Muñeca brava

Zbuntowany anioł

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 280
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Zbuntowany anioł": Wszystkie byłyśmy Milargos

Wesoła i zrelaksowana – taka była Natalia Oreiro podczas podczas rozmowy z nami podczas jej grudniowego pobytu w Polsce. Opowiedziała o swoim synku, odchudzaniu i tajemnicy fenomenu "Zbuntowanego anioła".

Jak odbierasz Polskę po tylu latach? Czy Polacy się zmienili?

Reklama

- Nie, nadal są bardzo ciepli. Ludzie mieszkający w Argentynie nie rozumieją, dlaczego chcę podróżować do waszego kraju. Wydaje im się, że Polacy są bardziej zdystansowani niż Argentyńczycy. A ja czuję tu nieskończone ciepło i dużo bliskości. Ludzie zawsze mnie obejmują, całują, są weseli, rozbawieni, śpiewają moje piosenki. Czuję się tu bardzo kochana.

Przyjechał z Tobą twój synek Merlin. Jak podobała mu się ta podróż?

- Myślę, że dla niego najważniejsze jest być blisko swoich rodziców. Miałam to szczęście, że mąż mógł mi towarzyszyć. Przyjechali również moi rodzice. Merlin jest bardziej rozemocjonowany niż zazwyczaj - widzi tylu ludzi, nie rozumie, dlaczego tak się do mnie zbliżają i dziwnie mówią. Ale czuje, że otacza nas dobra energia. Podczas występu w Rosji Merlin grał na scenie na zabawkowej gitarze.

Czy odziedziczył po was miłość do muzyki?

- Tak, lubi grać na gitarze na baterie i na pianinie. Myślę, że dzieci przesiąkają atmosferą, w której dorastają, a w jego otoczeniu są instrumenty.

W Polsce kolejny raz jest emitowany "Zbuntowany anioł" i znowu ma świetną oglądalność.

- Znowu? Niemożliwe!

Jak myślisz, w czym tkwi tajemnica tego sukcesu?

- Uważam, że w pewnym momencie wszystkie byłyśmy Milagros. Każda z nas była nastolatką, która marzyła o księciu z bajki. Lubiłyśmy piłkę nożną, byłyśmy trochę chłopczycami, uciekałyśmy na dyskoteki. Mijają lata, a to wciąż jest aktualne. Ten fenomen wydarzył się w 80 krajach. Kiedy grałam w "Zbuntowanym...", byłam młodą dziewczyną i nie miałam świadomości tego, co się dzieje. Poza tym był to mój pomysł, napisałam tę historię, pokazałam producentom. Sądzę, że takie produkcje odnoszą sukces, gdy są spontaniczne i płyną z serca.

Przypominasz sobie jakąś anegdotę z planu "Zbuntowanego..."?

- Gdy kręciliśmy telenowelę, zaprzyjaźniłam się z Facundem (Araną). Borykałam się wtedy z trądzikiem i kiedy miał mnie pocałować, przykładałam sobie dłonie do twarzy, żeby nie zobaczył krostek (śmiech)...

Jakie masz plany na rok 2014?

- Chcę nakręcić kilka filmów, wyjechać w kolejną trasę. Może wydam nową płytę i będę mogła wrócić do Polski. Byłoby super wystąpić w większej liczbie miast.

Na przykład w Warszawie...

- Tak, jest tutaj sporo ludzi z Warszawy, a nawet z innych krajów.

W swoim ostatnim teledysku "Todos me miran" jesteś bardzo odważna...

- Zawsze jestem odważna.

Czujesz się pewnie ze swoim ciałem?

- Tak, nigdy nie miałam problemów z samoakceptacją.

Jak dbasz o figurę?

- Z małym dzieckiem i taką ilością pracy jest łatwo zachować formę (śmiech).

Masz dobre geny, przyznaj...

- Tak. Ale zaraz po urodzeniu Merlina dużo ćwiczyłam, ponieważ w ciąży przytyłam 30 kilogramów. Udało mi się odzyskać dawną wagę dopiero po roku.

Chciałabyś mieć kolejne dziecko?

- Nie w najbliższym czasie. Na razie wolę skupić się na Merlinie. Przy takim natłoku zajęć to trudne. Chcę być obecna przy jego wychowaniu, a z dwójką byłoby to jeszcze bardziej skomplikowane.

Rozmawiała: Angela Kołowiecka-Wilkos

Dowiedz się więcej na temat: Natalia Oreiro | Zbuntowany anioł

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje