku? iskierki ? ....- Co też ja sobie wyobrażam - szepnęła do siebie dziewczyna, - przecież oni tak bardzo się kochają...- Pozbywszy się złudnych nadzieii i bezsensownych myśli Janka wraz ze swoją nową rodziną zasiadła do uczty....... 

Mijały dni. Pewnego razu Janka udała się do Warszawy w celu załatwienia kilku urzędowych spraw. Niespodziwanie na jej drodze stanął nie kto inny jak mecenas Andrzej.

-O witaj- powiedział Andrzej nie dając po sobie niczego poznać. ..- Co robisz w Warszawie w taki ziąb? Nie uwierze , że udałaś sie tu na zimowy spacer.

- Witam Panie Andrzeju - uradowała się na jego widok Janka.. Co za miłe spotkanie. Przyjechałam załatwić kilka spraw i zamierzałam wrócić już do domu.

- A może dałabyś zaprosić się na filiżankę ciepłej herbaty? Mam chwilę czasu więc moglibyśmy chwilę usiąść i porozmawiać ..- Odrzekł Andrzej.

-Jeśli czas Pana nie goni to z chęcią wypiję herbatę, lekko zmarzłam. 

Oboje udali się do pobliskiej kawiarenki. Rozkoszując się aromatem ciepłej herbaty wymienili uprzejmości po czym Andrzej rzekł.

-Janko muszę Ci coś powiedzieć, jednak zanim to zrobię proszę nie wyciągnij pochopnych wniosków dobrze? (Andrzej).

Zainteresowana nagłą zmianą tematu , Janka powiedziała..

-W porządku co takiego masz mi ...ma mi Pan do powiedzenia ? 

-Posłuchaj... nie wiem jak to powiedzieć..kocham swoją żonę Martę , jednak, ...jednak w domu w Grabinie podczas naszej rozmowy , gdy mnie przytuliłaś..

Serce Janki gwałtownie przyspieszyło , spodziewawszy się co będzie dalej, gwałtownie wstała i rzekła.

-Nie! proszę nie mów nic więcej. Nie chcę byś powiedział i zrobił coś czego będziesz załować..

-Ależ Janko! krzyknął Andrzej...Pozwól mi dokończyć..

Nie zdążył tego zrobić gdyż Janka wybiegłaz kawiarni pozostawiając Andrzeja samego przy stoliku.

Andrzej jednak nie chciał by ta sprawa dalej spędzała mu sen z powiek odkąd wrócił z Grabiny , więc zapłaciwszy rachunek wybiegł w poszukiwaniu dziewczyny. Gdy ją dogonił , chwycił ją za ramię i obrócił w swoją stronę. Zaszklone oczy dziewczyny spojrzały wprost na niego. One właśne , te wielkie oczy urzekły mecenasa , który niespodziewanie oszalał na pukncie Janki. 

-Nie chciałem tego...broniłem się, jednak już dłużej nie wytrzymam...Jane /Janko/ pozwól ten jeden raz, pozwól mi...

Andrzej nie powiedział już nic więcej gdyż usta dziewczyny uniemożliwiły mu dalszy potok słów..

-To co zrobiłeś dla mnie sprawiło iż stałeś się dla mnie kimś wyjątkowym-szepnęła Jane odchylając swoją twarz...- Nie chciałam mieć nadzieii , nie chciałam i nie chcę burzyć Twojego..Waszego szczęścia..nie chcę znowu stać się wyrzutkiem i intruzem jak na początku dgy tu przyejchałam..

-Jane...- szepnął Andrzej i pocałował ją...

-Nie, nie mogę...dlaczego moje serce płata mi takiego figla? Janka zamknęła oczy po czym uwolniła się z ramion mężczyzny, którego pokochała , a który wiedziała, że był dla niej tylko marzeniem...

-To koniec , nie będzie nawet żadnego początku! nie może go być, wyjeżdzam! -krzyknęła Janka...- Ty i Marta jesteście jedną całością ja jestem tylko daleką krewną, która już dawno powinna wrócić tam skąd przybyła.....

-O czym Ty mówisz?!-Odpowiedział zdenerwowany Andrzej...- Nie chcesz chyba powiedzieć , że.....To po to byłaś w Warszawie?...Chcesz opuścić Grabinę? Czy to z mojego powodu? Janko ...

-Tak, nie..nie wiem już sama nie wiem....nie chcę opuszczać mojego nowego domu, rodziny i przyjaciół...jednak muszę to zrobić dla ich dobra i dla dobra Twojego i Marty ..za oceanem będzie mi łatwiej...łatwiej zapomnieć...

Janka wyrwała się z uścisku Andrzeja i pobiegła przed siebie. Mimo wołań nie odwróciła się. To co mogło się zacząć , mogło zakończyć coś co już trwa. Janka doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Pokochała zamężnego mężczyznę, który darzył miłością swoją żonę...a który również zdawać by się mogło pokochał również ją..... Ale czy na pewno tak było?...Czy Andrzej nie traktował jej jak przelotnej miłostki?--Nie..pomyślała Jane.. - On coś do mnie poczuł jak ja do niego, inaczej jego oczy nie patrzyły by tak na mnie, inaczej nie odwzajemniłby mego pocałunku....

Mimo wszystko dla Jane sprawa była jasna. Postanowiła opuścić Grabinę i swój nowy dom , by powrócić do Ameryki i tam znaleźć swoje szczęście z nadzieją , iż zdoła zapomnić o tym krótkim epizodzie i pocałunku, który miała do końca zachować w swym sercu...

Romans, który mógłby zapewne wybuchnąć nigdy nie ujrzy światła dziennego...z tymi myślami Jane opuściła swoją nową rodzinę i udała się na poszukiwanie swojego miejsca na ziemi daleko ...daleko za oceanem......

KONIEC :)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje