Reklama

Złotopolscy

Ocena
serialu
7,2
Dobry
Ocen: 616
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Dla bliskich zawsze ma czas

Mnóstwo obowiązków, ciężka praca na planie i poza nim oraz nieustający wyścig z czasem - to codzienność Joanny Orleańskiej. Ale ona nie narzeka. - Kocham to, co robię - mówi.

Rozdawanie autografów? Stąpanie po czerwonym dywanie? Huczne bankiety?

Reklama

Nic z tego! Przykład Joanny Orleańskiej stanowi zaprzeczenie stereotypowej opinii, że życie aktorów usłane jest różami.

- Czasami nie wiem, gdzie ręce włożyć, ale nie narzekam, bo kocham to, co robię - mówi gwiazda "Złotopolskich" i "Licencji na wychowanie".

Zamiast spać do południa, mama 3,5-letniej Tosi wstaje o siódmej rano i swoje pierwsze kroki kieruje do pobliskiej piekarni.

Na delektowanie się rogalikami z rodziną nie ma jednak zbyt wiele czasu. Za chwilę mąż, Paweł jedzie na nagranie programu "Galileo".

Zaraz po śniadaniu trzeba odprowadzić córkę do przedszkola, a potem szybko wsiąść w samochód, by zdążyć do podwarszawskiego Słomczyna, gdzie realizowane są zdjęcia do "Złotopolskich".

- Na początku Tosia nie przepadała za przedszkolem, od zawsze dużo czasu spędzała z dorosłymi. Ale stwierdziliśmy z mężem, że kontakt z rówieśnikami i bycie w grupie będzie dla niej dobre -tłumaczy pani Joasia siedząc w fotelu charakteryzatorskim.

Na planie spędzi kilka najbliższych godzin. Tuż po nich wróci na Saską Kępę, gdzie w jednej z przytulnych knajpek zamówi lunch i korzystając z chwili ciszy, poczyta scenariusz "Szpilek na Giewoncie".

- Serial zobaczymy we wrześniu w Polsacie. Gram w nim femme fatale, dobrze sytuowaną, ale próżną i zepsutą kobietę, która poza atrakcyjnym wyglądem niewiele sobą reprezentuje. Diana to moje kompletne zaprzeczenie. Nie wyobrażam siebie na co dzień w szpilkach do nieba, skupionej wyłącznie na swoim wyglądzie i nieliczącej się z przyjaciółmi - zwierza się aktorka.

Na dalsze pogaduszki nie ma już czasu. Za parę minut jest umówiona w "Fabryce Dźwięków Różnych", studiu postprodukcyjnym, które prowadzi wraz z mężem i wspólnikiem. Tam razem z grafikiem pracować będzie nad zwiastunem i plakatem do filmu "Huśtawka".

Zagrali w nim także Karolina Gorczyca i Wojtek Zieliński.

Poza tym pani Joasia musi jeszcze popracować nad kolejnym projektem, w którym wzięła udział jako aktorka i koproducent - filmem "Zwerbowana miłość", a także podłożyć głos do reklamy.

- Każdy dzień mam wyliczony co do minuty, nie mogę sobie pozwolić na żadne spóźnienie. Za kwadrans już mnie tu nie będzie, idę odebrać Tosię z przedszkola, a po drodze do domu wstąpimy na jej ulubiony plac zabaw - mówi.

Po ponadgodzinnym szaleństwie z córką aktorka nadal nie wygląda na zmęczoną. Skąd czerpie niespożytą energię?

- To ten specyficzny klimat Saskiej Kępy, no i nie ma co ukrywać, nieoceniona pomoc mojej mamy. Kiedy nie pracuję, właśnie na Saskiej skupia się całe moje życie. Tutaj czas jakby się zatrzymał. Pochodzę z Bytomia, niewielkiego miasta, więc lubię mieć wszystko pod ręką: małe zaprzyjaźnione sklepy, urocze kawiarnie, winiarnie - wyjaśnia.

Dzień się kończy. Joanna chciała jeszcze wybrać się na masaż tajski do ulubionego salonu, ale na to najzwyczajniej zabrakło jej czasu. Brak czasu to też jej codzienność.


Artur Krasicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje