Reklama

Muñeca brava

Zbuntowany anioł

Ocena
serialu
8,9
Bardzo dobry
Ocen: 452
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Natalia Oreiro: Moje życie to chaos

Królowa argentyńskich telenowel zaskoczyła wszystkich swoim szybkim powrotem na mały ekran.

Po zakończeniu emisji "Solamente vos" - zaledwie kilkanaście miesięcy temu - zapowiadała, że ponownie zobaczymy ją w telewizji... najwcześniej w 2017 roku!

Reklama

- Najbliższe trzy lata zamierzam poświęcić dla kina - zarzekała się. Co wpłynęło na zmianę tej decyzji? - Kiedy zadzwonił do mnie Tomás Yankelevich (dyrektor programowy Telefe) z propozycją współpracy, od razu mu odpowiedziałam: Jeżeli masz dla mnie serial codzienny, to dziękuję za propozycję, ale zapomnij! - opowiada gwiazda.

- Potem się spotkaliśmy i wyjawił mi dwie rzeczy, które sprawiły, że po prostu nie byłam w stanie mu odmówić... Najpierw przedstawił mi zarys fabuły, robiącej na mnie, jako kobiecie, kolosalne wrażenie. No i oczywiście nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że za reżyserię, scenariusz i produkcję tego projektu miał odpowiadać sam Juan José Campanella (argentyński zdobywca Oscara)! - dodaje Natalia.

W ten sposób, po jedenastu latach przerwy, które minęły od klapy telenoweli "El Deseo", urugwajska gwiazda wróciła do Telefe rolą ofiary zbiorowego gwałtu w kontrowersyjnym serialu "Entre caníbales"! Niestety, mimo świetnych recenzji, oglądalność jest niska. Produkcja przegrywa z konkurencją w postaci lokalnej wersji "Tańca z gwiazdami".

- Od początku wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, bo ludzie w Argentynie nie są przyzwyczajeni do poruszania tak ciężkich tematów w serialach codziennych... - zauważa aktorka.

- To prawda, że wszyscy łakniemy rozrywki po trudach codziennego dnia, ale tym projektem chcieliśmy dotrzeć do publiczności, która pragnie sobie zadać przed snem jeszcze pewien trud myślenia. Nasz widz nie może wyjść nagle w połowie odcinka do łazienki, bo najzwyczajniej w świecie coś mu umknie. To pewna nowość w argentyńskiej telewizji i jak wszystko, co nowe, wymaga czasu, aby się przebić. Niemniej jednak odczuwam niebywałą dumę z faktu, że jestem częścią tej ambitnej telenoweli. Co ciekawe, nawet my aktorzy nie wiemy o wszystkim, co przytrafi się naszym bohaterom. Nigdy nie grałam w takiej produkcji! - podsumowała Oreiro.

Bolesne wyzwanie aktorskie

Jak intensywna praca na planie "Entre caníbales" odbija się na życiu prywatnym Natalii?

- Mało śpię, po nagraniach wracam do domu, do mojej rodziny, a potem jeszcze długo siedzę nad scenariuszem kolejnych odcinków - opowiada.

- Moje życie jest teraz bardzo chaotyczne. Wszystkie pracujące matki na pewno to zrozumieją. Jakaś część moich myśli zawsze pozostaje w domu, przy dziecku. Tymczasem nowa postać wymaga dużego skupienia. Czasami niezwykle trudno było oderwać się od wszystkiego, ale żeby móc zgłębić tok myślenia mojej bohaterki - po prostu nie miałam innego wyjścia! Musiałam zanurzyć się w tej tematyce aż po same uszy, ale w pewnym momencie byłam zmuszona się wycofać - kontynuuje aktorka.

- Nagle sama zaczęłam odczuwać ogromny niepokój. Prawda jest taka, że większość z nas obawia się gwałtu. Siedem na dziesięć kobiet doświadczyło w którymś momencie swojego życia różnego typu nadużyć ze strony mężczyzn. Uważam za wielki krok naprzód to, że tak duża stacja jak Telefe zdecydowała się na opowiedzenie historii z perspektywy ofiary. To niebywale bolesny temat - zaznaczyła Oreiro.

Między pracą a domem

Zdjęcia do "Entre caníbales" zgodnie z planem mają potrwać jeszcze tylko pięć miesięcy. Najbardziej z tego faktu powinien być zadowolony syn Naty i jej męża Ricarda, Merlín, który każe się teraz nazywać swoim drugim imieniem Atahualpa. Chłopiec skończy już niedługo trzy i pół roku. Para nie planuje jednak powiększenia rodziny.

- Nie widzę siebie w roli matki kolejnego dziecka. Swoją drogą, to bardzo utrudniłoby nam podróżowanie! - stwierdziła Oreiro, która po krótkim odpoczynku wyruszy w kolejne międzynarodowe tournée. Tym razem artystka nie zawita do Polski, ale już w grudniu polscy fani będą mieli sposobność wybrać się na kilka koncertów Urugwajki do Rosji. Tam też odbędzie się premiera filmu dokumentalnego "Nasha Natasha" (tak nazywana jest przez Rosjan Oreiro), opowiadającego o życiu tej jednej z największych gwiazd latynoskich naszych czasów.

Początek przyszłego roku upłynie Natalii pod znakiem pracy na planie filmu "No me arrepiento de este amor", w którym zostaną przedstawione losy tragicznie zmarłej argentyńskiej piosenkarki Gildy (cover jej utworu "Corazón valiente" mogliśmy usłyszeć w czołówce "Jesteś moim życiem"). Oreiro nie tylko zagra główną rolę, ale zadebiutuje też tym obrazem jako producentka filmowa. Gwiazda nabyła już prawa autorskie do całej twórczości swojej ulubionej artystki. Fani "Zbuntowanego anioła" mogą pamiętać, że w jednym z odcinków serialu Milagros odwiedziła grób Gildy.

Nowy krążek


Poza ścieżką dźwiękową do "No me arrepiento de este amor", rok 2016 przyniesie wszystkim miłośnikom Urugwajki tak upragniony przez nich czwarty album studyjny Natalii! Ostatnia solowa płyta Oreiro, zatytułowana "Turmalina" (turmalin to szczęśliwy kamień naszej gwiazdy), ukazała się jeszcze przed nastaniem ery YouTube’a, bo aż 13 lat temu.

Na nowym krążku znajdzie się 15 utworów, w tym 3 piosenki... po rosyjsku! To nie pierwszy raz, kiedy Natalia zaśpiewa w języku naszych wschodnich sąsiadów. W 2005 roku nagrała własną wersję utworu "No me mires más" z repertuaru Lolity Torres i jedną ze zwrotek zaśpiewała właśnie po rosyjsku, którego to języka akurat uczyła się ze względu na główną rolę w serialu "V ritme tango".

Na potrzeby zeszłorocznej trasy koncertowej Nasha Natasha Tour powstał zaś rosyjskojęzyczny cover hitu "Me muero de amor", któremu towarzyszył teledysk z gościnnym udziałem Facunda Arany.

Marek Moskalik

Świat Seriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama