Reklama

Jan Pirowski z TTV nie chce żyć na smyczy! To dlatego się nie ożenił?

Jan Pirowski - gospodarz emitowanych na antenie TTV programów "DeFacto" i "Pierwszy raz za granicą" - doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że mógłby być... bożyszczem nastolatek. - Pojawił się taki pomysł - żartuje, wspominając początki swej przygody z telewizją.

Jan Pirowski: Jak najdalej od... lajków i serduszek

Pięć lat temu nazwisko Jana Pirowskiego znalazło się na liście 100 najbardziej pożądanych przez Polki mężczyzn. Młodemu dziennikarzowi nie bardzo się to spodobało, więc... zlikwidował wszystkie konta w mediach społecznościowych. Uznał, że w ten sposób - to jego słowa - "trochę naprostuje sobie łeb".

- Interesuję się rzeczami, które raczej mało interesują moich odbiorców. To, czym mógłbym się dzielić, właściwie mocno wychodzi poza ramy zabawnego faceta z wesołego programu  - tłumaczył w wywiadzie.

Zanim Jan Pirowski został gwiazdą TTV, przez prawie dekadę terminował w radiu. Zaczynał jako licealista w młodzieżowym oddziale RMF FM, gdzie razem z kilkunastoma innymi nastolatkami walczył o angaż w rozgłośni nadającej z Kopca Kościuszki. Zamiast jednak posady w radiu, dostał pracę w TVN. Wspomina, że jej nie znosił!

Reklama

- Serce krwawiło, więc postarałem się o powrót na Kopiec. Dostałem tam staż - najpierw w newsroomie, potem w redakcjach internetowej i programowej. Jakiś czas później zadzwoniła ówczesna dyrektor programowa Radia ESKA Kraków z propozycją poprowadzenia programu porannego. Potem przyszedł czas na Warszawę - Polskie Radio, Telewizję TVN i TTV. W końcu historia zatoczyła koło i Radio ESKA zadzwoniło znowu - mówił w wywiadzie dla portalu "Życie Muzyka Pasja", opowiadając o swojej karierze.

Dziś Janek skupia się przede wszystkim na pracy w telewizji. Choć znów jest na Instagramie i Facebooku, to wciąż nie znosi świata kreowanego przez lajki i serduszka. Unika mediów społecznościowych jak ognia - w 2021 roku zamieścił na Instagramie zaledwie trzy, a na Facebooku dwa zdjęcia... Przyznaje, że zgłaszają się do niego reklamodawcy oferujący wielkie pieniądze za posty "lokujące produkt", ale nie chce uczestniczyć w - jak mówi - kreowaniu plastikowej rzeczywistości, w której mało co jest prawdziwe.

Najlepiej czuje się sam ze sobą

Jan Pirowski przyznaje, że nigdy nie interesowało go "posiadanie" i "własność", bo to coś, co ogranicza wolność, którą ceni najbardziej. Dlatego nie ma własnego mieszkania i nie jeździ drogim samochodem...

- Nie własność, ale wolność jest dla mnie podstawą. Gdybym dostał w pracy wytyczne, że mam być dokładnie taki i taki, to bym nie dał rady. Może dwa miesiące tak, ale później skończyłoby się to depresją. Nie wyobrażam sobie życia na smyczy. Wielkie mieszkanie i fura za pół bańki nie są mi potrzebne. Wolność - tak - twierdzi.

Janek - choć już jakiś czas temu stuknęła mu trzydziestka - wciąż nie myśli o założeniu rodziny, domu, dzieciach. Mówi, że jest typem samotnika i nie nadaje się do związków, bo związki... ograniczają wolność.

- Najlepiej czuję się sam ze sobą - powiedział portalowi "Mag Buzzer".

Wyjedzie do Afryki i zaopiekuje się... lwami!

Jan Pirowski nie kryje, że bywa zmęczony mediami, w których obecny jest już od kilkunastu lat, a przede wszystkim bylejakością, którą media promują.

- Branża zatrudnia byle jakich ludzi, którzy mają byle jaką wiedzę, byle kwalifikacje, byle ambicje. Ideały, w które ja wierzyłem i które mnie kształtowały, okazały się mieć krótką datę ważności. Zaczęto akceptować, a wręcz wyróżniać bylejakość. Dopuszczam taką możliwość, że w pewnym momencie tutaj już nie będzie dla mnie miejsca - wyznał niedawno.

Prowadzący "DeFacto" deklaruje, że kiedy uzna, iż ma dość pracy w radiu i telewizji, wyjedzie do Afryki i będzie opiekował się lwami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL