Reklama

Dom nad rozlewiskiem / Miłość nad rozlewiskiem / Życie nad rozlewiskiem/ Cisza nad rozlewiskiem

Pensjonat nad rozlewiskiem

Ocena
serialu
6,9
Niezły
Ocen: 815
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Małgorzata Braunek przegrała walkę z rakiem... Wspomnienie serialowej Basi

- Wejdę w stan śmierci spokojnie i bez bólu, łącząc się z Wielkim Umysłem, Pustką, Bogiem chrześcijan, Żydów, muzułmanów albo z Oceanem... I znowu stanę na jego brzegu oniemiała z zachwytu nad jego bezkresną nieskończonością - powiedziała kiedyś Małgorzata Braunek. 23 czerwca tuż przed południem na oficjalnej stronie aktorki pojawił się wpis: "Małgosia odeszła przed chwilą". Stało się jasne, że przegrała trwającą ponad rok walkę z rakiem...


Reklama

W latach siedemdziesiątych XX wieku Małgorzata Braunek była najpopularniejszą polską aktorką filmową. Oglądaliśmy ją jako Irenę w "Polowaniu na muchy" Andrzeja Wajdy, Oleńkę w "Potopie" Jerzego Hoffmana, Izabellę Łęcką w "Lalce" Ryszarda Bera. 30 lat temu niespodziewanie wycofała się z aktorstwa i poświęciła całkowicie filozofii i religii Wschodu. Była buddystką, prowadziła grupy medytacyjne, wyjeżdżała na kilkutygodniowe odosobnienia w góry. Wróciła na ekrany w wielkim stylu w 2004 roku...

- Nie sądzę, bym znów poświęciła się aktorstwu, choć raz na jakiś czas mogę zaryzykować - żartowała Małgorzata Braunek, kiedy po 20-letniej przerwie przyjęła rolę w filmie "Tulipany" Jacka Borcucha.

- Tak naprawdę, nie wyobrażam sobie wejścia jeszcze raz do tej samej rzeki. Wciąż podkreślam, że już grać nie muszę. Nie mam wewnętrznej presji, by złapać wszystko jedno co, z kim, gdzie, byle tylko zagrać. Jednak kiedy spotkałam Jacka Borcucha i porozmawiałam z nim o jego projekcie, postanowiłam znów stanąć przed kamerą. "Tulipany" opowiadają o przemijaniu w sposób szalenie mi bliski. Opowiadają o ludziach, którzy czasem myślą o sobie, że są nieśmiertelni. I kiedy w końcu okazuje się, że jednak oni też przemijają, nie przyjmują tego w kategoriach dramatu, nie zasępiają się, bo potrafią zobaczyć, że każdy wiek ma swoje radości. To mi się spodobało. Myślałam, że jeśli ktoś jeszcze zaproponuje mi rolę, będzie to reżyser z mojego pokolenia, który mnie zna, pamięta. A Jacek Borcuch jest w wieku mojego syna - mówiła, odbierając podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni nagrodę za swą kreację w "Tulipanach".

Nie chciała żyć na pokaz

Rzadko się zdarza, żeby uwielbiana przez widzów i chwalona przez krytyków gwiazda filmowa zdecydowała się porzucić aktorstwo i to w momencie, kiedy odnosi największe sukcesy. A Małgorzata Braunek podjęła taką decyzję i na wiele lat wycofała się z życia zawodowego.

- Zaczęłam dostrzegać wszystkie ujemne strony uprawiania zawodu aktora - tłumaczyła swoją decyzję.

- Poczułam, że egocentryzm i megalomania rozpoczęły inwazję na moją osobowość i psychikę. Działo się to w okresie, gdy oczy młodych ludzi zwróciły się ku Wschodowi. Zrobiłam to samo - wyznała w wywiadzie.

Małgorzata Braunek już jako szesnastoletnia dziewczyna zaczęła się zastanawiać nad sensem życia - próbowała nawet popełnić samobójstwo wierząc, że dopiero po śmierci czeka ją szczęście. Była przekonana, że śmierć nie jest końcem wszystkiego. Kiedy zdecydowała się zostać aktorką i - jeszcze jako studentka - zadebiutowała w filmie "Żywot Mateusza", zapomniała na jakiś czas o prześladujących ją od dzieciństwa niepokojach. Pokochała swoją pracę. Bardzo ciężko znosiła okresy bez grania, ale gdy grała - żyła na najwyższych obrotach. Reżyserzy zasypywali ją propozycjami i powierzali role, o których inne aktorki mogły tylko marzyć. "Polowanie na muchy" Wajdy, "Lokis" Majewskiego, "Trzecia część nocy" Żuławskiego, "Potop" Hoffmana i "Lalka" Bera - to tylko niektóre filmy, w których wystąpiła w ciągu dziesięciu lat pracy.

- Już grając w "Lalce" wiedziałam, że długo nie wrócę na plan. Przyjęłam jednak rolę w bułgarskim filmie. Okres realizacji "Nocnej kąpieli" wspominam jako osobistą gehennę.

- Chciałam jak najszybciej wyzwolić się z tego życia na pokaz - wspominała.

Nauczyła się panować nad emocjami...

Przełomem w życiu święcącej wielkie triumfy aktorki okazała się jej pierwsza podróż do Indii w 1976 roku, którą odbyła z mężem, Andrzejem Krajewskim. Ważne były również spotkania z Jackiem Santorskim i Lucyną Winnicką.

- Spotykaliśmy się, organizowaliśmy zajęcia psychoterapeutyczne, ćwiczenia głębokiego, pełnego oddechu. Wszystko to służyło poznaniu siebie, rozwijaniu samoświadomości. Nauczyłam się panować nad emocjami - mówiła.

Środowisko przyjęło decyzję Małgorzaty Braunek o wycofaniu się z aktorstwa jako kolejną fanaberię rozkapryszonej popularnością gwiazdy. Zastanawiano się, jak szybko zatęskni do luksusowego życia, do bankietów, przyjęć, uroczystych premier. Tymczasem aktorka na dwadzieścia lat zamknęła się w swoim świecie - zamieniła luksusową willę na nieduży dom pełen wiklinowych mebli, posążków Buddy, muszli, kamieni i egzotycznych instrumentów przywiezionych z podróży na Wschód. Wyprawy w najodleglejsze zakątki ziemi - do Nepalu, Lhasy, Indii, Tybetu - stały się jej wielką pasją. Sama aktorka najmilej wspominała zawsze podróż, w czasie której osobiście poznała Dalaj Lamę.

- Jestem zawsze wzruszona, gdy mówię o Dalaj Lamie. On żyje dla innych, jest swoim sercem i umysłem nastawiony na drugiego człowieka. Osiągnął niespotykaną harmonię wewnętrzną, spokój, o jakim ja mogę tylko marzyć - opowiadała w wywiadzie.

Marzyła, żeby... rozśmieszać

Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku Małgorzata Braunek postanowiła ponownie zadebiutować przed kamerą. Doszła do wniosku, że może już wykonywać zawód aktorki z pewnym dystansem, którego tak bardzo brakowało jej przed laty. Kiedyś musiała grać, bo nie wyobrażała sobie bez tego życia.

- Teraz chciałabym grać, ale nie muszę, bo i tak żyję - mówiła.

- Wiek zrobił swoje, zmieniłam się nie tylko zewnętrznie. Nie jestem już "Lalką" i wcale nie chcę przywracać swojego wizerunku z tamtego okresu. Mam oczywiście świadomość, że ludzie ze środowiska mogą powiedzieć: "Czy ona uważa, że można odejść, obrazić się na wszystkich, a potem po prostu wrócić?". Nie oczekuję zbyt wiele - powiedziała w jednym z programów telewizyjnych.

Pierwszą po przerwie rolę zagrała w spektaklu Zdzisława Wardejna "Listy zmarłych", kolejną - w przedstawieniu, które dla Teatru Telewizji zrealizował Łukasz Wylężałek. Wystąpiła też w jednym z odcinków popularnego sitcomu "Posterunek 13" Macieja Ślesickiego.

- Przez całe życie marzyłam, żeby rozśmieszać. Właściwie walczyły we mnie dwie natury. Jako młoda osoba byłam szalenie romantyczna, wręcz sentymentalna. Marzyły mi się więc role szekspirowskie, mocne, dramatyczne, a z drugiej strony jakaś wspaniała, cudowna, wariacka komedia - wyznała.

Żadne z nowych wcieleń aktorki nie wzbudziło wielkiego zainteresowania widzów i krytyki. Aż do chwili, gdy w 2004 roku zagrała w "Tulipanach" Jacka Borcucha. W kolejnych latach zagrała też w serialach "Glina", "Pensjonat pod Różą", "Pełną parą" i "Ekipa". W 2009 roku po raz pierwszy wcieliła się w Basię Jabłonowską w mazurskiej sadze "Nad rozlewiskiem".

Chciała czuć się przydatna i potrzebna...

Tuż przed rozpoczęciem zdjęć do 4. serii "Rozlewiska" Małgorzata Braunek dowiedziała się, że jest chora i podjęła heroiczną walkę z nowotworem. Zdawała sobie sprawę, że pokonanie raka nie będzie łatwe. Odkąd została wolontariuszką w hospicjum onkologicznym na warszawskim Ursynowie, wiedziała, jak ważna w procesie leczenia chorób nowotworowych jest wiara, że wszystko dobrze się ułoży.

- Z powodu raka przedwcześnie zmarło wielu moich przyjaciół. Zostałam wolontariuszką w hospicjum, bo chciałam czuć się przydatna i potrzebna, móc odwdzięczyć się za to, co dostałam od ludzi, którzy odeszli - powiedziała kilka lat temu, zanim jeszcze sama zachorowała.

Kiedy dowiedziała się, że musi poddać się chemioterapii, nie była pewna, czy powinna to robić. Bała się, że jej organizm - od lat przyzwyczajony wyłącznie do zdrowej żywności i bardzo restrykcyjnej diety wegańskiej - nie zniesie potężnej dawki leków. Do tego, by jednak wypowiedzieć wojnę nowotworowi, przekonał ją mistrz buddyzmu i jej dobry przyjaciel Dennis Genpo Roshi. To z kolei, że można pokonać nawet najcięższą chorobę, udowodnił Małgorzacie Braunek jej syn z małżeństwa z Andrzejem Żuławskim, Xawery, który rok wcześniej sam bardzo poważnie zachorował i niemal otarł się o śmierć, ale nawet na chwilę się nie poddał.

Małgorzata Braunek do ostatniej chwili wierzyła, że wygra walkę o życie.

Zmarła w poniedziałek 23 czerwca tuż przed wyjazdem do kliniki we Frankfurcie, gdzie miała przejść specjalną terapię.

Dowiedz się więcej na temat: Cisza nad rozlewiskiem | Małgorzata Braunek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje