Grażyna Wolszczak nie liczy na państwową emeryturę. Zabezpieczyła się sama!

Emerytury gwiazd polskiego show biznesu od wielu lat wzbudzają kontrowersje oraz ogromne zainteresowanie mediów. W rozmowie z Pomponikiem Grażyna Wolszczak ujawniła, że nie liczy na ZUS i sama zabezpieczyła się finansowo na starość.

"Ja od zawsze jestem piekielnie rozsądna. Od kilkudziesięciu lat się mówiło o tym, że system emerytalny musi się w Polsce załamać prędzej czy później, w związku z czym postanowiłam na nim nie polegać i sama starałam się zabezpieczyć tę swoją emeryturę" - przyznała aktorka w rozmowie z Pomponikiem.

Zamiast rozpaczać nad wadami systemu emerytalnego, Wolszczak wzięła sprawy w swoje ręce. 

"Nie będę płakała w mediach, ale nie każdy jest taki zaradny, więc rozumiem i współczuję tym, którzy płaczą w mediach lub w poduszkę, bo można nie mieć jakiejś wyobraźni w pewnym wieku, albo nie umieć sobie tego wszystkiego zorganizować. Ja jestem zaradna" - zapewniła aktorka.

Reklama

Gwiazda od dwudziestu lat gra w serialu "Na Wspólnej". Co więcej, kieruje także teatrem Garnizon Sztuki, zatem wciąż jest prężenie działającą bizneswoman. Oprócz tego angażuje się w wiele innych projektów, często pojawia się na imprezach branżowych, co także jest częścią jej pracy.

Andrzej Seweryn: Jest mi wstyd

Niedawno o komentarz w sprawie emerytur gwiazd został też poproszony Andrzej Seweryn

"Wydaje mi się, że byłoby niestosowne, żebym ja, pracujący bardzo intensywnie od 55 lat, dzielił się z państwem moimi refleksjami na temat mojej emerytury, ponieważ to mogłoby być naprawdę bardzo źle rozumiane. Nie czuję się upoważniony przez samego siebie do publicznej debaty na ten temat" - Andrzej Seweryn wykręcił się od jednoznacznej oceny w rozmowie z Pudelkiem.

Aktor dodał jednak, że współczuje narzekającym na głodowe emerytury aktorom. 

"Bardzo jest mi przykro, jeżeli koleżanki i koledzy przeżywają takie sytuacje, które pani mi cytuje i jednocześnie jest mi wstyd, że w takim systemie mieli nieszczęście, jeśli chodzi o ten aspekt, pracować" - podkreślił aktor.

Gwiazdy polskiego show biznesu narzekają na wysokość emerytur

Wśród narzekających na emeryturę gwiazd, Teresa Lipowska zdaje się być niemal głosem rozsądku. W 2018 roku aktorka szczerze opowiedziała o swoich finansach. "Mam 2200 złotych emerytury. Uważam, że to jest taka średnia emerytura, bo bywają gorsze. To jest tylko i wyłącznie z gaży, czyli z części w teatrze, a nie od żadnych dodatków, filmów czy koncertów. Kiedy poszłam na emeryturę, a namówili mnie, żebym poszła wcześniej, bo będę sobie dorabiała ewentualnie przedstawieniami, a się na to zgodziłam, mając 55 lat, to wtedy ten portfelik był bardzo cieniutki" - zwierzyła się Plejadzie.

Aktorka, w przeciwieństwie do sporego grona artystów, nie narzeka jednak na ciężki los, a sprawy bierze w swoje ręce. Od ponad 20 lat ma zapewnione miejsce w obsadzie "M jak miłość". "Gdybym nie miała takiego wielkiego szczęścia, a w moim wieku to jest wyjątkowe szczęście, że trafiłam na serial, który mi, że tak powiem, uzupełnia tę emeryturę co miesiąc, i mogę sobie pozwolić na parę rzeczy, to byłoby bardzo cieniutko" - dodała w rozmowie.

Na niską emeryturę kilkukrotnie narzekała Maryla Rodowicz. Niezapomniana ciocia Ula z "Rodziny zastępczej" podobno może liczyć na 1400 zł. W jednym z wywiadów otwarcie przyznała, że w PRL-u się o tym nie mówiło. "Większość ludzi ma taką emeryturę. W latach 70. i 80. nikt nie myślał o emeryturze, nie zadbaliśmy o to, że trzeba płacić jakieś składki" - mówiła piosenkarka.

"Za mało, żeby dobrze żyć, za dużo, żeby umierać"

Ewa Szykulska, czyli portierka w akademiku z "Sexify", już dawno osiągnęła wiek emerytalny, ale nie zamierza rezygnować z pracy. Aktorka boi się, że gdyby nie grała, nie miałaby za co żyć! Niestety, emerytura, jaką dostaje z ZUS-u jest "skrajnie niska". Aktorka nie wyjawia dokładnej kwoty, jednak podkreśla, że, nie pozwoliłaby ona na godne życie. "Ludzie myślą, że artyści mają niebosiężne emerytury i że to jest oczywiste. To nie jest oczywiste. I to nie jest prawda" - powiedziała w wywiadzie i dodała, że wie, iż musi pracować dotąd, dopóki będzie w stanie podrywać się rano z łóżka.

Mieczysław Hryniewicz, ukochany Włodek Zięba z "Na Wspólnej" i niezapomniany Jacek ze "Zmienników", nie narzeka na swój los, choć jego emerytura nie jest na tle innych artystów imponująca. Wynosi 1800 zł. "Za mało, żeby dobrze żyć, za dużo, żeby umierać, ale dobre i to. Póki jako aktor mogę kucnąć, zapamiętać dwie linijki tekstu i wstać o własnych siłach, będę pracował" - powiedział "Rewii".

"My, aktorzy, jesteśmy rozpoznawalnymi nędzarzami"

Krystyna Tkacz już nie raz wspominała, że z ZUS-u dostaje głodową emeryturę. Aktorce trudno jest przeżyć, w dodatku czuje się bardzo samotna. "My, aktorzy, jesteśmy rozpoznawalnymi nędzarzami" - wyznała. Tkacz wyznała, że jej emerytura wynosi poniżej dwóch tysięcy złotych. Dodała, że Polacy sądzą, że gwiazdy wręcz śpią na pieniądzach, a ona bardziej czuje się jak biedna kobieta. "Porównywanie większości z nas do prawdziwych bogaczy jest naprawdę zabawne. Jeden z moich dobrych kolegów trafnie to ujął: My, aktorzy, jesteśmy rozpoznawalnymi nędzarzami" - powiedziała w rozmowie z "Rewią".

Laura Łącz, czyli Gabriela z "Klanu", otrzymuje 1000 zł emerytury. "Jestem bardzo aktywna zawodowo: pracuję w serialu, mam swoją firmę, wydaję książki, uczę studentów, ale już dawno należy mi się odpoczynek. Prawda jest taka, że bez tych dodatkowych zajęć nie utrzymałabym się z mojej emerytury" - powiedziała aktorka "Faktowi".

Niewiele więcej, 1100 zł, dostaje Maria Winiarska, znana m.in. z "Barw szczęścia", "O mnie się nie martw" czy "Przyjaciółek". Aktorka nie kryje oburzenia tak niskimi stawkami dla artystów: "Emerytury gwiazd są żałosne. Jest taki hejt na artystów, a ja całe życie płaciłam składki ZUS i były to dla mnie duże składki, bo jeszcze załapałam się na emeryturę estradową z moją siostrą. (...) Mąż ma trochę lepszą emeryturę i dobrze, że jesteśmy razem, bo nie byłoby łatwo" - zdradziła "Faktowi".

Kiedy Katarzyna Skrzynecka dostała informacje o prognozowanej wysokości swojej emerytury, nie powstrzymała się od ironicznego komentarza na Instagramie. "Właśnie otrzymałam korespondencję z ZUS, która olśniewa mnie hipotezą wysokości mojej przyszłej emerytury. To 34 złote i 87 groszy miesięcznie! Budujące, doprawdy... No to sobie zaszalejemy na stare lata, kochani przyjaciele artyści" - wspominała aktorka. 

Także Monika Richardson wie, że nie utrzyma się z prognozowanej emerytury. "Od wielu lat dostaję pisma z ZUS-u, mam obliczony kapitał początkowy, moja emerytura na tzw. dzień dzisiejszy wynosiłaby 1300 zł, więc wszystko jest jasne i wiem, że muszę mieć tzw. własne środki i staram się je gromadzić prywatnie, na różnych kontach oszczędnościowych i w trzecim filarze. Robię co mogę, a prawda jest taka, że jako dziennikarka, a teraz również businesswomen nie planuję do końca emerytury" - powiedziała dziennikarka.

swiatseriali
Dowiedz się więcej na temat: Grażyna Wolszczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy