Reklama

Łukasz Płoszajski w "Tańcu z Gwiazdami": Nie boję się wyzwań

Największą sympatię zyskał wcielając się w rolę Artura, w serialu "Pierwsza miłość". Swoje umiejętności aktorskie prezentuje także na deskach teatru, a niedługo widzowie zobaczą go na parkiecie! O wyzwaniach zawodowych opowiada Łukasz Płoszajski.

Serial "Pierwsza miłość" obecny jest na antenie od prawie 18 lat. Od początku wciela się pan w postać Artura, który teraz przechodzi diametralną przemianę.

Łukasz Płoszajski: - Kiedy zacząłem grać Artura, był negatywną postacią. Jednak zawsze miał dobre serce. Myślę, że dzięki temu widownia polubiła Artura i wybaczała mu przeróżne grzechy. Ludzie lubią negatywnych bohaterów, co zauważyłem także przy okazji innych produkcji. Oczywiście, nie oznacza, że można się na Arturze wzorować! Mój bohater nigdy nikogo nie okradł, nie zabił. Miał swoje małe grzeszki, jednak kto z nas ich nie ma [śmiech- przyp. red.]? Myślę, że sporo mężczyzn dostrzega w sobie właśnie takiego Artura. Poza tym kobiety też kochają łotrów. Fabuła serialu "Pierwsza miłość" to również historia o dorastaniu. Z czasem Artur zaczął podejmować dużo rozsądniejsze decyzje i na pewno jest dziś bardziej odpowiedzialny. Ma natomiast jedną, niezmienną słabość - wrażliwość na płeć piękną.

Reklama

Cóż, można powiedzieć, że kobiety opanowały życie Artura.

- Wątki miłosne w tym serialu są dla mnie niezapomniane... Do dziś miło wspominam pracę z Katarzyną Sowińską (serialowa Natalia), Magdaleną Mazur (serialowa Kaja) oraz Aleksandrą Zienkiewicz (serialowa Kinga). Każda z kobiet Artura była inna, przedstawiała odmienną historię i bez wątpienia dawała temu bohaterowi lekcje na przyszłość. Jedna z kochanek okazała się lesbijką, inna, niestety, zmarła.

Pamięta pan takie sceny w serialu, których realizacja dostarczała solidnej dawki adrenaliny?

- Tak, wiele było trudnych scen, które szczególnie utknęły mi w pamięci. Pamiętam sytuacje, kiedy razem z Rafałem Kwietniewskim, serialowym Bartkiem, nagrywaliśmy zimą scenę w jednym z parków we Wrocławiu. Tego dnia temperatura spadła poniżej 20 stopni. Zamarzyły kamery, nie byliśmy w stanie dłużej realizować zdjęć. Nie była to jednak jedyna taka sytuacja. Razem z Aleksandrą Zienkiewicz, serialową Kingą, nagrywaliśmy sceny między kanałami Odry we Wrocławiu, ponownie w temperaturze około -20 stopni, a ja byłem ubrany jedynie w garnitur. Było to dla nas trudne fizycznie. Pamiętam również ujęcia kaskaderskie - bójka z Mikołajem Krawczykiem, serialowym Pawłem, na dachu jednego z wrocławskich hoteli. Na początku byliśmy przypięci linami zabezpieczającymi, później jednak zdecydowaliśmy się je odpiąć. Znacznie ułatwiło to pracę montażystom, którzy nie musieli usuwać tych elementów z kadrów.

Bez wątpienia Artur jest teraz bardziej rozważny. Jest do pana podobny?

- Mamy diametralnie różne życiorysy. Ciężko mi się utożsamiać z tą postacią, jednak rozumiem jego wybory. Tworzę tę postać od lat, wiem, co ten bohater przeżył i dlaczego podejmuje decyzje, które czasami dla widzów wydają się być niezrozumiałe i trudne.. Prywatnie ja nie jestem takim człowiekiem jak Artur, ale jednocześnie nie wiem, czy on chciałby być takim człowiekiem jak ja. Może chciałby, ale nie potrafiłby [uśmiech - przyp-red.].

W kolejnych odcinkach "Pierwszej miłości" życie Artura ustabilizuje się?

- Jak można byłoby się spodziewać - nowy sezon to nowa kobieta. Po raz kolejny będzie to skomplikowana relacja. Poza tym Artur będzie chciał być dobrym ojcem. Wcześniej wychowywał dwóch chłopców, jednak nie miał kontaktu ze swoją biologiczną córką. Jako nastolatka trafia pod jego dach, pod którym jest także nowonarodzone dziecko. Powstaje duży konflikt. Artur będzie musiał podzielić swoje uczucia na dwójkę dzieci. Bohater, w którego się wcielam, jest otoczony dziećmi, które oczywiście dają mu popalić. Pamiętajmy jednak, że on swojemu ojcu również dostarczał wielu emocji [uśmiech - przyp. red.].

Przed panem kolejne zawodowe wyzwania, tym razem w popularnym show "Taniec z Gwiazdami". Posiada pan taneczne doświadczenia?

- Ponad 20 lat temu w Łódzkiej Szkole Filmowej mieliśmy lekcje tańca. Prywatnie nigdy nie uprawiałem żadnego tańca zawodowo, nie uczęszczałem na żadne lekcje czy kursy. Od młodzieńczych lat jednak uwielbiam tę aktywność. Podczas przyjęć i dyskotek nigdy nie podpierałem ścian. Zazwyczaj na imprezach bawię się do białego rana. Uważam, że taniec jest ważny w życiu. Daje ludziom wielką radość, ale jest też pewnego rodzaju językiem, który ułatwia komunikację międzyludzką. Przede wszystkim jednak jest to wspaniała forma i możliwość do wspólnego spędzenia czasu z drugą osobą. Na parkiecie możemy zmieniać partnerów, poznawać się. W tańcu chodzi o to, aby się doskonale bawić. Z przyjemnością będę na bieżąco poznawał wszystkie jego rodzaje.

Nie obawia się pan godzin spędzonych na parkiecie, co zatem stanowi największe wyzwanie?

- Największym wyzwaniem będą dla mnie podróże. Show jest nagrywane w Warszawie, plan serialu "Pierwsza miłość" we Wrocławiu. Nie można zapomnieć, że gram także w teatrach w całej Polsce. Oprócz spektakli realizuję również moje show "Haker umysłu". Tych zobowiązań jest sporo, będą musiał je wszystkie pogodzić. Mam nadzieję, że wszelkie środki transportu podołają moim licznym podróżą w najbliższym czasie.

Intensywna praca bez wątpienia zajmie dużo czasu. W takich chwilach potrzebne jest wsparcie od najbliższych.

- Mam ogromne szczęście, ponieważ w moich działaniach wspiera mnie rodzina, ale również dyrektorzy produkcji i teatrów. Z żoną znam się długo, więc dobrze poznała środowisko mojej pracy. Rozumie, że ten zawód wymaga wielkiego zaangażowania.


Aleksandra Szymczak/AKPA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL