Polska aktorka została sama. Jej ukochany miał inne plany
Dorota Kamińska już ponad dwadzieścia lat dzieli życie z byłym dziennikarzem TVP. Mało kto wie, że gwiazda "Klanu" i jej ukochany są zapalonymi żeglarzami. Piotr Pajdowski jest nawet asystentem komandora światowego IYFR i uchodzi za jednego z najlepszych żeglarzy w Europie. Właśnie wyruszył w długi rejs. Aktorka została sama z domem i ogrodem na głowie...
Dorota Kamińska bardzo długo nie miała szczęścia do mężczyzn. Ci, których kochała i których wpuszczała do swojego życia, okazywali się niegodni jej uczuć. Jej pierwsze małżeństwo było - jak mówi dziś - "pomyłką młodości", drugie też zakończyło się z hukiem. Nie wyszły jej też próby założenia rodziny z Jackiem Borkowskim i Waldemarem Dąbrowskim - obaj obiecywali jej ślub i obaj w końcu zostawili dla... własnych żon.
Tego jedynego, którego nazywa "nieślubnym mężem", poznała w 2003 roku na przyjęciu u Tatiany Sosny-Sarno. Piotr Pajdowski, bo o nim mowa, jest nie tylko jej wielką miłością, ale też przyjacielem i... kompanem na żagle.
Odtwórczyni roli Wigi w "Klanie" nie kryje, że nie zdecydowała się zalegalizować swego związku z Piotrem, bo ślub nigdy nie był im potrzebny do zbudowania dobrej relacji,
"Jeśli ludzie chcą być razem, to będą" - tłumaczyła w rozmowie z "Na żywo".
Para od dwóch lat mieszka w pięknym domu otoczonym wielkim ogrodem, który jest dumą aktorki.
"Mam gdzie rozwijać swoją ogrodniczą pasję. Utrzymanie takiej zielonej przestrzeni kosztuje sporo pracy, a wszystko lubię robić sama" - wyznała w najnowszym wywiadzie.
Dorota Kamińska osobiście obsadziła cały teren wokół domu kwiatami.
"Z łopatą biegałam głównie na początku, teraz znacznie rzadziej. W tej chwili przede wszystkim zostaje trawnik do koszenia i podlewanie. Te zasadnicze roboty mam już wykonane. Teraz patrzę, jak wszystko rośnie i kwitnie, co sprawia mi ogromną radość" - opowiadała "Dobremu Tygodniowi".
Ukochany ostatnio w ogóle nie pomaga aktorce w doglądaniu ich "imperium roślin". Tak naprawdę Piotr Pajdowski zostawił "żonę" na gospodarstwie samą. Dorota Kamińska przez kilka najbliższych tygodni będzie... słomianą wdówką.
"Wyruszył w rejs i wróci dopiero za półtora miesiąca. Razem z kolegą przestawiają wielki katamaran z Gdańska na Sycylię. Właśnie zaczęli płynąć" - zdradziła "Dobremu Tygodniowi".
Dorota Kamińska martwi się o partnera, który nie jest już przecież młodzieniaszkiem. Ona sama niedawno świętowała 70. urodziny, ale dzięki temu, że prowadzi aktywne życie, nie musi - jak żartuje - liczyć godzin i lat.
"Nie liczę godzin i lat, dopóki nie spojrzę w lustro albo dopóki nic mnie nie boli, gdy wstaję rano" - powiedziała w cytowanym już wywiadzie.
"Zdecydowanie jestem z tych, którzy uważają, że pesel to tylko liczba, a wiek to tak naprawdę nasze samopoczucie. Wszystko zależy od tego, na ile człowiek jest aktywny, ciekawy świata. Trzeba po prostu żyć cały czas do przodu" - stwierdziła.
Aktorka nie ma zamiaru czekać na powrót partnera bezczynnie. Łódź, którą kupili razem już kilkanaście lat temu, czeka zacumowana na Mazurach. "Pewnie w te wakacje jeszcze trochę pożegluję" - mówi.