Tomasz Dedek już wiele razy złorzeczył na to, co dzieje się w Polsce, odkąd w 2015 roku rządy przejęło PiS. Ludzi, którzy zasiadają w ministerialnych fotelach, aktor obarcza winą m.in. za - to jego słowa - "wyniszczanie tkanki narodu, czyli kultury".
- Żyjemy w czasach przygnębiających, a pandemia świetnie usprawiedliwia niszczenie sektora kultury. Pieniądze, jakie przyznano na kulturę, to był czysto propagandowy strzał, z którego niemal natychmiast się wycofano. Chodziło o to, by podgrzać atmosferę - powiedział w wywiadzie, komentując sławne dotacje rządowe dla artystów.
Zobacz też: Polskie seriale, które bezlitośnie zakpiły z polityków
Między młotem a kowadłem
Aktor nie kryje, że dostaje białej gorączki, gdy na jaw wychodzą coraz to nowe "afery". Niedawno wyznał, że ludzie powoli zaczynają się gubić, bo nie wiedzą, kogo i czego bronić najpierw - łamanej nagminnie konstytucji, szykanowanych sędziów, praw kobiet czy kultury.
Tomasz Dedek psioczy też na TVP... Ma jednocześnie wielki problem, bo przecież gra w serialach emitowanych na obu głównych antenach Telewizji Publicznej.
- Czuję dyskomfort. Nie wiem, jak to określić, ale słyszę wewnętrzny głos, który pyta, czy aby na pewno jest to fajne? Z drugiej strony trudno artystom odebrać prawa do wykonywania zawodu. To duży dylemat - mówi aktor, którego tylko w ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy okazję oglądać w czterech produkcjach TVP: jako Olewicza w "M jak miłość", Boruckiego w "Na dobre i na złe", Janiuka w "Leśniczówce" i Rutkowskiego w jednym z odcinków "Ojca Mateusza".

Zobacz też: "Ekler" kpi z rządu! Bartek Kasprzykowski jako minister zdrowia
Tomasz Dedek nie przebiera w słowach
O ile w wywiadach Tomasz Dedek powstrzymuje się od wypowiedzi mogących ściągnąć mu na głowę problemy, o tyle na Twitterze już dawno przestał się hamować. Za to, co napisał ostatnio, może wręcz trafić za kratki! Komentując fakt zawetowania przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy LexTVN, obraził nie tylko głowę państwa, ale też wszystkich członków partii Prawo i Sprawiedliwość, z jej przewodniczącym na czele.
"Jeżeli ktokolwiek myśli że ten co tak klęczy i jak nikt inny drze ryja podpisał to bez zgody załupieżonego flejtucha to jest w mylnym błędzie jak mawiał klasyk to cyniczna gra pissowskich bydlaków" - napisał (pisownia i interpunkcja oryginalna) 27 grudnia.
Myślicie, że za nazwanie Prezydenta RP "tym, co drze ryja", Jarosława Kaczyńskiego "załupieżonym flejtuchem", a członków Prawa i Sprawiedliwości "pisowskimi bydlakami", będzie miał nieprzyjemności?












