Rola w kultowym polskim filmie zniszczyła jej karierę. Po niej przepadła
W Urszuli Modrzyńskiej kochało się w latach 60. pół Polski. Rola Jagienki w "Krzyżakach", w której obsadził ją oczarowany jej urodą i talentem Aleksander Ford, dała jej sławę, o jakiej nawet nie śmiała marzyć. Aktorka - choć miała adoratorów na pęczki - przez całe życie była wierna jednemu mężczyźnie. Zbigniew Józefowicz, którego poznała na długo przed debiutem w "Pokoleniu" Wajdy, był z nią aż do końca. Trzymał ją za rękę, gdy odchodziła.
Nie ma wątpliwości co do tego, że "odkrywcą" Urszuli Modrzyńskiej był Aleksander Ford. Już pół dekady przed rozpoczęciem zdjęć do "Krzyżaków" reżyser polecił ją Andrzejowi Wajdzie, który szukał odtwórczyni głównej roli w swym debiutanckim filmie. Urszula stworzyła w "Pokoleniu" przejmującą kreację - do końca życia uważała ją za jedną z najlepszych w swym dorobku.
Nie jest tajemnicą, że Ford był pod wielkim urokiem Modrzyńskiej, adorował ją na każdym kroku, mimo że wiedział, że nie ma u niej szans. Miejsce w jej sercu zajęte było bowiem przez aktora Zbigniewa Józefowicza, za którego wyszła, gdy była jeszcze nikomu nieznaną adeptką sztuki aktorskiej.
Urszula Modrzyńska wcale nie miała zamiaru zostać aktorką. Marzyła o studiowaniu wychowania fizycznego. Uważała, że jedna artystka w rodzinie zdecydowanie wystarczy. W rodzinie Modrzyńskich artystką była najstarsza siostra Uli - Helena, która po zwycięstwie w konkursie piękności "Tygodnika Filmowego" występowała na scenach warszawskich teatrów i kabaretów.
Na to, by spróbowała swoich sił w teatrze, namówił Urszulę mąż Heleny, już wtedy uważany za wybitnego aktora Tadeusz Fijewski.
"Był koniec lat 40., gdy podczas festiwalu teatralnego z obsady jednego z przedstawień wypadła młoda aktorka. To nie była wielka rola, ale ktoś musiał ją zastąpić. Tadeusz Fijewski, żonaty z siostrą Uli, ją właśnie zaproponował na zastępstwo. Udało się, do tego stopnia, że na festiwalu otrzymała nawet nagrodę" - wspominał Zbigniew Józefowicz na łamach "Dziennika Łódzkiego".
Urszula Modrzyńska szybko została gwiazdą Teatru Ziemi Pomorskiej w Toruniu, ale nie zagrzała w nim miejsca zbyt długo. Niespełna trzy lata po debiucie przeniosła się do Poznania i od razu obsadzono ją w niewielkiej, ale ważnej roli w "Mieszczanach" Gorkiego.
Podczas przygotowań do premiery "Mieszczan" 24-letnia aktorka straciła głowę dla partnerującego jej w sztuce Zbigniewa Józefowicza. To on namówił ją, by razem - już jako małżeństwo - osiedlili się w Łodzi, gdzie oboje dostali etaty w Teatrze im. Stefana Jaracza. To właśnie na scenie tego teatru wypatrzył ją Aleksander Ford...
Jeszcze przed występem w "Pokoleniu" Urszula Modrzyńska została mamą. Syn Stanisław był jej oczkiem w głowie, gotowa była zrezygnować z kariery, gdyby wymagało tego dobro jej jedynaka.
"Ona świata poza Stasiem nie widziała" - stwierdził mąż aktorki, wspominając ją w cytowanej już rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim".
Urszula przekonywała w wywiadach, że aktorką tylko bywa w przerwach między byciem mamą i żoną.
"Muszę sama zajmować się domem, bo o dobrą gosposię w Łodzi jest równie trudno jak wszędzie w Polsce. Sama gotuję, palę w piecu" - opowiadała reporterowi "Filmu".
Stanisław był jeszcze mały, gdy w 1959 roku jego mama dostała rolę Jagienki w "Krzyżakach" i na całe lato wyjechała na plan. Korzystała z każdej wolnej chwili, by wpadać do Łodzi i pobyć z synkiem. Obiecała sobie, że po zakończeniu zdjęć długo nie przyjmie żadnej nowej oferty. Nie przypuszczała, że po wielkim sukcesie "Krzyżaków" przestanie dostawać propozycje i nie zagra już żadnej ciekawej roli filmowej.
"Wydawało się, że świat legł u jej stóp, lecz, jak to się często zdarza w aktorskim życiu, olbrzymia popularność obróciła się przeciw niej" - opowiadał Zbigniew Józefowicz.
Niedługo po premierze filmu Aleksandra Forda Urszula Modrzyńska zaczęła chorować. Nie mogła nawet uczestniczyć w promocji "Krzyżaków". Reżyser Kazimierz Dejmek, który zaprosił ją do udziału w "Trzech siostrach" w łódzkim Teatrze Nowym, czekał na nią przez rok.
"Leczenie trwało trzy miesiące. Dejmek jednak na tyle cenił Urszulę, że przesunął premierę spektaklu na kolejny sezon. W tym czasie odwrócił się od niej film" - wyznał mąż aktorki w wywiadzie dla "Dziennika Łódzkiego".
Urszula Modrzyńska nie mówiła o swojej chorobie, twierdziła, że dopóki może grać, to znaczy, że nie jest z nią jeszcze tak źle, jak to sobie niektórzy wyobrażają. Niestety, choroba postępowała, aktorka miała coraz większe problemy z pamięcią, coraz częściej traciła kontakt z rzeczywistością i zamykała się w swoim świecie. Na początku 1986 roku zdecydowała się zrezygnować z pracy. Miała 58 lat, gdy zniknęła.
Ostatnie 24 lat życia Urszula Modrzyńska spędziła w swym łódzkim mieszkaniu. Mąż przez te wszystkie lata opiekował się nią, każdego dnia robił wszystko, by niczego jej nie brakowało.
Aktorka odeszła 11 grudnia 2010 roku. Zbigniew Józefowicz przeżył ją o pięć i pół roku. Oboje spoczywają na cmentarzu komunalnym na Dołach w Łodzi.